Yankee Candle A calm & Quiet Place

Jeden z nowszych zapachów Yankee Candle A Calm & Quiet Place ostatnio jest bardzo modny i popularny. 
Gdy powąchałam go pierwszy raz na sucho nie przypadł mi do gustu i się na niego nie zdecydowałam. Jednak cały czas trafiałam na raczej pozytywne recenzję dlatego też 2 tygodnie temu będąc w galerii Supersam w Katowicach gdzie mieści się stoisko z woskami  wzięłam ten wosk żeby przekonać się ile prawdy jest w recenzjach blogerek. No niestety trzeba było słuchać swojego nosa, bo zapach okazał się "zabójczy" nie tylko dla mojego nosa ;/ 

Producent opisuje zapach A Calm & Quiet place jako zrównoważony, harmonijny - stworzony do kontemplacji. Zawiera w sobie nuty jaśminu, piżma i paczuli. I jak dla mnie jest to mieszanka nie do przejścia. Zapach jest mocny, drażniący, zbyt intensywy. Zdecydowanie dominuje paczula, której nie lubię. Za jaśminem też nie przepadam więc ogólnie zapach kompletnie nie mój. Nie wiem dlaczego taka ładna nazwa określa tak mocny - orientalny wosk. Dla mnie spokojne i ciche miejsce pachnie świeżością, porządkiem. Coś na styl Baby powder <recenzja klik> albo Soft blanket czy Clean cotton. 
No niestety ten wosk nie ma z nimi nic wspólnego. Męczę go już kilka dni i na pewno nie polecam do małych mieszkań czy zamkniętych pokoi. Można oszaleć. Ja palę go w przedpokoju i to niewielkie ilości, a i tak po kilku minutach muszę otworzyć okno i przewietrzyć mieszkanie. No dramat! ;/  Zazwyczaj po paleniu tego wosku mam bóle głowy dlatego też będę go palić w niewielkich ilościach przy otwartych oknach, a jak zrobi się cieplej to na balkonie tylko po to żeby go wypalić i o nim zapomnieć.

Jeśli lubicie zapachy kilery w stylu orientalnym to ten pewnie się Wam spodoba. Dla mnie jest porażką jakich mało. Nigdy więcej nie posłucham żadnej blogerki i nie będę kupować zapachu gdy mój nos przy pierwszy spotkaniu będzie na NIE!

Avon Pure for Her

Z Avonu najbardziej lubię perfumy. I mimo, że mam już swoje zapachy-jesienią i zimą pachnę białym piżmem Tesori, a wiosną i latem  chloe to lubię poznawać nowe aromaty, bo może znajdę jeszcze jakiś mój zapach ... ?

Przed grudniowymi świętami skusiłam się na kilka rzeczy z katalogu Avon. Między innymi zamówiłam zapach Avon Pure
Zapach brałam w ciemno co wiem, że nie jest dobrym pomysłem. Jednak z opisu producenta wynikało, że są tam moje nuty zapachowe - frezja, herbata brzoskwiniowa, kwiat wiciokrzewu.... Zdecydowanie tak! Liczyłam na świeży, delikatnie kwiatowy zapach. Według producenta tak pachnie świeże powietrze - morska bryza, zapach dla każdego kto pragnie życiowej energii.
Ja wiem, że to tylko marketing, ale mimo wszystko coś mnie w tej wodzie pociągało. No niestety zupełnie nie zgadzam się z opisem producenta. A już to, że jest to trwały zapach to bajka jakich mało ;/ 

Niestety zapach okazał się zupełnie inny niż wynikałoby to z akordów jakie się w nim znajdują. Nie jest lekki, nie jest świeży. Nie ma w sobie niczego kwiatowego i absolutnie nie kojarzy mi się z czystością, świeżością i energią ;/ 
Zapach jest pieprzny i już po 3 minutach nie czuć go na skórze ;/  
Na ubraniach wytrzymuje do 4 godzin i znika. Znika tak, że ślad po nim nie zostaje ;/ Wiem, że Avon ma w swojej ofercie naprawdę trwałe zapachy, które czuć jeszcze przez kilka dni. Niestety Avon Pure czuć chwilkę i nie jest to najprzyjemniejszy zapach.  Nie powiem, że śmierdzi, bo to nie brzydki zapach tylko ostry, pieprzny, duszący i bardzo nietrwały. 

