Nivea Soft Mix Me

Pierwsza reklama kremu Nivea soft wbiła mi się w pamięć i do dziś kojarzy mi się z błogim czasem dzieciństwa. "Jak ciepły, letni deszcz" te słowa idealnie opisują jak pachnie dla mnie lato ;) Pamiętam, że swego czasu używałam lekkiej wersji Nivea i dość dobrze wspominam działanie, ale głównie pamiętam unikalny zapach. Obecnie Nivea Soft ma 3 nowe wersje zapachowe Mix Me, które można dowolnie mieszać i tworzyć swoje kompozycje zapachowe
Wszystkie 3 zapachy są świeże i delikatny, ale jednocześnie mają w sobie coś kremowego. Fajne są zarówno do stosowania solo jak i przeróżnym połączeniu.
Konsystencje są lekkie i szybko się wchłaniają, nie pozostawiając tłustego czy lekkiego filmu. Dla osób szukających lekkiego kremu na dzień lub na noc i nie zwracającego uwagi na skład krem nivea soft będzie dobrym kremem. 
Moja mama bardzo sobie chwali kremy Nivea do twarzy, ja raczej stosuję je na ciało, bo moja kapryśna buzia może się zbuntować i ze względu na obecność prarafiny i alcohol denat unikam stosowania tych kremów na twarz.
Nivea Soft Mix Me Charming One to wersja z czerwonymi owocami. Czuję tutaj delikatnie wiśnię, ale też inne owoce. Zapach jest delikatny i przyjemny.
Nivea Soft Mix Me Exotic to zdecydowanie mój ulubieniec. Uwielbiam egzotyczne zapachy, a ten jest wyjątkowo tropikalny. Na pierwszym planie jest ananas, ale nuta kokosu również jest. Istna pina colada ;)
Zapach Nivea Soft Mix Me Oasis to znów świeży i orzeźwiający zapach  ogórka, cytryny i mięty. Bardzo ciekawy i na pewno znajdzie sporo miłośniczek.

Jak dla mnie każda wersja ma w sobie coś innego, coś ciekawego, a zmieszanie ich w różnych proporcjach daje nie tylko dużo radości, ale też sprawia, że odkrywamy nowe, ciekawe połączenia zapachowe. Może składowo to perełki nie są, ale z doświadczenia wiem, że kremy Nivea mimo to cieszą się dużą popularnością i co ciekawe skóry wyglądają bardzo dobrze.

Jeśli lubicie poznawać nowe zapachy to miksujecie do woli wersje zapachowe Nivea Soft Mix Me ;)

DeBBy Powder Experience puder transparentny

Wydawać by się mogło, że puder podstawowy kosmetyk kolorowy kobiety.
 W moim przypadku jednak tak nie jest. Zazwyczaj pudry przyspieszają wyświecanie mojej cery, ciastkują lub zapychają.
 Na palcach mogę policzyć pudry, które się u mnie sprawdzają ;/ 
Ale w końcu (po latach poszukiwań!) znalazłam puder idealny. Pudrem tym jest deBBy Powder Experience Mat & Fix
Ten puder to petarda! Jeśli macie problem z świeceniem to koniecznie odwiedźcie drogerię Natura i wypróbujcie ten włoski puder ;)
Jest to puder transparentny, bardzo drobno zmielony. Moim zdaniem delikatnie rozjaśnia skórę, ale absolutnie jej nie bieli! 
Dla mnie puder ideał, bo bardzo dobrze i naturalnie wygląda na twarzy i jednocześnie zapewnia całodzienny mat! Nie ciastkuje, nie zbiera się w załamaniach, a pięknie wygładza skórę. Wręcz upiększa! ;)
Jednym słowem spełnia wszystkie obietnice producenta
Moim zdaniem jest to jak na razie najlepszy puder jaki mam i jest w moich TOP 3 jeśli chodzi o pudry w ogóle. Na pewno trafi to ulubieńców wakacji i na 90% znajdzie się w ulubieniach roku. Przez to, że jak na razie sprawdza się mega dobrze zabieram go na wakacje ;)

Znacie kosmetyki deBBy ? kusi Was ten puder ? 

