Dead Sea Spa Magik Hydra lip balm

Balsam do ust to kosmetyk, którego nie może u mnie zabraknąć. 
Dlatego też zawsze mam spory zapas przeróżnych mazideł do ust. Nawilżający balsam  Dead Sea Spa MAGIK Hydra Lip Balm to dla mnie totalna nowość i trudno mi go obecnie znaleźć w sklepach internetowych
A szkoda, bo to bardzo fajny produkt. Minerały z morza martwego raczej rzadko można spotkać w balsamach do ust. Tutaj znajdziemy jeszcze masło shea,olej kokosowy, masło kakaowe, panthenol i mentol.
Balsam świetnie sobie radzi ze spierzchniętymi ustami. Przynosi ulgę i szybko przywraca ustom ukojenie i nawilżenie. W czasie anginy i grypy jest niezastąpiony! Polecam go też przy opryszczce, bo fantastycznie uśmierza uczucie ściągnięcia i ból. Używam go od marca codziennie na noc i w ciągu dnia gdy coś niedobrego dzieje się w usteczkowej okolicy. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Pachnie miętą i mimo, że ma mentol, za którym nie przepadam to tutaj mi on w ogóle nie przeszkadza, bo nie mrowi ust tak jak np. carmex. Nie mam zielonego pojęcia gdzie można go kupić i ile kosztuje, ale gdy gdzieś zobaczycie to biało-niebieskie opakowanie to skuście się, bo warto mieć go w domu ;)

Tam byłam ... Ekotyki w Katowicach I edycja 26.05.2018

W minioną sobotę w Katowicach odbyła się pierwsza edycja targów kosmetyków naturalnych, czyli EKOTYKI
Dzisiaj opowiem Wam jak było i co nowego znalazło się w mojej kosmetyczce. O szczegółach imprezy już wam wspominałam. Na ekotykach wystawiało się 70 wystawców i 100 firm mających w swojej ofercie tylko kosmetyki o dobrych - naturalnych składach. Wszystkich wystawców podlinkowałam w poprzedniej notce więc tam zapraszam Was po szczegóły.

 Impreza odbyła się w Katowicach w Galerii Szyb Wilson. Miejsca było dużo, a ludzi między 12:45, a 15:00 nie było za wiele. Wpływ na to miałą na pewno przepiękna - typowo letnia pogoda, święto, czyli dzień matki oraz sama lokalizacja galerii, która nie czarujmy się w centrum nie leży i dojazd do niej zwłaszcza w sobotę aż tak prosty nie jest.
Mała ilość osób miała  swoje plusy ponieważ do każdego stoiska był dostęp.
Pogoda była upalna, a niestety hale nie są klimatyzowane więc można było zasłabnąć, bo niestety ukrop był i to on spowodował, że na targach byłam o wiele krócej niż przewidywałam. Współczuję wystawcom, którzy spędzili tam o wiele więcej czasu niż ja. Jeśli chodzi o ofertę to stoisk było wiele, kosmetyki ciekawe, bardzo kuszące - istny kosmetyczny raj, ale ceny szczerze przyznam nie różniły się zbytnio niż w sklepach internetowych, a niektóre firmy nawet miały drożej.
 Jak dla mnie najlepszą ofertę miały Sylveco i Your Natural skin gdzie ceny faktycznie były niższe i dodawane były gratisy. Na innych stoiskach średnio było z rabatami, gratisami czy próbkami. Niektórzy przedstawiciele to wręcz siedzieli jak za karę - na pewno nie zachęcali do zainteresowania się ofertą. Ale wiadomo ludzie są różni. Przeważnie jednak wystawcy zarażali optymizmem
Jak mam być szczera to troszkę inaczej wyobrażałam sobie te targi. Owszem ilością kosmetyków oraz ich składami byłam zachwycona, ale  ceny co niektórych produktów były mocno przesadzone. Można było popłynąć finansowo i narobić sobie debetu na karcie. Ja wydałam trochę więcej niż zaplanowałam, ale nie żałuję, bo wszystko mi się przyda i z chęcią opiszę to na blogu tym bardziej, że jest kilka totalnych dla mnie nowości.
Ozonfix to dla mnie zupełna nowość i już żałuję, że nie kupiłam największej pojemności. To jak szybko ten preparat radzi sobie ze stanami zapalnymi i jak błyskawicznie goi rany to jest coś niesamowitego!
Ezti Candles to zapachowe woski sojowe. Jak one pachną. A Romantic moments to coś pięknego i już za kilka dni o tym wosku zapachowym przeczytacie! ;) Bo warto się z nimi poznać zwłaszcza jeśli tak jak ja lubicie otaczać się boskimi zapachami ;)
Sylveco skusiło mnie mnie płynem do płukania jamy ustnej oraz pomadką -peelingiem z miętą, a w gratisie pomadka ochronna z Vianka ;)
Moja Farma Urody to również dla mnie coś nowego. Ocet pokrzywowy brzmi cudnie i chyba sama postaram się coś takiego stworzyć. Na próbę wzięłam też olej do demakijażu zielony koktajl ;)
Your Natural Side  - lubię ich olej z nasion z zielonej pietruszki <recenzja>, poznam jeszcze olej z czarnego bzu i olej z nasion brokułów, a także hydrolat jaśminowy. Kusiło mnie jeszcze 5 innych rzeczy, ale za dużo tego w domu mam
Manufaktura Mewa ma w swojej ofercie ciekawe mydła. Ja poznam się z wersją mięta pieprzowa i eukaliptus - orzeźwiający zapach i dobre działania (wiem, bo już używam i jak na razie jestem na TAK ;)
Senkara urzekła mnie słodką pandą, przemiłymi właścicielami i... pięknie pachnącymi hydrolatami - malina i kwiat lotosu, a że nie potrafiłam się zdecydować na jeden to wzięłam oba ;p
Kej ma bardzo fajne olejki eteryczne, ale teraz poznam się z ich hydrolatami i olejem jojoba (jednym z 5 moich ulubionych olei)
Bosphaera kusiła pięknie pachnącymi babeczkami do kąpieli. Cudne! A, że glinki beżowej jeszcze nie miałam to też wpadła do koszyka ;)

