Szafirowa maseczka do twarzy Hristina Collection Mask

Ostatnio mam to szczęście, że trafiam na same fajne maseczki do twarzy. 
Z maseczką szafirową Hristna Collection Crystal Sapphire Face Mask polubiłam się od pierwszego użycia
Jest to glinkowa maseczka odpowiednia do cer mieszanych, tłustych i trądzikowych. Ale pewnie każda inna cera też będzie zadowolona. Jak wiecie maski glinkowe bardzo lubię. Najczęściej robię je sama tzn. mieszam sobie glinki z olejami, ekstraktami, hydrolatami. 
Maska ma konsystencję gęstego kremu i jest bezzapachowa.
 Przynajmniej ja żadnego aromatu nie wyczuwam. 
 Skład tej maski jednak jest na tyle fajny i czysty, że już nie musimy się bawić w mieszanie (co nie powiem jest bardzo przyjemne;))
Znajdziemy tutaj kaolin, tlenek cynku, olej jojoba, olej migdałowy, sproszkowany szafir bogaty w żelazo, ekstrakt z pokrzywy, olej z kiełków pszenicy, ekstrakt   rumianku, szałwii, a także aloes, białe piżmo i wosk pszczeli. Skład jest jak najbardziej na plus (krótki i dobry) i śmiało mogę polecić ten kosmetyk każdej cerze. 

Co mnie jednak zastanawia to czas trzymania maseczki.Wg producenta jest to ok 10-15 min (tak jest na stronie internetowej), ale już na opakowaniu wszystko zależy od kraju. Niemki podobnie jak Polki powinny spędzić z maseczką 10-15 minut, ale Angielkom wystarczy 5-10, tak samo Francuski ;p Ciekawe prawda ;p

A tak na poważnie maseczka jest świetna, bo doskonale, ale delikatnie oczyszcza i detoksykuje skórę. Pozostawia ją gładką, elastyczną, nawilżoną. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Zwęża pory i sprawia, że skóra wygląda zdrowo i promiennie. Maseczka szafirowa robi wszystko to, co dobra maska robić powinna dlatego też szczerze Wam ten produkt o dobrym składzie polecam.

Maseczkę Hristina dostaniecie w sklepie producenta. Zajrzyjcie tam koniecznie, bo w tym sklepie same dobre kosmetyki są ;)

Miałyście okazję poznać produkty Hristina ? ;>

Isana czas relaksu kryształki do kąpieli o zapachu miodu

Zima jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa.
Mróz wczoraj i dzisiaj daje popalić dlatego bardzo się cieszę, że w mojej łazience jest wanna, w której uwielbiam się wylegiwać. Już kilka razy w kąpieli towarzyszyły mi nowe kryształki do kąpieli Isana czas relaksu z olejkiem migdałowym o zapachu miodu
Jak wiecie za solami do kąpieli nie przepadam, ale kryształki Isana mimo, że solami są bardzo lubię. Moje ulubione to oczywiście czas marzeń <recenzja klik> , czyli kryształki o przeboskim zapachu lawendy i wanilii. Uwielbiam je!
Żółte, urocze opakowanie przywołujące wspomnienia z dzieciństwa zawiera żółte kryształki, które barwią wodę na taki sam kolor. Zapach jest bardzooo przyjemny - niby miodowy i zdecydowanie słodki, ale też otulający, a nie mdły. Sam zapach miodu jest specyficzny, ale te kryształki pachną bardzo przyjemnie i w mroźne wieczory zarówno zapach jak i kolor wody w wannie od razu ogrzewa i poprawia humor ;)

Zrobiłam już sobie mały zapas tych żółtych saszetek, bo ostatnio były w promocji, w bardzo przyjemnej cenie - 2,29 zł to dobra cena tym bardziej, że taka saszetka starcza mi na 2 użycia. Jest to nowość Isana i ciekawa jestem czy na stałe zagości na rossmannowych półkach ;)

Znacie kryształki do kąpieli Isana ?
 Jeśli nie, a lubicie wylegiwać się w wannie to koniecznie się z nimi poznajcie. Szczerze polecam zarówno żółte jak i fioletowe saszetki ;)

