Mascara Delia New Look 3D Lashes

Kosmetyki Delia rzadko u mnie goszczą, a kolorówkę to już w ogóle sporadycznie widzę w sklepach. Jednak okazało się, że mascara Delia New Look 3D Lashes to tusz za którym warto się rozejrzeć
Czarno-złote opakowanie nie jest fotogeniczne. Co prawda wygląda elegancko, ale zdjęcia absolutnie tego nie oddają. No niestety ;( Szczoteczka jest silikonowa w kształcie choinki. Trzeba się nauczyć ją stosować,bo jest długa i kilka razy zdarzyło mi się nią pobrudzić
Producent zapewnia, że mascara ma ultralekką formułę, na rzęsach pozostawia elastyczny film, który pokrywa każdą rzęsę. Efekt jest trójwymiarowy - rzęsy są wydłużone i nabierają objętości - oraz długotrwały.  Czy faktycznie tak jest ?;>
Sami zobaczcie jaki efekt daje ta mascara
Rzęsy są ładnie wydłużone, szczoteczka dobrze rozdziela rzęsy, ale konsystencja wcale ultralekka nie jest i niestety przez nią rzęsy lubią się sklejać. Co prawda można to spokojnie wyczesać, ale pierwsze pociągnięcie zazwyczaj skleja rzęsy. Jednak mimo tego, że tusz trzeba rozczesać wart jest poznania, bo ładnie na rzęsach się prezentuje i co dla mnie najważniejsze jest długotrwały i nie daje pandy nawet po 8 godzinach. Jak dla mnie jest to bardzo dobry tusz, za niewielkie pieniądze - kosztuje coś ok 13 zł.

Znacie produkty Delia ? Może macie wśród nich swoich ulubieńców ?;> 

Yase Serum z ekstraktem z Rodochryzotu

Po serum Yase spodziewałam się  spektakularnych efektów. 
W końcu po kosmetyku, za który trzeba zapłacić 249 zł (to nie żart) można mieć mieć wysokie oczekiwania, prawda ? Jak się sprawdziło najdroższe serum jakie używałam dowiecie się dzisiaj ;)
Nie będzie to długa recenzja. Dlaczego ? Bo u mnie to serum nic rewelacyjnego nie dało. Delikatnie nawilżyło, lekko odświeżyło skórę i w sumie tyle. Żel aloesowy jak dla mnie lepiej się sprawdza. Skład owszem jest bardzo fajny
Ze względu na bardzo naturalny skład serum należy przechowywać w lodówce i zużyć  w przeciągu ok 3 miesięcy. Samo opakowanie również jest na plus - poręczna buteleczka z delikatną, prostą szatą graficzną i pompką sprawia, że serum używa się bezproblemowo i higienicznie. 

Sam kosmetyk ma żelową konsystencje, pachnie miętą i delikatnie mrowi podczas aplikacji. Niestety pozostawia skórę klejącą i absolutnie nie nadaje się do stosowania pod podkład. Wieczorem pod krem, a najlepiej pod olej sprawdza się o wiele lepiej. Nie polubiłam się z tym kosmetykiem dlatego też zostawiłam sobie małą odlewke, a resztę dałam mamie. I ... moja mama się zakochała w tym kosmetyku i co najlepsze u niej działanie tego serum było widoczne od pierwszego użycia!!! Twarz stała się jaśniejsza, wszelkie plamy soczewicowate są mniej widoczne, skóra jest wygładzona, promienna, napięta, elastyczna. Co ważne moja mama ma dość wrażliwą skórę i musi uważać z kosmetykami naturalnymi, a serum Yase kompletnie ją nie podrażnia i nie powoduje łzawienie. Co ciekawe u mamy to serum tylko przez chwilkę jest lepkie, a potem tak ładnie się wchłania, że w ogóle go nie czuć na skórze. Widocznie moja skóra jest w dobrym stanie i nie potrzebuje tak silnych kosmetyków. Tak to przynajmniej sobie tłumaczę. Jak widzicie co skóra to opinia. 

