Nivea Fresh Revive suchy szampon dla brunetek -Nowość-

Codziennie rano niezależnie od dnia i pogody myję włosy. Jedynie w czasie choroby gdy nie mam sił tego nie robię. Dlaczego myję włosy każdego ranka ? Nie dlatego, ze są brudne czy tłuste. Moje włosy rano są ułożone na afro, dlatego żeby doprowadzić je do ładu i składu muszę je zmoczyć, a jak już są zmoczone to te kilka chwil poświęcone na umycie nie są niczym strasznym. W dodatku bardzo lubię od rano czuć się świeżo i czysto,a właśnie umycie włosów mi to gwarantuje. Jednak na wakacjach z lenistwa nie chce mi się codziennie myć włosów. Wtedy z pomocą przychodzi suchy szampon. 
W tym roku podczas urlopu towarzyszyła mi nowość NIVEA suchy szampon dla brunetek Fresh Revive
Ja nie jestem fanką takich produktów,bo nic mycia włosów nie zastąpi jednak żeby rano nie straszyć na śniadaniu ratował mnie ten suchy szampon. Producent obiecuje całodniową świeżość, poprawę objętości oraz oczyszczenie włosów bez podrażnienia skóry głowy, a do tego przyjemny zapach
I w sumie wiele z tych obietnic ma pokrycie w rzeczywistości. 
Szampon momentalnie podnosi włosy i sprawia, że wyglądają na świeże (nie mylić z czystymi), przepięknie pachnie i zapach otrzymuje się przez kilka godzin. Do tego jest wydajny pod warunkiem, że przed użyciem porządnie się nim wstrząśnie (to bardzo ważne!)
Włosy są pełne objętości i lekkości, a także przyjemnie pachną. 
Wersja dla brunetek ma bardzo dziwny:szaro - brązowy, lekko nawet fioletowy odcień co widać na dozowniku. Gdy pierwszy raz użyłam tego szamponu trochę się przeraziłam, bo kolor na moich czarnych włosach był sino-szary ;/
Na szczęście po dokładnym rozczesaniu kolor wraca do naturalnego. Czy naturalny jest przez to podkreślony ? Niekoniecznie. Czarny na pewno nie, a wręcz wydaje się jakby bardziej wypłukany ;/ Na szczęście nie jest to aż tak bardzo widoczne. Jeśli chodzi o skład to nie znajdziemy tutaj nic dobrego, ale wiadomo suchy szampon to nie jest kosmetyk pielęgnacyjny.
Jak dla mnie suchy szampon to taki produkt ratunkowy do używania od czasu do czasu. Na wakacjach się sprawdza, ale do używania go regularnie nikt mnie nie przekona. Być może na kolejny wyjazd znów zabiorę go ze sobą.

A wy często sięgacie po suche szampony ?
Jaki jest Wasz ulubiony ?
Znacie nowość od Nivea ?

DeBBy Lip Chubby Mat nr 06 Magenta

Uwielbiam mocniej podkreślone usta. Nie dla mnie beże i nudziaki
A latem to w sumie pomadka gra u mnie pierwsze skrzypce. Tegoroczne wakacje są w kolorze magenta DeBBy  Lip Chubby Mat Lipstick
Lip Chubby Mat to matowa pomadka w kredce o kremowej konsystencji, niesamowitej trwałości, a do tego dobrze pielęgnująca, bo nie wysusza, a przyjemnie nawilża usta!
Do wyboru jest kilka kolorów - są jasne róże, czerwienie, ale też mocniejsze odcienie. Mój nr 06 to magenta. Na pewno nie jest to kolor dla każdego. Jest mocny, soczysty, fuksjowy. Jednak ja takie kolory uwielbiam i zdecydowanie jest to mój kolor, który mocniejszy wydaje się na dłoni niż na moich ustach.
Jest to kolor idealny na wakacje, ale nie tylko. Ja noszę go na co dzień, bo nie boję się mocnych odcieni na ustach,a  wręcz uwielbiam je podkreślać takimi kolorami!!! Dobrze się czuję w tym kolorze, a że malowanie jest precyzyjne i bezproblemowe to z przyjemnością jej używam każdego dnia. 