Mydło z węglem bambusowym Mohani od Helfy

Jestem wielką fanką mydeł naturalnych i na blogu dość często o takich mydłach piszę. Moim faworytem jest mydło dziegciowe, do którego często wracam. Teraz jest duże zainteresowanie kosmetykami węglowymi jednak ja z czystym węglem się lubię, ale z czarnymi, gotowymi kosmetykami już niekoniecznie. Ale mydło z węglem bambusowym Mohani świetnie się u mnie sprawdza
 Według producenta mydło to nadaje się do każdego rodzaju cery. Ja wiem, że nie każdy lubi myć twarz mydłem,ale ja zauważyłam, że owszem żele, pianki są fajne do oczyszczania porannego, ale wieczorem po demakijażu lepiej się u mnie sprawdzają mydła, bo bardziej doczyszczają i dają uczucie czystości. A to, że wysuszają ... no cóż może i niektóre wysuszają, ale jeśli odpowiednio dbamy o skórę po umyciu to wierzcie mi, że nawet sucharki będą zadowolone z używania mydła naturalnego (!!!) do mycia twarzy;)
Zresztą to mydło ma w swoim składzie olej z orzechów babassu i olej ze słodkich migdałów, które faktycznie sprawiają, że skóra po umyciu jest czysta, ale nie ściągnięta i sucha. To się czuje ;) Po umyciu nawet jeszcze bez kremu czuje się komfort nawilżonej i czystej skóry. Bardzo fajne jest to uczucie ;)
Mydło jest czarne jak smoła  (a właściwie jak węgiel) i barwi wodę. 
Może nie sprawia, że woda jest mega czarna, aleeee ciemna jest. 
Na szczęście nie barwi wanny ;)
Mydło Mohani poza tym, że świetnie oczyszcza i nie ściąga skóry to też przyspiesza gojenie niedoskonałości, ściąga pory, detoksykuje i delikatnie rozjaśnia cerę. Moim zdaniem jest to bardzo dobre mydło dla cer tłustych, trądzikowych i mieszanych, ale tak jak już wspomniałam inne cery też powinny być zadowolone ;) Jak dla mnie to kolejne fajne mydło, które pewnie jeszcze nie raz u mnie zagości. Produkty Mohani dostaniecie w sklepach stacjonarnych (np. w Katowicach ul. Młyńska 17) i internetowych Helfy. Mydło kosztuje 13 zł, a przez to że jest bardzo wydajne jeszcze bardziej Wam je polecam ;)

Lubicie mydła naturalne ?
Używacie ich do mycia buzi ? ;>

Nivea krem do rąk kwiat wiśni

Kremy do rąk zużywam w dużych ilościach i nie o każdym piszę na blogu. Zazwyczaj recenzje pojawiają się tylko gdy krem jest wart poznania lub gdy jest kompletnym bublem ;/ Dzisiaj opowiem Wam o kremie do rąk Nivea kwiat wiśni  i olejek jojoba, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył

Aloe Fresh naturalna pielęgnacja jamy ustnej

Zmiana zwykłej szczoteczki do mycia zębów na szczoteczkę elektryczną była najlepszą decyzją końca zeszłego roku. Teraz powoli przestawiam się na naturalne produkty do pielęgnacji jamy ustnej. Moje najnowsze zębowe odkrycie to produkty na bazie aloesu Aloe Fresh 
Są to kosmetyki oparte w 100% na naturalnych substancjach aktywnych, które łagodzą choroby dziąseł i zapobiegają powstawaniu kamienia nazębnego. 
Do wyboru mamy 5 past do zębów, płyn do płukania jamy ustnej oraz odświeżacz oddechu ;)

Płyn do płukania jamy ustnej to nie jest produkt, który gości u mnie regularnie  w łazience. Niestety mam bardzo duży problem z płynami dostępnymi w drogeriach. Jak dla mnie są za ostre i powodują suchość w gardle. No niestety tak mam i nawet jeśli jakiś kupię to i tak nie używam. 
Płyn Aloe Fresh nie zawiera alkoholu, ma mocny miętowy smak i co najważniejsze nie powoduje wysuszenia!
Bardzo dobrze oczyszcza jamę ustną, odświeża oddech, sprawia, że zęby są lśniące i czyste, a do tego zapobiega powstawaniu aft i innych przykrych niespodzianek w jamie ustnej. Skład dla zainteresowanych:
Bardzo pomógł mi podczas anginy, gdy mój język i gardło były w bardzo złym stanie. Szybko przyniósł ulgę i poprawę ;) Najlepszy dowodem na to, że się polubiliśmy jest to, że już go powoli kończę. 500 ml przy używaniu 2 razy (a czasami 3) dziennie wystarczyło mi na miesiąc. Ta trochę mała wydajność to jedyny minus tego płynu. Poza tym jestem nim zachwycona.