Isana Garden Dreams

Bardzo lubię limitowane edycje żeli Isana dostępne w Rossmannie. Zresztą to chyba widać, bo większość zapachów jest zrecenzowana na blogu. Dziś opowiem Wam o 3 zapachach z serii Garden Dreams

Pierwszym zapachem z tej serii jest wersja różowa Japanese Harmony
Bardzo przyjemny kwiatowy i lekko słodki żel. Idealnie oddaje zapach wiosny - kwitnących kwiatów i drzew. Bardzo dziewczęcy, kobiecy i romantyczny zapach
W sumie zużyłam chyba z 3 opakowania i jeśli jeszcze gdzieś zobaczę śliczną różową buteleczkę to chętnie kupię kolejne opakowanie. Żele Isana są dobre, tanie, mają drogeryjne składy, ale piękne zapachy i urocze opakowania. Jak dla mnie robią to co żel robić powinien, czyli dobrze myją, dają dużo piany, przyjemny zapach i  nie wysuszają skóry - za to uprzyjemniają kąpiel.

Drugim żelem z tej serii był Andalusian Dream z kwiatem pomarańczy i mandarynkami
Zapach był ciepły, słoneczny i kojarzył mi się z Hiszpanią. Jednak nie zdecydowałam się na zakup kolejnej buteleczki.
Podobnie jak inne żele Isana ten równie dobrze myje, daje dużo piany, nie wysusza skóry i jak za 3 zł jest ok chociaż inne zapachy z tej serii bardziej przypadły mi do gustu ;)

I na koniec jak dla mnie najpiękniejszy zapach z serii Isana Garden Dreams  - Caribbean Passion
Jest to przecudowny, typowo egzotyczny zapach, który ja uwielbiam i to nie tylko w czasie wakacji ;p W tym żelu mamy połączenie passiflory i brzoskwini chociaż ja czuję tutaj też mango i marakuję. Boski zapach!
Tego żelu mam spory zapas, bo aż 5 buteleczek z czego 3 już zużyte ;p
Żel pachnie rajską plażą, egzotycznymi owocami i roślinami. Cudowny!
Podobnie jak jego bracia dobrze oczyszcza, przyjemnie pachnie, daje pianę i pozostawia skórę czystą, gładką i pięknie pachnącą ;)

Wiem, że są osoby, które nie lubią się z tymi żelami, ale ja jestem ich wierną fanką i na pewno kolejne wersje zapachowe (zwłaszcza edycje limitowane) zagoszczą zarówno w mojej łazience jak i  na blogu ;)

AA Bubble Mask maska bąbelkowa nawilżenie i świeżość

Moda na bąbelkowe maseczki trwa już jakiś czas. Firma AA odświeżyła ten trend wypuszczając na rynek 4 wersje saszetkowych maseczek, które po nałożeniu zamieniają się pianę 
Skusiłam się na wersję "nawilżenie i świeżość", która miała zadziałać na moją skórę jak kojący kompres. Cera miała zostać nawilżona, ukojona i odświeżona, a także dotleniona.
Niestety żadna z obietnic producenta nie została spełniona. 
Ba! Mogę śmiało stwierdzić, że ta maska nic nie robi
Owszem po nałożeniu bąbelkuje przy czym nie można poprawiać aplikacji tylko dobrze nałożyć maskę za pierwszym razem. 

Uczucie jest przyjemne - takie delikatne mrowienie, które po ok 3 minutach zaczyna znikać i pozostaje na skórze klejący żel, który dość ciężko się zmywa.

Efekt po domyciu maski ? Żaden!

Zero nawilżenia, zero ukojenia, a odświeżenie to jakaś bajka!
Po tej masce ma się uczucie, że na skórze pozostał lepki film niczym po kremie z parafiną. Najchętniej to po zmyciu maseczki umyłabym twarz jeszcze raz.
Skład beznadziejny to i efektu brak!
Niestety taka prawda! ;/

Jak dla mnie maseczka jest beznadziejnym bublem , w dodatku drogim, bo za 2 sztuki trzeba zapłacić 8zł, czyli tak naprawdę za 4 zł poza efektem bąbelkowania na twarzy nie mam nic więcej. Porażka!

Jestem na NIE i szczerze odradzam Wam ten produkt!