Wiadomo każdy inaczej odbiera zapachy, ale jeśli liczycie na aromat frezji, białej herbaty i czegoś lekkiego oraz świeżego idealnego na czas wiosenno-letni to niestety to nie ten zapach. Absolutnie nie ;/ 

Osobiście zapachu Avon Pure nie polecam i z opisem producenta nie ma on nic wspólnego ;/ 

Biolonica regenerujący krem do rąk

Kosmetyki Biolonica to dla mnie całkiem nowa firma, której produkty dotychczas znałam tylko z internetu. Dzięki spotkaniu Meet Bloggers w Rybniku <relacja> mam okazję poznać się z nimi na własnej skórze. W regenerującym kremie do rąk Biolonica zakochałam się od pierwszego użycia
Produkty Biolonica oparte są na roślinnych komórkach macierzystych z jabłoni. Co do komórek macierzystych w kosmetykach to przyznam szczerze, że mogą one zdziałać cuda, ale wiem jak trudne jest utrzymać ich właściwości w kremach. Pamiętam jak na wykładach profesorowie mówili, że jest to prawie niemożliwe. Nie wiem jak jest w przypadku tych produktów i na ile te komórki macierzyste jabłoni tutaj działają, ale wiem, że krem jest świetny i warto się z nim poznać zwłaszcza jeśli macie problematyczne dłonie. A ja niestety ostatnio mam bardzo problematyczną skórę rąk ;/
Producent zapewnia, że krem regeneruje, pielęgnuje, chroni i rewitalizuje zniszczoną skórę. Krem poprawia stan skóry od pierwszego użycia. Mimo, że silnie regeneruje ma lekką i nietłustą formułę. Wchłania się bardzo szybko i nie zostawia denerwującego filmu. Śmiało można go używać w ciągu dnia jak i na noc. Skóra od razu po aplikacji staje się jaśniejsza, nawilżona, złagodzona i elastyczna. Czuję się ulgę zwłaszcza gdy dłonie są przesuszone i zniszczone!
Krem ma przyjemny zapach, który utrzymuje się na skórze przez jakiś czas. Jednak nie myślcie, ze pachnie on zielonym jabłuszkiem. Niestety nie, ale zapach mimo, że kremowy i niekoniecznie naturalny jest bardzo przyjemny. Skład kremu również jest na duży plus. Działanie również pozytywnie mnie zaskoczyło. Jak wiecie ja stosuję przeróżne kremy do rąk i wiele z nich Wam polecam, ale ten krem jest jak na razie najlepszym jaki miałam dlatego też szczerze Wam go polecam!

W ogóle uważam, że kosmetyki Biolonica warte są uwagi i cieszę się, że jeszcze będę miała okazję poznać krem na dzień tej firmy. Biolonica to Polska firma z jak na razie małym asortymentem, ale po kremie do rąk wiem, że chcę poznać ich pozostałe kremy ;)

Dajcie koniecznie znać czy miałyście okazję stosować kremy Biolonica z komórkami macierzystymi jabłoni i jak się one u Was sprawdziły ;)

Rossmann Wellness & Beauty masełko do ciała kwiat wiśni i róży

Wiosna już jest! I może tego nie widać, ale w mojej łazience wiosnę już  czuć ;) A to wszystko dzięki masełku do ciała z Rossmanna Wellness & Beauty o przepięknym zapachu kwiatów wiśni i róży
Zapach jest obłędny i mimo, że delikatny dość długo utrzymuje się na skórze. Dla mnie jest to typowo wiosenny zapach. Połączenie zapachu kwiatu wiśni (nie mylić z aromatem wiśniowym) i róży to coś niesamowicie otulającego, przyjemnego, świeżego i takiego radosnego. Balsamowanie się tym produktem jest bardzo przyjemne zarówno dla nosa jak i skóry ;)
Masełko jest treściwe, ale bardzo ładnie się rozprowadza, stosunkowo szybko się wchłania pozostawiając jednocześnie delikatny, satynowy film i boski zapach ;)
Skład balsamu może nie jest typowo naturalny, ale w sumie jak na kosmetyk drogeryjny jest na plus ;)
Mojej skórze to masło bardzo służy. 
Tak jak zapewnia producent skóra staje się bardziej nawilżona, jest miękka, elastyczna, odżywiona, napięta i nie sprawia problemów. 

Poznikały wszystkie łuszczące się i suche placki, które tej zimy trochę mnie drażniły. Bardzo fajnie to masełko sprawdza się po depilacji laserowej! Przynosi ukojenie, łagodzi podrażnienia i ogólnie dobrze działa na skórę.