Do tego jest to niesamowicie trwała pomadka - na moich ustach wytrzymuje nawet 10 godzin! cały czas wyglądając dobrze i to bez poprawek. 

Zjada się delikatnie i równomiernie, nie migruje, nie zbiera się w kącikach ust. Jestem jej pewna dlatego używam jej nawet przy ekstremalnych temperaturach. Na ustach wygląda bardzo dobrze - matowo, satynowo, aksamitnie. Absolutnie nie jest to płaski mat! A co najlepsze nie przesusza ust, nie uwrażliwia ich, a nawilża i delikatnie odżywia! Kompletnie nie sprawia problemów i nie wymaga dodatkowej, ekstra pielęgnacji.
Świetnie się czuję w tym kolorze i pasuje mi zarówno przy mojej bladej cerze jak i opalonej. Sprawdza się na wakacjach, w pracy, ale też na randce, imprezie czy uroczystości rodzinnej. Jestem zachwycona kolorem, trwałością oraz nawilżeniem jakie mi ta pomadka daje. 

Szczerze Wam polecam wypróbować Lip Chubbt Mat od DeBBY włoskiej firmy pochodzącej od znanej marki Deborah! Ja na pewno skuszę się jeszcze na odcień nr 04 cherry, bo wiśniowe usta to taki mój znak rozpoznawczy. Kosmetyki DeBBy są dostępne w niektórych drogeriach Natura, a ich cena to ok 20 zł

Jak Wam się podoba ten kolor ? Pasuje mi ?;>

Senkara hydrolat Kwiat Lotosu

Tonizacja to bardzo ważny element w pielęgnacji, ale to już wiecie, bo nie raz o tym wspominałam. Toniki są przeróżne - można znaleźć dobre, ale niestety ja bardzo często trafiam na takie nijakie ;/ Dlatego też najbardziej lubię hydrolaty i to one najczęściej zastępują mi tradycyjne toniki
Hydrolat Kwiat Lotosu od Senkara zachwycił mnie zapachem. Boskim zapachem.  Różowe kwiaty lotosu pachną zniewalająco - trochę słodko, trochę tropikalnie. Zdecydowanie zapach jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju.

Szklana buteleczka z atomizerem ułatwia aplikację i sprawia, że możemy rozkoszować się zapachem przez kilka chwil. Hydrolat ten zdecydowanie ułatwiał przeżycie upalnego dnia (a zdarzały się takie tej wiosny ;p), bo wspaniale orzeźwia i nawilża skórę. Działanie ma wszechstronne i pewnie każda cera będzie z tego hydrolatu zadowolona ;)
 Hydrolat odświeża, przywraca pH i wspaniale nawilża, a do tego koi i łagodzi stany zapalne oraz przynosi ulgę podrażnionej skórze. Stosowany na włosy sprawia, że są miękkie i błyszczące.

Fantastyczny jest ten hydrolat i chętnie do niego wrócę. 
W ofercie firmy jest jeszcze jeden hydrolat - malinowy, który mam i liczę, że sprawdzi się równie dobrze ;) Na pewno Wam o nim opowiem za jakiś czas ;) Buteleczka o pojemności 50 ml kosztuje ok 20 zł, ale jest to czysty, naturalny hydrolat z kwiatów lotosu bez żadnych dodatków. Warto się z nim poznać ;)

Szczerze polecam!

Tag: Moja rutyna

Jakiś czas temu na yt, na kanale Ani - moimzdaniem.be pojawił się fajny 
TAG: Moja Rutyna. A ja bardzo Tagi lubię (chociaż nie wiem kiedy ostatnio na blogu się taki pojawił) więc dziś zapraszam Was na luźny wpis

1. Ile dziennie pijesz kawy/herbaty?
Każdy dzień zaczynam od kawy. Niezależnie od pogody.  Nie ma poranka bez pysznej, aromatycznej kawy z ekspresu. Koniecznie z mlekiem! ;) W ciągu dnia wypijam ok 3 kubki kawy chociaż zdarza się, że jest ich i 5 ;p  I tak jak ranki i popołudnia należą do kawy tak wieczory do herbaty. 
Bez względu na porę roku każdy dzień zaczynam kawą, a kończę herbatą czarną aromatyzowaną ( w okresie zimowy najczęściej jest to cynamonowa,a latem z  czarnej porzeczki) lub zieloną ;)