Dr. Sante delikatny, nawilżający szampon z olejem kokosowym

Nigdy nie sądziłam, że moje włosy polubią się z delikatnie myjącym i nawilżającym szamponem z olejem kokosowym.
Zazwyczaj wszystko co zawierało olej kokosowy czy arganowym przetłuszczało moje włosy i sprawiało, że wyglądały nieświeżo zaraz po umyciu.
Delikatny szampon nawilżający Dr. Sante z olejem kokosowym to dziecko Elfa Pharm. Otrzymałam go na jednym spotkaniu blogerek i byłam pewno, że nigdy osobiście się z nim nie poznam, ale moje blogowe koleżanki tak go zachwalały, że sama postanowiłam go wypróbować i .... zakochałam się.
Producent obiecuje delikatne oczyszczenie, nawilżenie, eliminację puszenia się włosów oraz zredukowanie łamliwości. Szampon ma również sprawiać, że kłaczki stają się miękkie i jedwabiste bez rozdwojonych końcówek.
I wiecie co ? Producent ma sporo racji! ;)
Szampon ma kremową konsystencję, nie jest perlisty, świetnie się pieni mimo delikatnej bazy myjącej i pachnie kokosem przy czym zapach jest delikatny i kremowy. Skład jest naprawdę przyjemny
Po umyciu moje kapryśne włosy są ujarzmione, miękkie i jedwabiste, elastyczne i sprężyste, a do tego nawilżone, odżywione i pięknie błyszczą. Szamponem jestem zachwycona tym bardziej, że nie spowodował łupieżu i ukoił moją wymagającą skórę głowy. Używam go 3/4 razy w tygodniu (na zmianę z oczyszczającym Paul Mitchell <recenzja klik>) i dzięki temu moje włosy nie są obciążone i absolutnie szybciej się nie przetłuszczają.

Kokosowy szampon Dr. Sante mogę Wam szczerze polecić tym bardziej, że jest to tani szampon. W sklepie Elfa Pharm razem z odżywką kosztuje w sumie 14,99 zł. Tanioszka! A taka dobra!

Dajcie znać czy znacie ten szampon i czy Wasze włosy lubią się z olejem kokosowym ;)


Pierre Rene Cover Gloss nr 05 Heat Wave kryjący błyszczyk

Uwielbiam mieć wyraźnie zaznaczone usta. Dlatego też moje makijażowe trio to: idealna cera, podkreślone rzęsy i mocniej zaznaczone usta. Zazwyczaj noszę pomadki matowe, ale latem jakoś bardziej mi pasują lekko błyszczące. Tego lata na pewno bardzo często na moich ustach gościć będzie kryjący błyszczyk Pierre Rene Cover Gloss nr 05 Heat Wave
W ofercie do wyboru jest 5 odcieni. Heat Wavy na stronie wydaje się przepiękną fuksją. W rzeczywistości jest to jednak malinowa czerwień, która idealnie wpisuję się w letnie makijaż nie tylko wieczorne
Według producenta jest to intensywnie kryjący błyszczyk o kremowej formule i satynowym wykończeniu. I wiele racji producent ma, bo błyszczyk nie jest typowym klejącym i rozmywającym się błyszczykiem. Aplikator ma klasyczny, ale dobrze wyprofilowany, konsystencja też  nie utrudnia aplikacji.
Na ustach wygląda dobrze chociaż z tym satynowym wykończeniem nie do końca bym się zgodziła. Mimo wszystko nie jest to typowy błyszczyk. 
W dużym przybliżeniu widać delikatne drobinki, które absolutnie nie są widoczne w świetle dziennym. 
Błyszczyk komfortowo się nosi i co ciekawe na ustach wytrzymuje o wiele dłużej niż klasyczny błyszczyk. Do tego nie migruje, nie lepi się, przepięknie pachnie iiiiiiii bardzo dobrze nawilża usta!
Błyszczyk Ideał ;)
Dobrze się czuję w tym błyszczyku i podoba mi się ten kolor dlatego tego lata na pewno znajdzie się w mojej topowej 5  i pojedzie ze mną na urlop ;)

Uwaga Bubel!

Ilość bubli w moim kosmetycznym życiu jest niestety spora. I dziś opowiem Wam o kilku chociaż w moim bubelkowym folderze jest ich o wiele więcej.