Uważam, że masełko z Rossmanna świetnie sprawdzi się nawet przy bardzo suchych skórach. Jego cena to ok 15 zł  - to dobra cena ;) Warto się z tym masłem poznać zwłaszcza teraz gdy wiosna jak na razie tylko astronomiczna.

Olej z nasion pietruszki YNS

W mojej wieczornej pielęgnacji oleje odgrywają główną rolę. 
Na rynku do wyboru jest masa olei i pewnie życia mi nie wystarczy żeby wszystkie poznać. W swojej olejowej kolekcji mam sporo przeróżnych buteleczek, ale są oleje do których wracam co jakiś czas. Takim olejem jest np. Olej z Nasion Pietruszki firmy Your Natural Side
Jest to już moja droga buteleczka i zapewne nie ostatnia. Za co polubiłam ten olej ? Głównie za działanie chociaż przepiękny pietruszkowy zapach to również duży plus tego oleju. Pietruszka jak się okazuje ma zbawienny wpływ nie tylko na nasze zdrowie, ale również na skórę.
Ten lekki, zielony, pięknie pachnący olej fenomenalnie działa na skórę problematyczną, zanieczyszczoną. Świetnie łagodzi i regeneruje, a także przyspiesza gojenie niedoskonałości. Fantastycznie nawilża, odżywia, ujędrnia i uelastycznia skórę, a do tego rozjaśnia i wygładza! Efekty wow zauważycie już po pierwszy zastosowaniu. Nie ma lepszego kremu niż czysty olej,a ten z nasion pietruszki to istna poezja pielęgnacyjna! Serio! Poznałam wiele wspaniałych olei i olej z nasion pietruszki wpisuje się w moją złotą piątkę ;) Co najlepsze sprawdzi się przy każdej cerze - suchej, tłustej, trądzikowej, a także naczynkowej czy dojrzałej. Naprawdę z olejem z nasion pietruszki warto się poznać tym bardziej, że kosztuje o wiele mniej niż "topowe" kremy do twarzy na noc ;)

Olej z nasion pietruszki szczerze polecam!

Jesteście ciekawi, co to za 5 cudownych olei ? ;> 
Jeśli tak to może stworzę na ten temat osobny wpis ;)


Maseczki Buna z zielnika babuni

Maseczki Buna to takie moje odkrycie tego roku. Są to dobre i tanie maseczki,a ich skład jest jak najbardziej ok ;)
Moja kolekcja liczy 3 sztuki. Pierwsza i jak dla mnie najlepsza jest żelowa maseczka łagodząca Aloes
Moim zdaniem jest to tańsza wersja znanego żelu aloesowego Holika Holika. Skład tej maseczki jest na tyle dobry, że śmiało może zastąpić krem. A pod krem sprawdzi się lepiej niż nie jedno serum ;) Świetnie sprawdza się w połączeniu z olejami w mojej wieczornej pielęgnacji 

Żelowa konsystencja szybko się wchłania, natychmiastowo wygładza skórę, koi podrażnienia i daje świetne nawilżenie! Jest boska i używanie jej to czysta przyjemność. Rano cera jest taka uspokojona, wygładzona, rozjaśniona i jeszcze świetnie nawilżona! Kosmetyczne niebo ;)

 Odżywcza maseczka relaksująca Melisa ma kremową konsystencję, ale podobnie jak poprzedniczka wspaniale nawilża i odżywia skórę
Pachnie trawą cytrynową i mimo, że nie przepadam za taki cytrynowymi aromatami ten wyjątkowo mi się podoba ;)
Maseczka melisowa fantastycznie nawilża, odżywia, regeneruje i tak jak wspomina producent relaksuje. Nakładam ją raz w tygodniu zamiast nocnego oleju i rano cera jest wypoczęta, jasna, jędrna, elastyczna i tak promienna.

Obie maseczki zostawiam na twarzy aż do wchłonięcia i zmywam je dopiero rano. Nie zapychają, nie szkodzą mojej kapryśnej cerze, a wręcz przeciwnie - sprawiają, że skóra jest odpowiednio nawilżona, złagodzona, odżywiona i zregenerowana.