2. O której kładziesz się spać i o której wstajesz?
Jestem sową. Typową sową więc nic ze mną nie załatwicie o 6 rano. Za to ok 24 jak najbardziej ;) Zazwyczaj spać chodzę ok 2 w nocy, ale mam ten komfort, że wstaję ok 8:30, a w weekendy to przed 10 wyciągnie mnie tylko jakieś naprawdę ważne lub przyjemne spotkanie ;p 

3. Twoje ulubione śniadanie, które zazwyczaj sobie robisz/ jesz?
Przez bardzo długi czas nie jadłam śniadań. Kawa w zupełności wystarczyła. Nadal mam z tym problem, ale staram się przynajmniej  zjeść coś małego najczęściej jest to kanapka lub tost z serem i pomidorem. Nie dla mnie owsianki czy płatki. Wolę jajecznicę albo parówkę (tak wiem, nie jest to zdrowe, ale cóż zrobić jak Berlinki polecają się na śniadanie ;p)

4. Kąpiel w wannie, czy prysznic?
Wanna, wanna i jeszcze raz wanna. Prysznice są dla mnie niebezpieczne i niewygodne. Lubię moczyć dupkę w ciepłej, pachnącej i pełnej piany wodzie. Cóż zrobić raki tak ponoć mają;)

5. Ile czasu dziennie spędzasz w kuchni?
Gotując ? zero! Nie gotuję, nie lubię pracować w kuchni. Za to lubię tam przebywać, pić kawę, dyskutować i spożywać posiłki zrobione przez inne osoby. 

6. Twoja ulubiona pora dnia?
Noc ;) zwłaszcza długa, zima, ciemna. Idealne są dla mnie listopadowe i grudniowe noce ;) Kocham deszcz, uwielbiam śnieg ;)

7. Co robisz o godzinie 12.00, 15.00?
No niestety w tych godzinach pracuję. I to niezależnie czy jest to w tygodniu, czy w weekendy. W tygodniu jestem w laboratorium, a w weekendy pracuję w domu ;)

8. Twój ulubiony serial?
Lubię seriale i na swoim koncie mam ich sporo. Jednak odkąd poznałam Chirurgów Grey's Anatomy jest to mój serial nr 1 ;)

9. Zakupy stacjonarne, czy internetowe?
Lubię zakupy internetowe i często kupuję on-line przeróżne rzeczy. Zwłaszcza ubrania zamawiam w moim ulubionym Bonprix, czasami kupię też kosmetyki zwłaszcza gdy są stacjonarnie niedostępne. Sprzęt AGD i RTV też jakoś mi łatwiej wybrać w sklepie internetowym. Jednak butów nigdy nie zamówię przez internet ;p 

10. Ulubiona aktywność fizyczna/sport? 
Tylko i wyłącznie spacer w towarzystwie mojego psiego przyjaciela Messika ;)

11. Ryż/ ziemniaki? 
Najbardziej to makaron ;) 
Ale, że lubię i ryż, i makaron, i ziemniaki to nie ma ze mną kłopotów

12. Dżem/miód?
Nie przepadam za takimi dodatkami na śniadanie czy kolację. Miód to w sumie tylko do herbaty, albo na twarz w formie maseczki ;p 

13. Lubisz rutynę? Jak sobie z nią radzisz?      
Lubię chociaż czasami potrzebuję ją przełamać. 
Rutyna pozwala mi zaoszczędzić czas w codziennym życiu jednak od czasu do czasu potrzebuję zmian (zazwyczaj w czasie urlopu zmieniam swoją dzienną rutynę) i dzięki temu mam życiowy balans ;p