Zacznę od Tołpy .....
Jak wiecie z firmą się nie lubię, ale co jakiś czas coś od nich wpadnie do mojej kosmetyczki. Niestety 90% kosmetyków Tołpa to dla mnie buble
I tutaj wszystko co znajduje się na zdjęciu wyżej się u mnie nie sprawdziło. Płyn micelarny w chusteczce to jakieś nieporozumienie. Nie zmywa, podrażnia i jeszcze chusteczki są dość suche. Zabrałam je na wyjazd i oczy oraz twarz musiałam domywać mydłem. Koszmar!
Żel do mycia twarzy i oczu Derma face też bez szału. Owszem oczy jako tako domywał i nie podrażniał, ale z twarzą sobie kompletnie nie radził nawet podczas rannego oczyszczania ;/  W dodatku po kilku dniach stosowania wysypało mnie po nim, bo jak się okazało jest tak delikatny, że do oczyszczania się nie nadaje. Saszetka z 2-etapowym zabiegiem oczyszczająco-kojącymi tak mnie podrażniła, że moja twarz przez kilka dni nie tolerowała żadnych kosmetyków. Porażka!

Wielkim rozczarowaniem okazałą się również zachwalana w necie czarna maseczka oczyszczająca Pilaten ;/
Nie dość, że nie  zastygła nawet po 40 minutach to wyrwała jedynie włoski na twarzy, a zaskórniki jak były tak są ;/  Skóra była podrażniona i częściowo wydepilowana, ale niestety czarne punkciki na nosie i policzkach nadal tkwiły w tym samym miejscu co przed nałożeniem maski. Nie polecam!

Firma Evree też się nie popisała. Może i ich różane kosmetyki są ok, za to seria Pure Neroli to im się nie udała. Już kiedyś pisałam Wam o normalizującym kremie CC <recenzja klik> który się u mnie nie sprawdził. Tonik normalizujący Evree Pure Neroli z tej serii to również porażka
Ostry zapach, podrażnienie, pienienie i klejąca twarz po zastosowaniu. Tego nie powinno być, ale ten tonik tylko to robi ;/ Nie! Nie! i jeszcze raz nie!

Pędzle silikonowe Top Choice miały być hitem okazały się kitem.
Otrzymałam je na jesiennym spotkaniu blogerek w Katowicach i wiązałam z nimi spore nadzieje, ale niestety przeliczyłam się. Nie potrafiłam nimi zaaplikować żadnego produktu: ani podkładu, ani maseczki, ani cienia do powiek. Już nawet nie wspomnę o produktach pudrowych. Dramat!

Balsam do ust w jajeczku Laura Conti to jak dla mnie świeczka nie balsam.
Ciągnął się po ustach, nie nawilżał, nie odżywiał. Tylko przyjemnie pachniał. Miałam wrażenie, że używam gumki (do gumowania ...) a nie balsamu ochronnego do ust. Typowy bubel!

I na koniec zapachowy bubel od Yankee Candle. Zapachowy wosk Rainbow cookie przesłodko wygląda i na sucho nie pachnie źle.
Ale po rozpaleniu .... DRAMAT! Słodki, duszący, drażniący! Wywołuje ból głowy i mdłości już po 3 minutach. Kompletnie nie mój zapach. Czuję tu wanilię i spalony cukier! Bleeee!

To na dziś tyle, ale w najbliższym czasie pojawią się jeszcze przynajmniej 3 tego typu wpisy, bo ilość bubli jaka się u mnie znalazła jest naprawdę imponująca ;/ 

OZONFIX

Gdybym jednym zdaniem miała opisać czym jest OZONFIX powiedziałabym Cud w oleju. Bo to naprawdę jest olejowy cud, który moim zdaniem powinien się znaleźć w każdej domowej kosmetyczce i apteczce
Produkt ten poznałam na targach Ekotyki <relacji klik>
Skusiłam się na najmniejsze opakowanie, bo mimo cudownych zapewnień producenta nie do końca wiedziałam jak się to cudo u mnie spisze. 
A spisało się świetnie. W skrócie producent o swoim produkcie pisze:
W składzie znajdziemy jedynie czystą oliwę z oliwek, która wzbogacona jest ozonem. A ozon skutecznie zwalcza wszelkie bakterie, grzyby i wirusy więc świetnie sprawdzi się w pielęgnacji skór problematycznych, ale nie tylko.
Jest to niezastąpiona pomoc przy wszelkiego rodzaju otarciach, ranach czy oparzeniach. Pomaga w pielęgnacji stopy cukrzycowej, a także w leczeniu odleżyn, trądziku, łojotokowego zapalenia skóry, grzybicach, aftach, łuszczycy. 
A także uśmierza swędzenie po ukąszeniu owadów. 
Tak jak napisałam wcześniej jednym słowem CUD. 
I co najważniejsze można go stosować bezpośrednio na uszkodzoną skórę oraz na błony śluzowe. Jednak pamiętajmy, że jest to produkt do użytku zewnętrznego
Osobiście polecam go trądzikowcom ponieważ wspaniale koi i przyspiesza gojenie, a także zapobiega powstawaniu krost i cyst. Świetnie radzi sobie z ranami po ukoszeniu owadów, no i jest o niebo lepszy przy skaleczeniach i otarciach niż woda utleniona i produkty gojące. Ja na pewno skuszę się na największe opakowanie i wiem, że Ozonfix na stałe zagości zarówno w mojej kosmetyczce jak i domowej apteczce ;)