Ostatnią maseczką Buna jaką mam jest maseczka oczyszczająca drożdżowo-glinkowa Szałwia
To już jest maseczka, którą nakładam na określony czas - w moim przypadku jest to ok 20 minut po czym zmywamy ją ciepłą, ale nie gorącą wodą. W swoim składzie maseczka ma glinkę, która fajnie oczyszcza i detoksykuję skórę  
Maseczka ma postać pasty, która po pewnym czasie delikatnie zastyga. Ja staram się nie doprowadzić do całkowitego zaschnięcia dlatego co jakiś czas spryskuję twarz mgiełką kokosową Bielenda <recenzja klik>. Dzięki temu maseczkę łatwiej się zmywa i jednocześnie naskórek nie traci wody ;)
Maseczka szałwiowa sprawia, że cera jest oczyszczona, niedoskonałości szybciej znikają, ale też wszystko co "siedzi" głębiej w skórze wychodzi i nie zalega pod skórą. Takie jest działanie maseczki oczyszczającej ;)
Pory są delikatnie ściągnięte choć nie jest to efekt długotrwały. Niestety ;( Za to skóra się wolniej przetłuszcza i ogólnie jest taka bardziej normalna niż tłusta. Bardzo przyjemny efekt ;)

Maseczki dostaniecie w drogeriach Natura, a także w drogerii Endorphina. Ich cena jest bardzo kusząca - normalnie kosztują ok 12 zł, a w promocji dostaniecie je nawet za 7,99 zł. Naprawdę wart się z nimi poznać ;)

Znacie kosmetyki Buna ?;>

Nivea Pop-Ball Lip Balm malina i czerwone jabłko

Produktów do pielęgnacji ust mam naprawdę spory zapas jednak nie potrafię sobie odmówić zakupu nowości. Dlatego też zapasy pomadek (zarówno pielęgnacyjnych jak i kolorowych) cały czas się powiększają ;)
Tak, wiem to się leczy, ale każdy swoje bziki ma ;p  Jedną z nowych pomadek pielęgnacyjnych jakie mam w swojej kolekcji jest nowość Nivea 
Nivea Pop-Ball Lip Balm to pielęgnacyjna piłeczka do intensywnego nawilżenia  ust o zapachu malin i czerwonego jabłka. Forma "piłeczki" bardzo ułatwia i uprzyjemnia aplikację chociaż nie wiem jak będzie pod koniec.
Jest to dość duży balsam do ust, który  ma w sobie aż 7g produktu ;)
Wygląd jak i przyjemny - owocowy zapach są dużym plusem produktu. A jak jest z działaniem pielęgnacyjnym ? Zaraz się dowiecie ;)
Producent zapewnia odpowiednią i długotrwałą pielęgnację
Ja jednak mam trochę mieszane odczucia jeśli chodzi o ten balsam. Niby ładnie natłuszcza usta, bieli je, ale jakoś specjalnie ich nie nawilża ;/ Jeszcze do używania w ciągu dnia jest ok, ale na noc, czy przy bardzo spierzchniętych ustach się nie sprawdza. Przynajmniej u mnie ;/ 
 I wiecie co zauważyłam ? Że wszystkie produkty do ust na bazie oleju rycynowego tak na mnie działają. Ja w ogóle się z olejem rycynowym nie lubię i chyba zacznę go unikać ;/ To już parafina w produktach do ust się lepiej u mnie sprawdza ... ;/ Początkowo chętnie sięgałam po piłeczkę Nivea, ale gdy nie przyniosła ukojenia i nawilżenia w czasie choroby to jakoś przestałam się z nią lubić ;/  Co prawda stoi teraz na moim biurku i dość często ją nakładam to jednak wiem, że efektu wow w postaci nawilżonych, gładkich i zdrowych ust nie będzie ;/ Szkoda ;(

Ciekawa jestem czy wersja miętowa lepiej by się u mnie sprawdziła. Jednak nie wiem czy się skuszę na jej zakup. Dajcie znać czy miałyście okazję poznać nowy balsamik do ust Nivea i jakie są wasze wrażenia ;)

Bielenda mgiełka kokos & aloes

Kosmetyki Bielenda lubię i uważam, że to jedne z lepszych kosmetyków drogeryjnych. Składy są w miarę ok, a oferta jest bogata i cały czas się poszerza. Jedną z nowszych linii jest seria nawilżająca przeznaczona do cer odwodnionych Bielenda Kokos & Aloes