Osoby, które śledzą mnie, czyli kapryska na instagramie doskonale wiedzą jak mniej więcej wygląda moje życie, co lubię czego nie lubię, jak wyglądają moje poranki i gdzie spędzam urlop. Dajcie znać czy podoba Wam się ten TAG i jeśli tylko macie ochotę stwórzcie go u siebie ;)

Nivea Soft Mix Me

Pierwsza reklama kremu Nivea soft wbiła mi się w pamięć i do dziś kojarzy mi się z błogim czasem dzieciństwa. "Jak ciepły, letni deszcz" te słowa idealnie opisują jak pachnie dla mnie lato ;) Pamiętam, że swego czasu używałam lekkiej wersji Nivea i dość dobrze wspominam działanie, ale głównie pamiętam unikalny zapach. Obecnie Nivea Soft ma 3 nowe wersje zapachowe Mix Me, które można dowolnie mieszać i tworzyć swoje kompozycje zapachowe
Wszystkie 3 zapachy są świeże i delikatny, ale jednocześnie mają w sobie coś kremowego. Fajne są zarówno do stosowania solo jak i przeróżnym połączeniu.
Konsystencje są lekkie i szybko się wchłaniają, nie pozostawiając tłustego czy lekkiego filmu. Dla osób szukających lekkiego kremu na dzień lub na noc i nie zwracającego uwagi na skład krem nivea soft będzie dobrym kremem. 
Moja mama bardzo sobie chwali kremy Nivea do twarzy, ja raczej stosuję je na ciało, bo moja kapryśna buzia może się zbuntować i ze względu na obecność prarafiny i alcohol denat unikam stosowania tych kremów na twarz.
Nivea Soft Mix Me Charming One to wersja z czerwonymi owocami. Czuję tutaj delikatnie wiśnię, ale też inne owoce. Zapach jest delikatny i przyjemny.
Nivea Soft Mix Me Exotic to zdecydowanie mój ulubieniec. Uwielbiam egzotyczne zapachy, a ten jest wyjątkowo tropikalny. Na pierwszym planie jest ananas, ale nuta kokosu również jest. Istna pina colada ;)
Zapach Nivea Soft Mix Me Oasis to znów świeży i orzeźwiający zapach  ogórka, cytryny i mięty. Bardzo ciekawy i na pewno znajdzie sporo miłośniczek.

Jak dla mnie każda wersja ma w sobie coś innego, coś ciekawego, a zmieszanie ich w różnych proporcjach daje nie tylko dużo radości, ale też sprawia, że odkrywamy nowe, ciekawe połączenia zapachowe. Może składowo to perełki nie są, ale z doświadczenia wiem, że kremy Nivea mimo to cieszą się dużą popularnością i co ciekawe skóry wyglądają bardzo dobrze.

Jeśli lubicie poznawać nowe zapachy to miksujecie do woli wersje zapachowe Nivea Soft Mix Me ;)

DeBBy Powder Experience puder transparentny

Wydawać by się mogło, że puder podstawowy kosmetyk kolorowy kobiety.
 W moim przypadku jednak tak nie jest. Zazwyczaj pudry przyspieszają wyświecanie mojej cery, ciastkują lub zapychają.
 Na palcach mogę policzyć pudry, które się u mnie sprawdzają ;/ 
Ale w końcu (po latach poszukiwań!) znalazłam puder idealny. Pudrem tym jest deBBy Powder Experience Mat & Fix
Ten puder to petarda! Jeśli macie problem z świeceniem to koniecznie odwiedźcie drogerię Natura i wypróbujcie ten włoski puder ;)
Jest to puder transparentny, bardzo drobno zmielony. Moim zdaniem delikatnie rozjaśnia skórę, ale absolutnie jej nie bieli! 
Dla mnie puder ideał, bo bardzo dobrze i naturalnie wygląda na twarzy i jednocześnie zapewnia całodzienny mat! Nie ciastkuje, nie zbiera się w załamaniach, a pięknie wygładza skórę. Wręcz upiększa! ;)
Jednym słowem spełnia wszystkie obietnice producenta
Moim zdaniem jest to jak na razie najlepszy puder jaki mam i jest w moich TOP 3 jeśli chodzi o pudry w ogóle. Na pewno trafi to ulubieńców wakacji i na 90% znajdzie się w ulubieniach roku. Przez to, że jak na razie sprawdza się mega dobrze zabieram go na wakacje ;)

Znacie kosmetyki deBBy ? kusi Was ten puder ? 