To wszystkie zakupy chociaż nie powiem jeszcze kilka rzeczy chodziło mi po głowie, ale finansowy rozsądek wygrał ;p 

Przemiło spędziłam popołudnie w towarzystwie Kasi - Kobiece Fascynacje i prawdopodobnie zawitam na kolejną edycję pod warunkiem, że będzie wczesną wiosną lub jesienią gdy nie grożą nam upały ;p
Kasiu dziękuję za towarzystwo ;*

Jeśli miałabym ocenić I edycję targów kosmetyków naturalnych Ekotyki w Katowicach to dostałyby 3+. Szkoda, że nie miałam okazji poznać organizatorów żeby na żywo porozmawiać o odczuciach, ale może kiedyś  ... ;p

Dajcie znać czy byłyście na Ekotykach i jak Wam się podobało ?

Hybrydy Nox Nails

Moja przygoda z produktami firmy NoxNails rozpoczęła się niezbyt dobrze. Pierwszym produktem była baza 2w1 NoxNails <recenzja klik>, którą otrzymałam na Meet Bloggers , i która okazała się kompletnym niewypałem. 
Nie powiem zraził mnie ten produkt do firmy, aleee ... postanowiłam dać marce jeszcze jedną szansę i dziś opowiem Wam o Hybrydach NoxNails

Klasyczna baza i top wypadają o wiele lepiej niż wspomniany produkt 2w1, który jak wspomniał mi producent ma być wycofany z oferty.
Baza ma trochę gęściejszą konsystencję niż top. Dobrze się ją nakłada i podczas utwardzania nie piecze. Top jest wodnisty, trzeba go aplikować ostrożnie i lekko parzy podczas utwardzania. Ale za to przepięknie nabłyszcza. 
Na paznokciach wygląda jak żel ;) Jeśli chodzi o bazę i top to nie mam im nic do zarzucenia i szczerze mogę Wam ten duet polecić tym bardziej, że nie uczulają i nie sprawiają problemów podczas ściągania
W swoim kuferku mam też 6 kolorów marki Nox Nails. Wszystkie są piękne i mają bajeczne nazwy. Jednak co do nich mam pewne zastrzeżenia! Otóż, są one tak mocno napigmentowane, że mam problem z ich utwardzaniem. 