Najbardziej z wszystkich produktów kusiła mnie mgiełka do twarzy i ciała i to ona jako pierwsza znalazła się w mojej kosmetyczce ;)
Zapach mgiełki jest bardzo subtelny i przyjemny. Przyznam się Wam, że nie przepadam za aromatem kokosowym w kosmetykach, bo najczęściej są to bardzo sztuczne i jak dla mnie drażniące nuty (wyjątkiem są tutaj kokosowe kosmetyki Palmer's). Na szczęście mgiełka pachnie bardziej aloesem z delikatną nutą kokosa. Zapach według mnie jest taki wodny i kojarzy mi się z czymś czystym i jednocześnie luksusowym ;)
Mgiełka posiada atomizer, który działa bez problemu i subtelnie spryskuje twarz. Będzie to niezwykle przyjemne w czasie upałów, ale sprawdza się też podczas wieczornej i rannej pielęgnacji, a także podczas noszenia maseczek glinkowych. Skład jak na kosmetyk drogeryjne jest w porządku
Mgiełki używałam podobnie jak toniku, bo wg producenta spełnia ona to zadanie. Pamiętajcie, że nie każda mgiełka, hydrolat czy woda kwiatowa ma właściwości tonizujące, czyli przywracające skórze lekko kwaśne pH. 
Mgiełka tak jak zapewnia producent świetnie odświeża skórę, ale także nawilża. Oczywiście nie jest to jakieś spektakularne nawilżenie, ale jest ono odczuwalne ;) Ta mgiełka świetnie współgra z olejami. Bardzo ważnej jest, że nie skleja skóry i nie pozostawia żadnego filmu. Skóra po użyciu jest miękka, gładka i ukojona. Naprawdę bardzo przyjemna.

Szczerze Wam ten produkt polecam na co dzień jak i na lato ;)

Meet Bloggers upominki

Dzisiaj pokażę Wam co ciekawego przywiozłam z Rybnickiego spotkania blogerek Meet Bloggers <relacja> Do mojej kosmetyczki wpadło sporo nowości, o których na pewno przeczytacie na blogu ;)

Już w tym miejscu dziękuję wszystkim partnerom spotkania, którzy nam zaufali i obdarowali nas kosmetycznymi skarbami ;)

Wśród marek jest wiele firm, z którymi nie miałam wcześniej styczności.
Kosmetyki OnlyBio miałam już okazję poznać i ich płyn micelarny z biosurfaktyną bardzo polubiłam <recenzja klik>. Teraz poznaję się z żelem do mycia ciała, którym myję twarz i na razie jestem zadowolona ;)
  Laura Conti zadba o nasze usta ;) Do mojej kolekcji hybryd trafiły nowe jak dla mnie hybrydy Nox. Kosmetyki O2Skin kusiły mnie już dawno i w końcu trafiły do mojej kosmetyczki. Każda z nas otrzymała 3 produkty. Krem pod oczy oraz serum nawilżające od razu znalazły się w łazience, a krem na noc testuje moja mama, bo dla mnie ma za treściwą konsystencję ;) Maseczki ChicChiQ chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Ostatnio głośno o nich na blogach ;) Biolonica to również dla mnie nowość, ale w kremie do rąk już się zakochałam ;)

Kosmetyki DS.Cosmetics widzę po raz pierwszy. Bazują one na minerałach z morza martwego. Balsam do ust uratował mnie po gorącej (nie mylić z upojną) nocy kiedy gorączka szalała w moim ciałku ;( Świeca HugMe pachnie obłędnie i co najlepsze można jej użyć na ciała. Gorący olejek w chłodny wieczór ? Relaks idealny ;) Kosmetyki Ducray i A-derma również pierwszy raz u mnie goszczą ;)
Elfa Pharm postawiła na produkty kokosowe i aloesowe ;) Największym zaskoczeniem była duża paczka od drogerii Rossmann. Każda z nas otrzymała imienną karteczkę i masę nowości ;) Silcare podarowało nam swoje hybrydy oraz perfumowany balsam do ciała. Hybrydki Chyba jeszcze dziś wylądują na moich pazurkach ;)

Biolinea pojedzie ze mną do Warszawy na Meet Beauty, bo ich miniaturki idealnie nadają się na tego typu wyjazdy ;) Punktor polubią dziewczyny ze skłonnością do niedoskonałości! AcidBoost poza prezentacją przygotował dla nas zestaw - krem i maseczka do kojenia podrażnień. Akademia paznokcia obdarowała nas najnowszymi 2 egzemplarzami swojego magazynu, a także przepięknym terminarzem ;) Jak ja lubię takie rzeczy ;)
Cuccio to kolejne nowe dla mnie hybrydy ;) Latem pewnie zobaczycie mój nowy neonowy róż, który na wzorniku prezentuje się pięknie ;)
Po spotkaniu każda z nas otrzymała jeszcze przesyłkę od Equalan Pharma, a w niej produkty, które sama wybrała! Ja zdecydowałam się na 2 sera GlySkinCare: z witaminą C i nawilżający z kwasem hialuronowy oraz tonik orzeźwiający.