Wybielająca Pasta do zębów Aloe Fresh też się dobrze spisała chociaż efekt wybielenia zębów jest bardzo subtelny
Owszem zęby są czyste i delikatnie rozjaśnione, ale niestety nie jest to efekt długotrwały. Obecne w paście drobinki absolutnie nie są wyczuwalne i nie powodują tarcia czy peelingu zębów ;p
Smak tej pasty to bardzie ziołowy niż miętowy. Wg producenta to smak szałwiowo-lukrecjowy. Niekoniecznie mój smak. Ja zdecydowanie wolę miętę - nie za ostrą taką soft mint ;p Ale nie narzekam, bo efekt odświeżenia był ;) Pasta jakoś specjalnie się nie pieni, bo nie zawiera silnych detergentów, ale przy stosowaniu szczoteczki elektrycznej duża piana nie jest pożądana ;p
Ogólnie fajna pasta, ale następnym razem wybiorę inny smak ;)

I na koniec coś czego wcześniej u mnie nigdy nie było. Mianowicie spray odświeżający oddech Aloe Fresh ! Wiem, że takie produkty istnieją, ale jakoś nigdy nie miałam potrzeby takie coś mieć.
Tik-taki i gumy do żucia mi wystarczały ;p Do teraz ;)
Ale muszę przyznać, że dobrze mieć taką małą buteleczkę w torebce. Po dobrym obiedzie w restauracji, przed spotkaniem, albo w celu odświeżenia w ciągu dnia naprawdę się przydaje. Smak mocno miętowy pobudza, ale nie drażni ;)
Jestem na tak i już wiem, że taki spray na stałe zagości w moje torebce.

Bardzo jestem ciekawa jakie produkty stosujecie do higieny jamy ustanej i jakie smaki preferujecie ? mięta czy zioła ?; >

Mam też dla Was niespodziankę!
Jeśli chcecie poznać produkty do higieny jamy ustnej Aloe Fresh możecie to zrobić z 15% rabatem na hasło PoradnikBezradnik ;) Oferta ważna do 24.03.2018r więc śmiało możecie się zastanowić który wariant pasty wybrać ;p

Naturalne Perfumy THEA

Jak pachnie miłość ? Pewnie dla każdego inaczej. Dla mnie miłość jest świeża, lekko słodka, delikatnie otulająca i pudrowa. Idealnym jak dla mnie jej odpowiednikiem jest zapach Sensational Luxe Blossom Celine Dion <recenzja klik> Niestety stacjonarnie już zapachów Celine Dion nie ma ;(
A jak pachnie namiętność ?;>
Zmysłowo, tajemniczo, trochę ciężko i zdecydowanie słodko! Namiętność pachnie tak jak Naturalne perfumy THEA od Sezmar Collection Love
Tak! Zdecydowanie to zapach namiętności.
 A opis producenta jeszcze bardziej do tego zapachu pasuje ;)
Perfumy, które Cię kochają, które Cię ubiorą i rozbiorą ... Działa na wyobraźnię, prawda ? Połączenie słodkiej wanilii z kwaskowatą czarną porzeczką, a do tego drewno, goździki i egzotyczne owoce... Mieszanka wręcz idealna na romantyczny wieczór we dwoje. A co najlepsze w składzie znajdziecie oprócz ekstraktów z owoców i kwiatów także feromony, które wiadomo mają magicznie działać i przyciągać odpowiednich partnerów ;)
Jest to zapach mocny, zdecydowany, ciepły jak dla mnie ciężki i na pewno nie dla każdego. Zapachu byłam bardzo ciekawa. 
Wydawało mi się, że takie połączenie będzie dla mnie jednak okazało się, że niestety źle się czuję w tak mocnych i orientalnych zapachach. Perfumy Thea są ciężkie, słodkie i egzotyczne. Pewnie zachwycą nie jedną z Was, ale dla mnie są zdecydowanie za mocne i mimo, że z czasem trochę tracą na intensywności to jednak nie pasują do mnie ;( Szkoda ;( 
Na szczęście ich nowa właścicielka - Kasia Glowlifestyle jest, a właściwie była zachwycona tym aromatem o czym możecie przeczytać na jej blogu ;)
Jeśli lubicie takie zdecydowane kwiatowo-orientalne zapachy to pewnie również się z nimi polubicie. Ja jednak wolę coś lżejszego dlatego chętnie poznam inne warianty zapachowe dostępne w sklepie Hristina ;)