Wspominałam już o tym w poście gdzie pokazywałam odcień owoc granatu oraz bezchmurne niebo. Podczas utwardzania tworzą się nieutwardzone punkty, które jakby rozlewają się po bazie ;/ I nie jest to problem lampy,bo z hybrydami innych firm nie mam takiej sytuacji. Największy problem jest z hybrydą owoc granatu. W maju moje paznokcie ubrane były w odcień nr 1723, czyli wrzos
Jest to przepiękny, pastelowy fiolet, który zachwycił wszystkie moje koleżanki,. Cudnie, słodko i dziewczęco prezentuje się na paznokciach i zdecydowanie jest to kolor na sezon wiosenno-letni. Charakteru mojemu manicure dodała  ciemniejsza kropka stworzona z nr 2959 - jagodowy mus, który znów jest ciemnym, wyraźnym fioletem. Jest to głęboki wręcz hipnotyzujący odcień
 W kolekcji mam jeszcze gwiezdny pył, który jest typowym srebrnym brokatem i na pewno zobaczycie go w jakiejś paznokciowej stylizacji.

Podsumowując: Hybrydy NoxNails z klasyczną bazą i topem o wiele lepiej wypadają niż baza z topem 2w1. Co do kolorów to są mocno napigmentowane, przez co mogą być problemy z ich utwardzaniem. Wydaje mi się, że w jaśniejszych odcieniach jest to bardziej widoczne. Ogólnie kolory jak i nazwy są piękne, ale żaden kolor nie wyróżnia się na tle innych marek. Na moich paznokciach hybrydy wytrzymały 8 dni, co niestety ostatnio jest u mnie standardem ;/ Podczas zdejmowania nie było żadnych problemów, po ok 10 minutowym moczeniu w acetonie hybryda zeszła prawie w całości.

Dajcie znać czy znacie hybrydy NoxNails i koniecznie napiszcie, która marka jest Waszą ulubioną ;)

Pomadka Pierre Rene Royal Mat Lipstick nr 20 Soft Mulberry

Pomadek do ust nigdy za wiele. 
Moja kolekcja jest spora, ale że kolor ust dobieram do nastroju ( a jak wiecie jestem bardzo kapryśna i miewam humorki) to ilość szminek musi być spora ;) Jedną z nowszych jest Pomadka Royal Mat Lipstick z Pierre Rene
Spośród chyba 20 odcieni najbardziej do gustu przypadł mi kolor nr 20 soft Mulberr, który jest pięknym brudnym różem z domieszką fuksji.
Jest to wyraźny kolor, który na pewno nie skusi osoby lubiące usta w odcieniach nude. Jednak ja lubię siebie w mocniejszych kolorach dlatego dla mnie ten kolor jest bardzo dzienny - idealny do pracy, ale też na większe wyjścia ;)
Sami zobaczcie jaki to piękny kolor i jak cudownie prezentuje się na ustach
Tutaj warto też wspomnieć o opakowaniu, które jest bardzo eleganckie i zamykane na magnes. Tak!Tak! lubimy to ;)
I mimo, że za firmą Pierre Rene nie przepadam to ta pomadka nie ma wad. Poza przepięknym opakowaniem, cudownym kolorem to jeszcze są to pomadki trwałe o przyjemnej i komfortowej formule.

 Nie są to typowo matowe pomadki. Jak wspomina producent wykończenie jest matowo-satynowe i faktycznie tak jest. Bazę pomadki stanowi olej rycynowe więc pomadka fajnie nawilża usta, nie wysusza ich. Nie jest to też pomadka zastygająca także nie ściąga ust,ale mimo wszystko jest trwała. Wytrzyma nawet picie kawy. U mnie na ustach utrzymuje się ok 5 godzin i później delikatnie, ale równomiernie się zjada Nie zbiera się też w kącikach i nie migruje poza kontur ust! Jak dla mnie ma same pozytywy i szczerze Wam te pomadki polecam tym bardziej, że ich cena jakaś wygórowana nie jest. 
Jak Wam się podoba odcień soft mulberry ?
Kusi mnie jeszcze kilka odcieni i coś czuję, że gdy tylko będą w promocyjnej cenie to skuszę się na nr 05 - dusty cedar, 19 - full of cherry i 31 - fashion city ;)