Jak widzicie sporo tego i wierzcie mi, że będę miała dylemat, które produkty testować jako pierwsze. Na pewno w najbliższym czasie przeczytacie o kosmetykach z aktywnym tlenem O2skin, a także o hybrydach. Punktor również już był w użyciu podobnie jak żel OnlyBio z biosurfaktyną ;)

Czy wśród moich nowości są jacyś Wasi ulubieńcy ?

Gliss Kur Ultimate Color odżywka w sprayu włosy farbowane

Do kosmetyków Gliss Kur zraziłam się kilka lat temu i chyba przez dobre 5 lat nawet nie spoglądałam w ich stronę w drogeriach. Jednak na blogach cały czas trafiałam na raczej pozytywne opinie i wrażenia. Kilkanaście tygodni temu w Tesco trafiłam na bardzo fajną promocję kosmetyków Gliss Kur.

Jako, że bardzo lubię odżywki w sprayu skusiłam się na czerwoną wersję Gliss Kur Ultimate Color, która przeznaczona jest do włosów farbowanych. Jest to odżywka 2-fazowa i obawiałam się, że obciąży mi włosy, sprawi, że będą oklapnięte i bez życia. Ale jednak skusiłam się ;)I nie żałuję, bo ta odżywka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, a moje włosy się z nią zaprzyjaźniły. Producent obiecuje regenerację, łatwiejsze rozczesywanie i przeciwdziałanie blaknięciu koloru 
W regenerację to tak średnio wierzę, ale faktycznie kosmyki po użyciu tego sprayu wyglądają lepiej. Pięknie się układają,szybciej schną, są elastyczne, sprężyste, błyszczące. Nawet nie wiecie ile się komplementów nasłuchałam. A co niektórzy myślą, że ja godzinami dopieszczam fryzurę ;p
Skład odżywki w sprayu jakiś wybitny nie jest, ale moje włosy takie drogeryjne składy lubią . Ale zobaczcie ten wcale taki zły nie jest
Ogólnie odżywka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i co najważniejsze nie wywołuje u mnie łupieżu za to sprawia, że włosy wyglądają jak po wizycie u fryzjera. Ta odżywka mnie trochę przekonała do produktów Gliss Kur, ale do czarnej serii nadal mam taki uraz, że raczej u mnie nie zagości.

Dajcie znać czy lubicie/ używacie kosmetyków Gliss Kur i która seria jest dla Was najlepsza ?;>

Tam Byłam ... Meet Bloggers Rybnik 03.03.2018

Pierwsza sobota marca 2018 była słoneczna, ale zimna.
Dokładnie tydzień temu nie leżałam w łóżku z grypą tylko świetnie bawiłam się na spotkaniu blogerek - Meet Bloggers w Rybniku.

Spotkanie zorganizowała Ola, którą znacie (albo powinniście znać) z bloga Świat Aleksandry. W sumie było nas 11, a wszystkie uśmiechnięte, radosne, pełne pasji i z kosmetycznym bzikiem:
- Aleksandra Świat Aleksandry
- Ania Aneczka blog
- Renata Piękno i pasja okiem Renaty
-Paulina Not Too Serious Blog
- Magda Ciekawska Magdalena
- Monika Świat dzikuski
- Magda Magdalena Achtelik
- Kinga Blond Blog
- Sylwia Matczysko
- Malwina Optymalistka

W sumie znałam większość dziewczyn. Z Pauliną poznałyśmy się rok temu w Krakowie i mimo, że przez ten czas nie kontaktowałyśmy się prywatnie (tylko blogowo) to tematów do rozmów nie brakowało. Ba! Nawet umówiłyśmy się na kawkę w Krakowie ;) Podobnie z ciekawską Magdaleną. Buzia nam się nie zamykała, chichotów nie było końca i jeszcze się okazało, że Magda mieszka w mieście obok. Z Renatą znamy się już dobrych kilka lat i ciągle brakuje nam czasu na babskie ploteczki. Z Aneczką miałam okazję wracać do Katowic więc trochę nadrobiłyśmy pogaduszki w busie ;) Za to z Malwiną miałam okazję przyjechać do Rybnika, ale i tak obiecałyśmy sobie spacer w cieplejszy dzień, bo godzinna rozmowa w podróży to zdecydowanie za mało;)