A  jak pachnie miłość według Was ?;>

Yankee Candle Honey Clementine

Nie sądziłam, że połączenie słodkiego zapachu miodu i cytrusowej klementynki może być tak przyjemne. Przecież miód jest trochę mdły zaś mandarynka czasami ma taki specyficzny zapach. Ale Yankee Candle Honey Clementine to jak dla mnie najprzyjemniejszy zapach YC jaki poznałam
Według producenta jest to wosk owocowy, a zapach to połączenie słodkiego miodu z cytrusową rozkoszą odświeżającej pomarańczy. I chyba pierwszy raz muszę się z producentem zgodzić. Faktycznie jest to zapach rozkoszny ;) Delikatnie słodki, lekko kwaśny bez typowego owocowego dominanta. Nie ma tu nic drażniącego, ani nic mdłego! Jest to tak przyjemny, odświeżający zapach, że umila mi prawie każdy wieczór. Co najlepsze na sucho i po rozpaleniu pachnie tak samo. Zapach nie jest mocno intensywny, ale wyczuwalny w całym domu. Szybko wypełnia pomieszczenia i dość długo się utrzymuje bez charakterystycznego woskowego akcentu. Można go palić wiele razy i nie czuć  tej nuty palonego wosku (a ja bardzo często taką woń czuję)
Mogę mieć go blisko siebie i ból głowy mi nie grozi! Zapach jest niesamowity i na pewno będę do niego wracać. Idealny na zimę, ale też sprawdzi się w cieplejsze wieczory. Ma w sobie coś ciepłego - letniego, a jednocześnie otulającego. Naprawdę warto się z nim poznać ;)

Bardzo się cieszę, że mam stacjonarny dostęp do wosków YC, bo zapewne prze internet na ten zapach na pewno bym się nie skusiła ;p 
Znacie połączenie miodu z klementynkami ? Jeśli nie poznajcie koniecznie ;)

Tonik pichtowy Proderma

Tonik pichtowy to moje pielęgnacyjne odkrycie ostatnich tygodni. Czytałam o nim sporo dobrego, ale na zakup zdecydowałam się dopiero w maju. 

W sumie ten tonik okazał się jeszcze lepszy niż wynikało z recenzji, które czytałam. Nie wiem czy pamiętacie, ale kilka lat temu był szał na oczyszczanie za pomocą olejku pichtowego. Sama taką kurację stosowałam i efekty były mega, Dlatego też nie miałam problemu z charakterystycznym- ostrym zapachem tego toniku. Obietnice producenta mają pokrycie w rzeczywistości
Tonik fantastycznie oczyszcza skórę i pomaga zwalczyć zaskórniki! Tak dzięki niemu na nosie i brodzie jest o wiele mniej czarnych punkcików, a i mam wrażenie, że ułatwia pozbywanie się trudnych do zwalczenia zaskórników zamkniętych. Do tego absolutnie nie podrażnia skóry i nie wysusza jej, co niestety miało miejsce przy stosowaniu samego olejku. Cera jest świeża, gładka, jaśniejsza i dobrze oczyszczona. Nawet po dokładnym demakijażu i umyciu cery żelem lub mydłem ten tonik jeszcze wyłapał zanieczyszczenie. 
Jestem pod wrażeniem tego toniku i zostanę jego wierną fanką ;) 
Skład jest jak najbardziej ok - obecnie tonik nie ma w sobie alkoholu, ale wiem, ze wcześniejsza wersja była alkoholowa
 Tonik dodałam do mojego nocnego - olejowego serum i dzięki temu jeszcze lepiej działa na problematyczną cerę. Szczerze ten tonik polecam cerom trądzikowym, tłustym i mieszanym oraz zanieczyszczonym. Nie musicie używać go na całą twarz - wystarczy przecierać nim problematyczne miejsca.
 Jedynym minusem jest dla mnie wydajność - nie należy on do wydajnych kosmetyków, ale że kosztuje mniej niż 10 zł ( w aptece doz kupiłam go za 8,99 zł) to jestem w stanie mu to wybaczyć. 