Isana Garden Dreams

Bardzo lubię limitowane edycje żeli Isana dostępne w Rossmannie. Zresztą to chyba widać, bo większość zapachów jest zrecenzowana na blogu. Dziś opowiem Wam o 3 zapachach z serii Garden Dreams

Pierwszym zapachem z tej serii jest wersja różowa Japanese Harmony
Bardzo przyjemny kwiatowy i lekko słodki żel. Idealnie oddaje zapach wiosny - kwitnących kwiatów i drzew. Bardzo dziewczęcy, kobiecy i romantyczny zapach
W sumie zużyłam chyba z 3 opakowania i jeśli jeszcze gdzieś zobaczę śliczną różową buteleczkę to chętnie kupię kolejne opakowanie. Żele Isana są dobre, tanie, mają drogeryjne składy, ale piękne zapachy i urocze opakowania. Jak dla mnie robią to co żel robić powinien, czyli dobrze myją, dają dużo piany, przyjemny zapach i  nie wysuszają skóry - za to uprzyjemniają kąpiel.

Drugim żelem z tej serii był Andalusian Dream z kwiatem pomarańczy i mandarynkami
Zapach był ciepły, słoneczny i kojarzył mi się z Hiszpanią. Jednak nie zdecydowałam się na zakup kolejnej buteleczki.
Podobnie jak inne żele Isana ten równie dobrze myje, daje dużo piany, nie wysusza skóry i jak za 3 zł jest ok chociaż inne zapachy z tej serii bardziej przypadły mi do gustu ;)

I na koniec jak dla mnie najpiękniejszy zapach z serii Isana Garden Dreams  - Caribbean Passion
Jest to przecudowny, typowo egzotyczny zapach, który ja uwielbiam i to nie tylko w czasie wakacji ;p W tym żelu mamy połączenie passiflory i brzoskwini chociaż ja czuję tutaj też mango i marakuję. Boski zapach!
Tego żelu mam spory zapas, bo aż 5 buteleczek z czego 3 już zużyte ;p
Żel pachnie rajską plażą, egzotycznymi owocami i roślinami. Cudowny!
Podobnie jak jego bracia dobrze oczyszcza, przyjemnie pachnie, daje pianę i pozostawia skórę czystą, gładką i pięknie pachnącą ;)

Wiem, że są osoby, które nie lubią się z tymi żelami, ale ja jestem ich wierną fanką i na pewno kolejne wersje zapachowe (zwłaszcza edycje limitowane) zagoszczą zarówno w mojej łazience jak i  na blogu ;)

AA Bubble Mask maska bąbelkowa nawilżenie i świeżość

Moda na bąbelkowe maseczki trwa już jakiś czas. Firma AA odświeżyła ten trend wypuszczając na rynek 4 wersje saszetkowych maseczek, które po nałożeniu zamieniają się pianę 
Skusiłam się na wersję "nawilżenie i świeżość", która miała zadziałać na moją skórę jak kojący kompres. Cera miała zostać nawilżona, ukojona i odświeżona, a także dotleniona.
Niestety żadna z obietnic producenta nie została spełniona. 
Ba! Mogę śmiało stwierdzić, że ta maska nic nie robi
Owszem po nałożeniu bąbelkuje przy czym nie można poprawiać aplikacji tylko dobrze nałożyć maskę za pierwszym razem. 

Uczucie jest przyjemne - takie delikatne mrowienie, które po ok 3 minutach zaczyna znikać i pozostaje na skórze klejący żel, który dość ciężko się zmywa.

Efekt po domyciu maski ? Żaden!

Zero nawilżenia, zero ukojenia, a odświeżenie to jakaś bajka!
Po tej masce ma się uczucie, że na skórze pozostał lepki film niczym po kremie z parafiną. Najchętniej to po zmyciu maseczki umyłabym twarz jeszcze raz.
Skład beznadziejny to i efektu brak!
Niestety taka prawda! ;/

Jak dla mnie maseczka jest beznadziejnym bublem , w dodatku drogim, bo za 2 sztuki trzeba zapłacić 8zł, czyli tak naprawdę za 4 zł poza efektem bąbelkowania na twarzy nie mam nic więcej. Porażka!