Tlenowy Rozświetlający krem - żel pod oczy O2skin

Tlenowe kosmetyki to coś nowego na polskim rynku kosmetycznym i na pewno nie wszyscy jeszcze o nich słyszeli. Polska firma o2skin postanowiła wykorzystać w kosmetykach technologię tlenową dzięki czemu wszystkie substancje aktywne znajdujące się w kosmetyku działają jeszcze lepiej, bo jak twierdzi producent przenikają głębiej. Z produktami marki O2skin miałam okazję poznać się już na marcowym spotkaniu blogerek Meet Bloggers oraz na IV edycji Meet Beauty. Opowiem Wam dzisiaj o pierwszym kosmetyku, którym jest tlenowo-rozświetlający krem-żel pod oczy O2skin
Jest to kosmetyk dość kontrowersyjny i na blogach zdania na temat działania tego kremu są bardzo podzielone. W sumie albo konsumentki są zachwycone, albo rozczarowane. Producent obiecuje wiele:
Jeśli chodzi o zawartość tlenu to jest ona bardzo duża, bo mamy go tutaj aż 30% przy czym takie stężenie jest przez ok pierwsze 2 tygodnie później trochę spada do ok 20% co i tak jest sporą zawartością. Skład kremu jest bogaty, ale konsystencja mimo wszystko jest lekka i nietłusta.
Wizualnie kosmetyki O2skin prezentują się pięknie-elegancko i profesjonalnie. Szata graficzna jest minimalistyczna, ale jednocześnie bardzo kobieca. Krem pod oczy posiada pompkę, co wiadomo każda z nas lubi. 

Ale teraz najważniejsze działanie! 

I tutaj w moim przypadku już tak pięknie nie jest. Po pierwsze krem podczas aplikacji niesamowicie piecze i szczypie. Jeśli stosujecie kwasy w gabinecie kosmetycznym to będziecie wiedzieć o czym mówię. Nałożenie kremu pod oczy wywołuje identyczne odczucia, co miłe i przyjemne nie jest. Moja skóra staje się delikatnie zaczerwieniona, co prawda oczy nie łzawią, ale dyskomfort jest i to nie przez minutę, a przez ponad 5 minut;/ Co ciekawe nakładałam ten krem też na całą twarz i calutka buzia piekła i szczypał ;/ Producent twierdzi, że z czasem te "niemiłe doznania" stają się mniej odczuwalne, a po ok tygodniu zanikają. No niestety u mnie przez ponad 2 miesiące cały czas odczucie było mocne ;/ I może jeszcze jakby ten krem działał cuda to bym to przeżyła, ale niestety u mnie nie zdziałał za wiele. Nie zauważyłam żadnego spektakularnego, a nawet przeciętnego nawilżenia czy odżywienia. Cienie jak były tak są i nic w tej kwestii się nie zmieniła (nawet delikatnego rozjaśnienia nie był). 

Moja mama też wypróbowała ten krem, ale przez to silne mrowienie nie była w stanie używać go dłużej niż tydzień ;(

A, że krem jest wydajny i w słoiczku jeszcze dość sporo go zostało (ok 1/2) postanowiłam zrobić z niego olejowe serum. Dodałam do niego żel aloesowy, trochę kw. hialuronowego, olej jojoba, olej marakuja oraz olej aloesowy i w tej formie nakładałam go na skórę. Co prawda twarz nadal mrowił, ale już nie tak jak przedtem. Co do działania to było lepiej - skóra była uspokojona, nawilżona, odżywiona i zregenerowana, ale to bardziej działanie dodanych składników niż tego kremu. Krem pod oczy o2skin skończyłam, ale na pewno do niego nie wrócę w przeciwieństwie do nawilżającego serum tej marki, które warto poznać, ale o tym opowiem Wam w osobnej recenzji ;)

Dajcie znać czy znacie tlenowe kosmetyki i co o nich sądzicie. 

Ekotyki - Targi kosmetyków Naturalnych Katowice 26.05.2018

Już w najbliższą sobotę - 26.05.2018 w Katowicach po raz pierwszy odbędą się Ekotyki, czyli Targi kosmetyków Naturalnych