Także cena i działanie są na duży plus więc śmiało Wam ten tonik polecam chociaż jego zapach jest specyficzny. Ale czego nie robi się dla czystej, pozbawionej wągrów cery ?prawda ? ;>

Buna Aloes z zielnika babuni - nawilżający balsam do ciała

Gdy pierwszy raz zobaczyłam na instagramie reklamę kosmetyków Buna to byłam przekonana, że to kosmetyki o przepięknych składach i bardzo wysokich cenach. Jak się jednak okazało ceny tych zielonych kosmetyków wcale nie są wygórowane. W mojej kosmetyczce znalazły się dwa ich kosmetyki - aloesowa maseczka łagodząca i nawilżający balsam do ciała. Dzisiaj opowiem Wam o aloesowym balsamie nawilżającym Buna z zielnika babuni

Ogromna zielona butla mieści w sobie 480 ml kremowego, białego balsamu o dość mocnym, perfumowanym zapachu. Zapach jest przyjemny, ale spodziewałam się czegoś bardziej ziołowego. Niemniej jednak zapach mi się podoba, ale zapewne nie wszyscy będą z niego zadowoleni.
Butla ma pompkę - ważna rzecz ;)
Według producenta kosmetyki Buna łączą w sobie wielopokoleniowe tradycje zielarskie. Kosmetyki są bogate w ekstrakty z ziół. Balsam ma skutecznie nawilżać skórę i łagodzić podrażnienia. Skóra po balsamowaniu powinna być miękka, gładka i sprężysta.
Skład tego balsamu mnie rozczarował. Liczyłam na "czysty", naturalny skład, ale trochę się przeliczyłam. Co prawda skład nie jest zły, bo aloes znajduje się dość wysoko w składzie jednak poprzedza go parafina.
Jak wiecie nie mam problemu z parafiną w kosmetykach do ciała jednak liczyłam na więcej natury w tym balsamie.

Ogólnie balsam nie jest zły. Jest przeciętny. Niczego specjalnego nie robi. Owszem nawilża i pozostawia skórę elastyczną, ale czegoś mi w nim brakuje. Jego cena to ok 13/15 zł więc źle nie jest, ale za taką cenę (a nawet taniej) można kupić lepszy balsam z fajniejszym składem. Niestety taka prawda.
Do tego balsamu na pewno nie wrócę, za to ich maseczka jest super, ale o tym opowiem Wam kiedy indziej ;) 

Znacie kosmetyki Buna ? 


Hristina natural & pure orzechowe mleczko do demakijażu

Demakijaż o zapachu nutelii brzmi smacznie, prawda? 
Ale wiadomo skład nutelii to zło ;( Jednak z mleczkiem oczyszczającym Hristina natural & pure  demakijaż będzie nie tylko pysznie pachnieć, ale będzie też zdrowy dla naszej skóry

A wszystko dlatego, że skład mleczka Hristina jest bajeczny - prosty i naturalny ;) Sami zobaczcie:
Według producenta mleczko przeznaczone jest dla cer normalnych, ale ja polecam je również cerom mieszanym, tłustym a nawet trądzikowym!
Wiem, że mleczka do demakijażu nie cieszą się dużą popularnością zwłaszcza wśród problematycznych cer. Sama przez lata unikałam tego typu kosmetyków. Ale odkąd poznałam mleczka z dobrym składem i nauczyłam się ich używać  pokochałam je, a także przekonałam się do demakijażu olejowego ;) 
To mleczko poza pięknym orzechowym zapachem oraz bajecznym - olejowym składem (znajdziemy tutaj olej jojoba, olej sezamowy, olej z pestek winogron, masło kokosowe, olej awokado, alantoina, elastyna, wyciąg z oleju laskowego oraz wosk pszczeli) ma lekką konsystencję, nie zapycha, nie pozostawia tłustego filmu, a do tego rewelacyjnie usuwa makijaż nie tylko z twarzy, ale i oczu. 