Słyszałyście o takiej ozonowej oliwie ?

_Element spray ochronny z filtrami UV do włosów - wyciąg z kiełków rzeżuchy NOWOŚĆ

W kwietniu w Rossmannie pojawiło się wiele nowości. Jedną z nich była nowa seria kosmetyków firmy Elfa Pharm o nazwie _Element. W ofercie są 3 linie pielęgnacyjne: wyciąg z  kiełków rzeżuchy, filtrat śluzu ślimaka, odpowiednik jadu żmii. Moim pierwszym kosmetykiem _Element jest ochronny spray do włosów z filtrami UV zawierający wyciąg z kiełków rzeżuchy
Ja bardzo lubię tego typu produkty do włosów, ale ze względu na bardzo kapryśne włosy nie każdy się u mnie sprawdza. Ten sprawdził się super i dzisiaj opowiem Wam o nim trochę więcej. Producent zapewnia:
Spray jest bardzo lekki, nie obciąża włosów, nie przetłuszcza ich, a co ważne poprawia ich elastyczność, nawilża, zapobiega puszeniu i co najważniejsze chroni kolor przed płowieniem. Dzięki niemu przedłużył się czas farbowania!
Do tego jest niesamowicie wydajny i chroni włosy nie tylko przed słońcem podczas wakacji, ale też przed miejskimi brudami. 
Stosuję go na mokre włosy, a później suszę. Włosy szybciej się suszą, lepiej układają, są błyszczące, miękkie i mam wrażenie zdrowsze.
  Skład jest bardzo ciekawy i dla moich włosów odpowiedni
Bardzo lubię go używać codziennie i  bez obaw mogę to robić. Po miesiącu zużycie jest ledwo widoczne. Na pewno zabiorę go na urlop, bo moje czarne włosy i słońce oraz morska woda to nie jest dobre połączenie.
 A wiem, że dzięki niemu moje kłaczki będą chronione i po wakacjach nie będę blondynką z czarnymi końcówkami ;p 
Wam również ten spray gorąco polecam nie tylko na wakacje, ale na co dzień, bo lepszej ochrony jeszcze do włosów nie znalazłam. Kupicie go w Rossmannie albo w sklepie internetowym Elfa Pharm za ok 20 zł.

Spray ochronny do włosów z wyciągiem z rzeżuchy otrzymałam na spotkaniu z _Element Cosmetics w Krakowie
Spotkanie odbyło się w cudownym - bardzo klimatycznym miejscu jakim jest Orzo People Music Nature 
Nie tylko miejsce było cudowne, ale towarzystwo i jedzenie również. Organizatorzy zafundowali nam wspaniałe wtorkowe popołudnie, na którym nie tylko poznałyśmy nowe kosmetyki _Element ale także uczestniczyłyśmy w warsztatach florystycznych zorganizowanych prze LOLA FLORA i każda z nas zrobiła swoją Kokedama, czyli wiszący ogród
Ile było zabawy i śmiechu to tylko my- uczestniczki wiemy ;p 
Na zakończenie każda otrzymała 3 kosmetyki po jednym z każdej linii.
Jako, że całe trio już jest w użytku to w najbliższym czasie spodziewajcie się jeszcze recenzji kremowej pianki do mycia twarzy z filtratem śluzu ślimaka oraz toniku z odpowiednikiem jadu żmii ;)

W ofercie są jeszcze 2 kosmetyki, które mnie kuszą: serum do twarzy filtrat śluzu ślimaka oraz szampon do włosów z węglem + wyciąg z kiełków rzeżuchy i na pewno jak tylko moje kosmetyczne zapasy trochę się uszczuplą to się z nimi poznam osobiście. Dajcie znać czy znacie nowe kosmetyki _Element a jeśli tak to który z nich jest waszym ulubionym ? ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...