Takie wydarzenie to prawdziwy raj dla fanek kosmetyków o dobrych, naturalnych składach. No przecież nie może mnie tam zabraknąć! Tym bardziej, że (i tutaj się pochwalę) mój blog jest jednym z patronów medialnych tego kosmetycznego wydarzenia. Tak! Tak! taki fejm ;p 
Impreza odbędzie się w katowickiej Galerii Szyb Wilson. To tam spotka się 70 wystawców i ponad 100 marek o dobrych, przyjaznych skórze składach. 
Sami zobaczcie kto tam będzie ;)
1. Achae
2. Aquafarina Fermenti
3. Asoa
4. Auna
5. Balja
7. Bioana
17. Derma & Ginger Organic
19. Earthnicity Minerals & BioAgadir
20. Ecolore
21. eFiore
29. Iossi
30. Kej
33. La-Le
36. Ma.Chon
51. Ozonfix
52. Piteraq
55. Ringana
56. Runo
58. Såpe
61. Senkara
65. Sylveco & Biolaven & Vianek


No RAJ! NATURALNY RAJ! KOSMETYCZNY RAJ ;) 

Jest tutaj wiele firm -malutkich rodzinnych manufaktur-, o których wcześniej nie słyszałam. Dlatego też już zapoznałam się z ich ofertą (co i wam radzę) i zrobiłam niemałą listę zakupów ;p
Więcej szczegółów odnoście targów organizator ujawnia na wydarzeniu Ekotyki na FB  zajrzyjcie tam koniecznie i zobaczcie co ciekawego będzie się działo w sobotę 26.05.2018 od 11:00 do 18:00

Gwarantuję świetną zabawę, same dobre kosmetyki, liczne rabaty, próbki i prezenty, a także możliwość rozmowy z ekspertami fitokosmetyki oraz poznanie kilku fajnych blogerek ;)

Kto będzie ? ;>

Rimmel Lasting Finish Breathable SPF 20 nr 103 True Ivory

Z podkładami Rimmel nie znam się zbyt dobrze. Bardzo lubiłam wersję Wake Me Up <recenzja Rimmel Wake Me Up> za to z klasyczną wersją Lasting Finish się nie polubiłam. A jak sprawdził się u mnie nowy  podkład Rimmel Lasting Finish Breathable tego dzisiaj się dowiecie ;)
Gdy podkład pojawił się na polskim rynku blogosfera trochę oszalała. Początkowo spotkałam się z samymi pozytywnymi recenzjami (obecnie zdania odnośnie tego podkładu są bardzo podzielone).
Nie wiem na ile "te pierwsze" były prawdziwe i szczere ... niestety coraz częściej topowe blogerki za kilka stówek napiszą co zachce producent ;/ 
Ale jako podkładomaniaczka wiedziałam,że na pewno z tym podkładem się poznam. Z pomocą przyszła promocja w Rossmannie i tak oto stałam się posiadaczką oddychającego (jak to brzmi ;p) podkładu Rimmel Lasting Finish Breathable w kolorze 103 True Ivory
Co do kolorów to wybór jest słaby; 6 odcieni niekoniecznie dobrze dopasowanych do słowiańskiej urody ;/ Ja zdecydowałam się na nr 103, bo jest jednym z jaśniejszych i nie aż tak różowym. W porównaniu do Catrice wydaje się jednak ciemny i różowy, ale na skórze wygląda zupełnie inaczej. 

Na mojej twarzy wygląda jaśniej niż najjaśniejszy Catrice HD Liquid Coverage, bo bardzo fajnie się dopasowuje do naturalnego koloru skóry i co ważne nie ciemnieje w ciągu dnia! A niestety Catrice ostatnio u mnie ciemnieje (i to bardzo) i po kilku godzinach wpada w pomarańcz ;/ Producent na opakowaniu obiecuje niewiele. Wspomina tylko, że podkład ma ultralekką formułę, zapewnia długotrwałe krycie, efekt naturalnej i nieskazitelnej cery.
A! i, że przed użyciem należy buteleczkę wstrząsnąć! ;p
Czym się wyróżnia ten podkład ? Na pewno aplikatorem
Wygląda jak z korektora i w sumie poza rozmiarem niczym się nie różni ;p  Nie powiem - takie mizianie jest bardzo przyjemne choć może nie do końca higieniczne. Tak jak wspomina producent podkład ma bardzo lekką konsystencję, jest wodnisty, ale przyjemnie się go aplikuje. Krycie ma średnie - jak dla mnie wystarczające. Można je budować, ale 2 lub 3 warstwy nie wyglądają już tak naturalnie i świeżo jak jedna. Podkład po kilku minutach delikatnie zastyga i daje lekko satynowe wykończenie. 