Jestem na NIE i szczerze odradzam Wam ten produkt!

Dr. Sante delikatny, nawilżający szampon z olejem kokosowym

Nigdy nie sądziłam, że moje włosy polubią się z delikatnie myjącym i nawilżającym szamponem z olejem kokosowym.
Zazwyczaj wszystko co zawierało olej kokosowy czy arganowym przetłuszczało moje włosy i sprawiało, że wyglądały nieświeżo zaraz po umyciu.
Delikatny szampon nawilżający Dr. Sante z olejem kokosowym to dziecko Elfa Pharm. Otrzymałam go na jednym spotkaniu blogerek i byłam pewno, że nigdy osobiście się z nim nie poznam, ale moje blogowe koleżanki tak go zachwalały, że sama postanowiłam go wypróbować i .... zakochałam się.
Producent obiecuje delikatne oczyszczenie, nawilżenie, eliminację puszenia się włosów oraz zredukowanie łamliwości. Szampon ma również sprawiać, że kłaczki stają się miękkie i jedwabiste bez rozdwojonych końcówek.
I wiecie co ? Producent ma sporo racji! ;)
Szampon ma kremową konsystencję, nie jest perlisty, świetnie się pieni mimo delikatnej bazy myjącej i pachnie kokosem przy czym zapach jest delikatny i kremowy. Skład jest naprawdę przyjemny
Po umyciu moje kapryśne włosy są ujarzmione, miękkie i jedwabiste, elastyczne i sprężyste, a do tego nawilżone, odżywione i pięknie błyszczą. Szamponem jestem zachwycona tym bardziej, że nie spowodował łupieżu i ukoił moją wymagającą skórę głowy. Używam go 3/4 razy w tygodniu (na zmianę z oczyszczającym Paul Mitchell <recenzja klik>) i dzięki temu moje włosy nie są obciążone i absolutnie szybciej się nie przetłuszczają.

Kokosowy szampon Dr. Sante mogę Wam szczerze polecić tym bardziej, że jest to tani szampon. W sklepie Elfa Pharm razem z odżywką kosztuje w sumie 14,99 zł. Tanioszka! A taka dobra!

Dajcie znać czy znacie ten szampon i czy Wasze włosy lubią się z olejem kokosowym ;)


Pierre Rene Cover Gloss nr 05 Heat Wave kryjący błyszczyk

Uwielbiam mieć wyraźnie zaznaczone usta. Dlatego też moje makijażowe trio to: idealna cera, podkreślone rzęsy i mocniej zaznaczone usta. Zazwyczaj noszę pomadki matowe, ale latem jakoś bardziej mi pasują lekko błyszczące. Tego lata na pewno bardzo często na moich ustach gościć będzie kryjący błyszczyk Pierre Rene Cover Gloss nr 05 Heat Wave
W ofercie do wyboru jest 5 odcieni. Heat Wavy na stronie wydaje się przepiękną fuksją. W rzeczywistości jest to jednak malinowa czerwień, która idealnie wpisuję się w letnie makijaż nie tylko wieczorne
Według producenta jest to intensywnie kryjący błyszczyk o kremowej formule i satynowym wykończeniu. I wiele racji producent ma, bo błyszczyk nie jest typowym klejącym i rozmywającym się błyszczykiem. Aplikator ma klasyczny, ale dobrze wyprofilowany, konsystencja też  nie utrudnia aplikacji.
Na ustach wygląda dobrze chociaż z tym satynowym wykończeniem nie do końca bym się zgodziła. Mimo wszystko nie jest to typowy błyszczyk. 
W dużym przybliżeniu widać delikatne drobinki, które absolutnie nie są widoczne w świetle dziennym. 
Błyszczyk komfortowo się nosi i co ciekawe na ustach wytrzymuje o wiele dłużej niż klasyczny błyszczyk. Do tego nie migruje, nie lepi się, przepięknie pachnie iiiiiiii bardzo dobrze nawilża usta!
Błyszczyk Ideał ;)
Dobrze się czuję w tym błyszczyku i podoba mi się ten kolor dlatego tego lata na pewno znajdzie się w mojej topowej 5  i pojedzie ze mną na urlop ;)

Uwaga Bubel!