Ale wróćmy do naszego spotkania. Umówiłyśmy się w Restauracji Kassandra. Przyjemne miejsce, które gościło już blogerki. Wystrój góralski, jedzenie bardzo dobre (placek po węgiersku polecam z czystym sumieniem podobnie jak szarlotkę na ciepło z lodami) jedynie, że dla mnie było za zimno. Stanowczo brakowało takiego ciepła z czym kojarzę góralskie knajpki.
Ale to taki mały szczegół. Podczas spotkania odwiedziła nas przedstawicielka marki AcidBoost, która w ofercie ma koktajle kwasowe

Podczas prezentacji Renata poddała się bankietowemu zabiegowi kwasowemu. Co prawda warunki wygodne nie były, ale efekty owszem warte niewygodnego siedzenia ;) Prawda Renia ? ;>

Malwina jako ambasadorka marki O2skin również przygotowała prezentację i opowiedziała o produktach i samej marce.

Jak dla mnie te kosmetyki z aktywnym tlenem to takie odkrycie roku. Marka przygotowała dla każdej z nas zestaw 3 kosmetyków, które od razu trafiły do mojej kosmetyczki. I powiem Wam, że po tygodniowym stosowaniu jestem bardzo, bardzo zadowolona, ale więcej przeczytacie w osobnych recenzjach ;)

Spotkanie przebiegło w bardzo miłej i pysznej atmosferze. No ale nie ma się co dziwić. Jak są fajne dziewczyny to i spotkanie jest udane. Jak dla mnie była to bardzo przyjemna sobota i nawet nie wiem kiedy zleciało te 5 godzin ;)

Co prawda zdjęcia nie do końca oddają atmosferę, ale sami zobaczcie ... same zadowolone i uśmiechnięte miny ;) Nawet w trakcie robienie peelingów ;) Tak!Tak! warsztaty też były. Ola pomyślała o wszystkim, a Renata dzielnie rozdawała, a potem zbierała łyżeczki i półprodukty ;p

Do domu wróciłam późnym wieczorem obładowana podarunkami, których było naprawdę sporo. Sami zobaczcie ile dobroci ;)
Jednak co znalazłam w torbach i torebkach pokażę Wam w osobnym poście choć teraz już przedstawię Wam partnerów spotkania
Wszystkim firmom, a w szczególności O2skin, AcidBoost i Rossmann serdecznie dziękuję za przefantastyczne produkty ;)

Dziewczyny oby takich sobót było więcej ;)

Vianek Olejek do demakijażu - bubel!

Nie mam szczęścia do kosmetyków Vianek ;/  Mimo dobrych składów i ogólnie dobrej opinii ja się jeszcze z żadnym ich produktem nie polubiłam na tyle żeby do niego wracać. A z łagodzącym olejkiem do demakijażu Vianek kompletnie się nie polubiłam i nawet mogę go nazwać bublem!

Opakowanie jest bardzo przyjemne. 
Buteleczka z pompką też ułatwia aplikację. Olejek jest gęsty i niby przyjemnie pachnie, ale dla mnie zapach jest męczący. Jest to zdecydowanie zapach kwiatowy, wg mojego nosa pachnie geranium jednak tak jak wspomniałam zapach jest dla mnie drażniący i mocny. Co do zapewnień producenta to niestety nie zgadzam się z tymi obietnicami
Na pewno ten olejek dogłębnie nie oczyszcza. Rozmazuje makijaż, ale go nie ściąga! Nie nadaje się nawet do wstępnego demakijażu. Pozostawia skórę lepką, tłustą. Absolutnie nie daje uczucia czystości! Mimo, że producent wspomina, że można używać go do demakijażu oczu to osobiście nie polecam tego robić. Nie dość, że bardzo, bardzo słabo rozpuszcza tusz to jeszcze szczypie w oczy i pozostawia je zamglone ;/  Kto lubi mieć mgłę przed oczami ? Nikt!
Skład owszem ładny, ale cóż z tego skoro nie spełnia podstawowych funkcji do jakich został stworzony ;/
I to nie jest tak, że nie potrafię używać olei do demakijażu. Potrafię! Ba nawet taki olejowy demakijaż bardzo lubię, ale ten olejek kompletnie się u mnie nie sprawdza. Długo się zastanawiałam jak go wykorzystać i w końcu połączyłam go z płynem micelarnym. Dopiero wtedy faktycznie makijaż został ruszony. Niestety dla mnie ten olejek to bubel, który kosztuje ok 20 zł. Jest to kolejny produkt Vianek, który mnie nie zachwycił, ale chyba pierwszy który aż tak mnie rozczarował. Na pewno z olejków do demakijażu z dobrym składem nie zrezygnuję, ale Vianka nie polecam!