Moim zdaniem na twarzy wygląda bardzo dobrze - świeżo i naturalnie. U mnie delikatnie się wyświeca po ok 5 godzinach, ale nie jest to taki mocny, tłusty błysk tylko taki mocniejszy glow, który mi nie przeszkadza.
 Co ważne nie ciemnieje w ciągu dnia i mimo wodnistej - lekkiej konsystencji jest dość trwały. Dużym plusem jest także SPF 20, a także fakt, że podkład nie zapycha i nie pogarsza stanu cery.

Jak dla mnie jest to bardzo przyjemny podkład, który stosuję z przyjemnością codziennie rano. Sprawdza się!!! daje efekt naturalnej - lepszej skóry i sprawia, że z przyjemnością zerkam w lustro w ciągu dnia ;)

Miałyście okazję poznać ten podkład ?
Bardzo jestem ciekawa co o nim sądzicie ;)

Termissa woda termalna z Podhala

O kosmetykach Termissa dowiedziałam się stosunkowo niedawno. Wcześniej nawet nie miałam pojęcia, że mamy naszą Polską wodę termalną z Podhala
Woda termalna to jak dla mnie idealny produkt na lato. Jednak w tym roku kwiecień był, a maj jest na tyle ciepłym miesiącem, że woda termalna z Podhala w użyciu była już wiosną i niestety powoli się kończy. Woda termalna z Podhala wg producenta  posiada wyjątkowe właściwości pielęgnacyjne i antyoksydacyjne. Koi, nawilża, łagodzi podrażnienia
Ja używałam jej w celu odświeżenia twarzy w ciągu dnia - zwłaszcza po pracy,a  także spryskiwałam nią twarz wieczorem przed aplikacją serum olejowego.
Największym zaskoczeniem dla mnie jest zapach tej wody - pachnie mi ona trochę plastikiem, trochę apteką. Nie wiem, czy ma ona mieć taki zapach, czy to tylko mój egzemplarz tak ma. Czy zauważyłam w działaniu coś wyjątkowego ? Szczerze przyznam, że nie. Owszem woda termalna przynosi odświeżenie i chwilowe nawilżenie. Ładnie koi podrażnienia i świetnie sprawdza się pod oleje (bo jak wiemy oleje nakłada się na wilgotną skórę).

 Mimo dziwnego zapachu lubiłam ją używać, ale niczego spektakularnego nie zauważyłam - szczerze przyznam, że nawet na takie działanie nie liczyłam. Wody termalne w mojej pielęgnacji służą głównie do odświeżenia cery w ciepłe dni, pomagają podczas noszenia maseczek glinkowych, przynoszą ukojenie po kąpielach słonecznych (nie zawsze planowanych), a także ściągają nadmierną pudrowość tzw. maskę z podkładów. I do tego woda termalna z Pohala Termissa sprawdza się świetnie. Nie wiem gdzie kosmetyki Termissa dostępne są stacjonarnie. Ja się z nimi nie spotkałam, ale w internecie znajdziecie je na pewno. Cena takiej wody termalnej to niecałe 20 zł. Mam jeszcze w zapasach krem do rąk tej marki (o którym na pewno przeczytacie), a ciekawi mnie żel do mycia twarzy, krem antytrądzikowy i balsam antycellulitowy ;p 

Dajcie znać czy miałyście jakiś kosmetyk Termissa, a jeśli tak to jak się u Was sprawdził ?;>

Bell Peach Nail Serum

Na moich paznokciach najczęściej goszczą hybrydy. Jednak co jakiś czas robię sobie przerwę od manicure hybrydowego i regeneruję pazurki za pomocą przeróżnych odżywek. Ostatnio bardzo polubiłam produkty do paznokci marki Bell dostępne w szafie w Biedronce.