Ilość bubli w moim kosmetycznym życiu jest niestety spora. I dziś opowiem Wam o kilku chociaż w moim bubelkowym folderze jest ich o wiele więcej.

Zacznę od Tołpy .....
Jak wiecie z firmą się nie lubię, ale co jakiś czas coś od nich wpadnie do mojej kosmetyczki. Niestety 90% kosmetyków Tołpa to dla mnie buble
I tutaj wszystko co znajduje się na zdjęciu wyżej się u mnie nie sprawdziło. Płyn micelarny w chusteczce to jakieś nieporozumienie. Nie zmywa, podrażnia i jeszcze chusteczki są dość suche. Zabrałam je na wyjazd i oczy oraz twarz musiałam domywać mydłem. Koszmar!
Żel do mycia twarzy i oczu Derma face też bez szału. Owszem oczy jako tako domywał i nie podrażniał, ale z twarzą sobie kompletnie nie radził nawet podczas rannego oczyszczania ;/  W dodatku po kilku dniach stosowania wysypało mnie po nim, bo jak się okazało jest tak delikatny, że do oczyszczania się nie nadaje. Saszetka z 2-etapowym zabiegiem oczyszczająco-kojącymi tak mnie podrażniła, że moja twarz przez kilka dni nie tolerowała żadnych kosmetyków. Porażka!

Wielkim rozczarowaniem okazałą się również zachwalana w necie czarna maseczka oczyszczająca Pilaten ;/
Nie dość, że nie  zastygła nawet po 40 minutach to wyrwała jedynie włoski na twarzy, a zaskórniki jak były tak są ;/  Skóra była podrażniona i częściowo wydepilowana, ale niestety czarne punkciki na nosie i policzkach nadal tkwiły w tym samym miejscu co przed nałożeniem maski. Nie polecam!

Firma Evree też się nie popisała. Może i ich różane kosmetyki są ok, za to seria Pure Neroli to im się nie udała. Już kiedyś pisałam Wam o normalizującym kremie CC <recenzja klik> który się u mnie nie sprawdził. Tonik normalizujący Evree Pure Neroli z tej serii to również porażka
Ostry zapach, podrażnienie, pienienie i klejąca twarz po zastosowaniu. Tego nie powinno być, ale ten tonik tylko to robi ;/ Nie! Nie! i jeszcze raz nie!

Pędzle silikonowe Top Choice miały być hitem okazały się kitem.
Otrzymałam je na jesiennym spotkaniu blogerek w Katowicach i wiązałam z nimi spore nadzieje, ale niestety przeliczyłam się. Nie potrafiłam nimi zaaplikować żadnego produktu: ani podkładu, ani maseczki, ani cienia do powiek. Już nawet nie wspomnę o produktach pudrowych. Dramat!

Balsam do ust w jajeczku Laura Conti to jak dla mnie świeczka nie balsam.
Ciągnął się po ustach, nie nawilżał, nie odżywiał. Tylko przyjemnie pachniał. Miałam wrażenie, że używam gumki (do gumowania ...) a nie balsamu ochronnego do ust. Typowy bubel!

I na koniec zapachowy bubel od Yankee Candle. Zapachowy wosk Rainbow cookie przesłodko wygląda i na sucho nie pachnie źle.
Ale po rozpaleniu .... DRAMAT! Słodki, duszący, drażniący! Wywołuje ból głowy i mdłości już po 3 minutach. Kompletnie nie mój zapach. Czuję tu wanilię i spalony cukier! Bleeee!

To na dziś tyle, ale w najbliższym czasie pojawią się jeszcze przynajmniej 3 tego typu wpisy, bo ilość bubli jaka się u mnie znalazła jest naprawdę imponująca ;/ 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...