Dajcie znać czy miałyście ten olejek i czy lubicie olejkowy demakijaż ? 

Fitomed odżywczy krem pod oczy aksamitka wyniosła

Fitomed to marka, do której mam sentyment. W sumie to dzięki nim poznałam kosmetyki z lepszym składem i zainteresowałam się kosmetyką naturalną. Znam prawie wszystkie ich kosmetyki i do kilku wracam regularnie. Odżywczy krem pod oczy Fitomed aksamitka wyniosła polubiłam chociaż trzeba nauczyć się z nim pracować i go używać.
Z tego co widzę obecnie nie ma go w ofercie i nie wiem czy został wycofany, czy co się dzieje. Krem ma za zadanie odżywić i wygładzić drobne zmarszczki w okolicy oczu, a także poprawić nawilżenie.
Skład jest bogaty i bardzo, bardzo dobry. Bardzo wysoko w składzie jest masło kakaowe, olej z awokado, masło shea, olej z nasion aronii. Znajdziemy tutaj także 5% luteiny, witaminy A, E, C i cynk.

Jako, że jest to produkt naturalny ma delikatny - olejowy zapach. Konsystencja jest masełkowata, dobrze się rozprowadza, ale nie wchłania się do matu i pozostawia delikatny film, który niekoniecznie dobrze współgra z makijażem. Dlatego też moim zdaniem jest to dobry krem na noc, ale niekoniecznie na dzień. Ja też go tak używałam - tylko na noc i to mi wystarczało.
Krem bardzo dobrze odżywia skórę i delikatnie spłyca zmarszczki. Wręcz mam wrażenie, że ją napina  co wiadomo nie każdemu może się podobać. Cery dojrzałe mogą być zadowolone, ale przy bardzo suchych i wrażliwych takie doznania niekoniecznie są przyjemne. Ja do tego odczucia musiałam się przyzwyczaić. Niby krem jest bezpieczny dla oczu, ale u mnie gdy nałożyłam go za dużo, lub zbyt blisko oka to niestety szczypał i powodował łzawienie ;/   

Działanie pielęgnacyjne ma naprawdę dobre, bo skóra jest pięknie nawilżona, odżywiona, elastyczna, napięta i ma taki naturalny glow, ale trzeba uważać podczas aplikacji i oszczędnie ten krem nakładać. Moim zdaniem warto go polecić, ale tak jak wspomniałam nie widzę go obecnie ani w ofercie firmy, a nie w sklepie Fitoteka.

Dajcie znać czy miałyście ten krem i czy wiecie dlaczego chwilowo nie jest dostępny ?

Golden Rose Matte Metallic nr 08

Metaliczne usta są modne, ale z tego co widzę nie podbiły serc Polek. 
Przynajmniej na ulicach częściej widzę maty czy nudziaki niż metaliczne pomadki. Ja się akurat z metalicznymi ustami polubiłam i w swojej kosmetyczce mam kilka pomadek o metalicznym wykończeniu. 
Najchętniej noszę Golden Rose Metals nr 08
Jest to przepiękna ciemna czerwień z metalicznym, ale nie perłowym czy brokatowym wykończeniem
Kolor jest z tych mocniejszych i na pewno nie jest on dla każdego, ale ja akurat lubię na co dzień taki kolorek nosić ;)
Producent zapewnia, że jest to matowa pomadka w kredce, która zapewnia metaliczne i długotrwałe wykończenie. Jak dla mnie pomadka która jest jednocześnie matowa i metaliczna to ciekawe połączenie. Pomadka faktycznie ma ciekawe wykończenie niby metaliczne, ale nie do końca matowe. Osobiście efekt na ustach bardzo mi się podoba i dobrze się  w nim czuję ;)
Pomadkę komfortowo się nosi, nie przesusza ust, nie powoduje ściągnięcia. Co do trwałości to jest w miarę ok - bez jedzenia i picia wytrzyma z 5 godzin, z jedzeniem już gorzej, ale schodzi równomiernie i nie osadza się w kącikach ust.

Jest to kolejna bardzo fajna pomadka w kredce marki Golden Rose. W ogóle pomadki Golden Rose bardzo lubię i mam ich sporo w kosmetyczce. Ich Cena  jest bardzo przyjemna ok 12 zł dlatego tym bardziej Wam je polecam ;)

Jakie wykończenie najbardziej lubicie w pomadkach ?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...