Po zdjęciu hybryd płytka paznokcia jest trochę nierówna i haczy dlatego peeling do paznokci i skórek Nail Scrub sprawdza się wyjątkowo dobrze ;)
Zazwyczaj używałam do tego peelingów do ciała, ale taki z pędzelkiem jest równie przyjemny i łatwy w stosowaniu ;)
Jako, że hybrydy najczęściej ściągam wieczorem to po peelingu aplikuję olejek. Oliwka 2-fazowa o zapachu mango nie tylko ładnie wygląda i pięknie pachnie, ale też bardzo fajnie odżywia pazurki. Na następny dzień aplikuję odżywkę albo serum. To brzoskwiniowe serum Bell na pazurkach wygląda przepięknie
Wystarczą 2 warstwy żeby pazurki wyglądały elegancko. Bo tak wyglądają, prawda? Serum ładnie regeneruje płytkę, odżywia ją, delikatnie rozjaśnia i jedyny jego minus, że szybko się ściera zwłaszcza jeśli pracujemy w rękawiczkach i mamy do czynienia z przeróżnymi płynami do dezynfekcji ;/

W ofercie firmy jest jeszcze wysuszacz do lakieru Express nail dry i nabłyszczający Top coat, który sprawia, że zwykły lakier mieni się jak hybryda!
Shiny Top coat nakładałam nawet na hybrydy gdy po kilkunastu dniach traciły intensywny blask lub gdy ratowałam hybrydy przed Meet Beauty  brokatowymi lakierami Bell w celu ukrycia odrostu ;p
Uważam, że Bell ma fajne te biedronkowe produkty do paznokci i szczerze je Wam polecam tym bardziej, że ceny są bardzo znośne

TRESemme Biotin+Repair 7 profesjonalne kosmetyki do włosów

W kwietniu w Rossmannie pojawiły się nowe - profesjonalne produkty do włosów TRESemme. Ja miałam okazję poznać się z serią Biotin Repair 7
Są to amerykańskie kosmetyki do profesjonalnej pielęgnacji włosów w domowym zaciszu. Seria Biotin Repair ma chronić włosy przed uszkodzeniami i zapewniać im odbudowę oraz dobry wygląd. Do testów otrzymałam szampon, odżywkę i maskę - kosmetyki z biotyną .

Z całej trójki moje włosy najbardziej polubiły się z szamponem 
Szampon poza tym, że ma włosy oczyszczać, ma także chronić je przed suszeniem, czesaniem, prostowaniem i innymi uszkadzającymi zabiegami. Mimo, że szampon jest perlisty nie wywołał u mnie łupieżu, co jak wiecie niestety bardzo często się zdarza ;/
Szampon bardzo dobrze się pieni, pięknie pachnie. Zapach ma ekskluzywny, charakterystyczny do profesjonalnych kosmetyków. Włosy po umyciu są miękkie, elastyczne, wygładzone i  niesamowicie błyszczące. Moje nie potrzebują już odżywki. Sam szampon bardzo dobrze dyscyplinuje włosy jednak nie mogę go używać codziennie, bo jest to szampon z tych dociążających i jako, że włosy myję codziennie to po 3 razie nie wyglądają już tak dobrze.

Mimo wszystko lubię się z nim i co kilka myć chętnie po niego sięgam.

Odbudowująca odżywka przy włosach suchych i bardzo zniszczonych na pewno lepiej się sprawdza niż przy moich chyba nie najgorszych kosmykach
U mnie ona za bardzo obciąża włosy ;/ w ogóle z ilością trzeba uważać i to bardzo! I co mnie zaskoczyło po jej zmyciu moje włosy tracą blask - są matowe, oklapnięte i takie bez życia. Zdecydowanie kosmetyk nie dla mnie.

Maska TRESemme Biotin + Repair 7 moim zdaniem jest lżejsza niż odżywka z tej serii. Naprawdę! ;)
Jej zadaniem jest odbudowa zniszczonych kosmyków i zapobieganie rozdwajaniu końcówek. Jak dla mnie maska lepiej się sprawdza niż odżywka, bo po zmyciu włosy są odżywione, nawilżone, ale przy tym lekkie, elastyczne i błyszczące. Jednak maski do włosów to nie są moje ulubione kosmetyki, bo nie mam na nie czasu. Niestety. Włosy myję rano i używam kosmetyków, które sprawią, że moje włosy będą pięknie wyglądać w max 5 minut.

Dlatego odżywkę i maskę oddałam Kasi glowliestyle oraz odlałam jej połowę szamponu, bo otrzymałam dużą- 400ml butlę i wiem, że sama jej nie zużyję tym bardziej, że w zapasach mam jeszcze z 13 szamponów ;p

Mam nadzieję, że u Kasi odżywka wypadnie lepiej niż u mnie, bo jej włosy są po większych przejściach i na pewno bardziej zniszczone niż moje ;p 
Prawda Kasiu ?;>
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...