Bardzo polubiłam się  z tym mleczkiem, a skusiłam się na nie ze względu na moją miłość do oleju z orzechów laskowych (rewelacyjny dla cer problematycznych - trądzikowych <recenzja klik>) Jak go używam - prosto i przyjemnie: wylewam na dłoń odpowiednią ilość, masuję twarz w tym oczy i następnie za pomocą dużego wacika lub chusty zamoczonej w ciepłej wodzie zmywam makijaż. Jest to naprawdę bardzo przyjemne i skuteczne oczyszczanie. W sumie nie potrzebuję kolejnego kroku demakijażu (oczyszczanie żelem lub mydłem) i często z niego rezygnuję zwłaszcza gdy w ciągu dnia cera narażona była na działanie wiatru i zimna. 

To mleczko skutecznie oczyszcza, nie pogarsza stanu mojej problematycznej cery,a  do tego pozostawia ją elastyczną, miękką i odżywioną. Za orzechowe mleczko Hristina o cudownym składzie zapłacimy w sklepie internetowym Hristina 29 zł (150ml). Uważam, że jest to bardzo dobra cena jak za kosmetyk z tak dobrym składem ;)

Hean Never Be Better Coverage podkład mocno kryjący

Podkład Catrice HD Liquid Coverage <recenzja klik> zapoczątkował modę na podkłady z pipetką ;) Zainspirowało się nim (żeby nie powiedzieć brzydko, że firmy zgapiły) wiele firm. 
Niektóre odwzorowały nie tylko pipetę, ale także opakowani. Podkład mocno kryjący Hean Never Be Better Coverage na pozór wygląda identycznie. 
Ale czy faktyczni jest tak dobry jak podkład z Catrice ? 
Tego się dzisiaj dowiecie ;)  

Według producenta jest to podkład mocno kryjący o płynnej konsystencji. No niestety tak nie jest. Podkład jest bardzo gęsty i ciężko wydobywa się go za pomocą pipety. U mnie pipeta prawie w ogóle go nie zaciąga ;/ Co do krycia to producent chyba nie wie co to mocne krycie ;/  Nie twierdze, że podkład nie kryje, ale na pewno nie jest to mocne krycie. Ja bym powiedziała, że krycie jest średnie i co prawda można je budować, ale tego nie polecam ;/  Dlaczego ? Bo podkład jest kremowy, tylko lekko zastyga i podkreśla wszelkie niedoskonałości, zmarszczki czy rozszerzone pory. 
Nałożony w dużej ilości wygląda gorzej niż źle ;/  
Co jeszcze obiecuje producent ?
* efekt niewidocznej drugiej skóry - NIE
* maskuje niedoskonałości - NIE
* zapewnia wysokie krycie - NIE
*krycie można budować - można, ale wygląda to źle
* nie daje efektu maski - różnie to bywa
* cera wygląda świeżo i nieskazitelnie w blasku kamer i jupiterów - faktycznie na zdjęciach podkład ładnie wygląda, ale niestety w rzeczywistości tak nie jest
Na zdjęciu skóra faktycznie wygląda promiennie chociaż widać rozszerzone pory na policzkach. Wierzcie mi w świetle dziennym jest to jeszcze bardziej widoczne ;/ W ofercie jest 5 kolorów - najjaśniejszy to nr 100 Vanilla Milk, który wydaje się jasnym żółtym kolorkiem (identyczny jak opakowanie)
Niestety dość szybko ciemnieje i po kilku minutach wpada w pomarańczowe tony ;/ Producent poleca też ten podkład cerom mieszanym, tłustym i normalnym. Ja mam cerę mieszaną i u mnie podkład zaczyna się świecić już po 2 godzinach ;/ Nie jest też trwałym podkładem (może przez to, ze nie zastyga do końca) i znika z biegiem godzin gromadząc się w załamaniach ;/  Nie wygląda to zbyt dobrze ;/ Ogólnie podkład mocno mnie rozczarował...

Podsumowując: Jak dla mnie podkład Hean Never Be Better jest bardzo drogą i nie udaną podróbką podkładu Catrice HD. Ma zbyt gęstą konsystencję jak na aplikację pipetą, kolor początkowo jasny i przyjemny bardzo szybko się utlenia. Co najgorsze podkład wchodzi w załamania skóry i podkreśla rozszerzone pory. Krycie nie należy do najmocniejszych i do tego jeszcze dość szybko się wyświeca ;/  Za 35 ml musimy zapłacić ok 36 zł co moim zdaniem jest bardzo dużo, a cena nie jest adekwatna do jakości produktu i obietnic producenta.
Za taką cenę nie polecam ;/ 

Dajcie znać czy znacie ten podkład, a jeśli tak to jak się on u Was sprawdza ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...