Dla mnie Serum Yase okazał się bardzo przeciętnym kosmetykiem, za to moja mama pokochała je szczerą miłością i nawet kazała sobie zamówić kolejną buteleczkę, ale gdy dowiedziała się ile to cudo kosztuje to ... no cóż zrezygnowała z zakupu ;( Bo cena faktycznie nie dla każdego ;(

Dajcie znać czy znacie to serum, a jeśli nie czy skusicie się na jego zakup ?

Nivea wzmacniający szampon micelarny

Szampon Micelarny od Nivea to najnowszy szampon firmy wypuszczony na polski rynek. Zainteresował mnie od razu
Jako przyjaciółka Nivea mam to szczęście, że wiele ich nowych kosmetyków mogę poznać od razu po pojawieniu się w drogerii. Tak też było  z tym szamponem. Do wyboru są 2 wersje (zielona i różowa). Ja otrzymałam wersję różową, czyli wzmacniający szampon micelarny przeznaczony do wrażliwej skóry głowy i łamliwych włosów
Zadaniem szamponu jest głębokie oczyszczenie bez podrażnienia skalpu i jednoczesne wzmocnienie i wygładzenie włosa
Ogromna butla o pojemności 400 ml mieści w sobie gęsty, bezbarwny szampon o przyjemnym zapachu lilii wodnej. Zapach jest urzekający, nie nachalny i niestety nie utrzymuje się na włosach długo. Szampon przepięknie się pieni, jest bardzo wydajny, a jego skład jak na kosmetyk drogeryjny jest naprawdę ok ;)
Moje włosy z tym szamponem bardzo się polubiły. Nie dość, że włosy są naprawdę dobrze oczyszczone, a skóra głowy nie jest podrażniona czy przesuszona to jeszcze włosy dobrze się układają, niesamowicie błyszczą, są uniesione, elastyczne, sprężyste i takie lekkie.

Jak dla mnie micelarny szampon Nivea to jeden z lepszych szamponów dostępnych w drogerii. Szczerze go polecam zwłaszcza wrażliwym skalpom ;p 

Yankee Candle Ebony & Oak

Zapach Yankee Candle Ebony & Oak trafił do mnie głównie ze względu na opakowanie. Typowo jesienna szata graficzna zadziałała na mnie - miłośniczkę jesieni w 100%
Na sami powiedzcie, czy obrazek na tym wosku nie prezentuje się pięknie ?
Szyszki, żołędzie ... typowa, piękna, kolorowa jesień ;)

Na sucho zapach również przypadł mi do gustu. Nie nachalny, delikatnie słodki mający w  sobie coś tajemniczego i jednocześnie leśnego. 
Jakby mech ? Na pewno nie sosna ;p 

Opis producenta również kusił. Jest to wosk z serii rześkiej mający w sobie nuty drzewne - dąb, sosna, heban połączone z eukaliptusem i paczulą. 

Tej paczuli to się trochę obawiałam, bo nie przepadam za tym zapachem, ale zaryzykowałam i ... nie jest to zły zapach, ale na pewno do niego nie wrócę.
Jak dla mnie zapach nie ma w sobie nic z rześkości i po rozpaleniu pachnie zupełnie inaczej niż na sucho. Zapach jest delikatny, nie boli od niego głowa, ale bardzo trudno mi go opisać. Nie wyczuwam w nim żadnych deklarowanych nut. No może trochę aromatu drewna, ale nie jest to jednoznaczne.

Nie powiem zapach ciekawy, trudny do określenia, mający w sobie coś tajemniczego i jednocześnie męskiego jednak brakuje mi to mocniejszych akordów drewna. Ogólnie jest ok, ale na pewno nie skuszę się na niego ponownie. Znacie ten zapach YC ?

Jaki jest wasz ulubiony wosk Yankee Candle ?;>

Bielenda Professional Anti-Acne & Shine Complex

Kosmetyki Bielenda Professional bardzo lubię. Mają dobre składy, świetne działanie i przystępną cenę. Co prawda w pracy rzadko kiedy po nie sięgam (choć nie powiem, że nigdy) to w swojej domowej pielęgnacji często miewam kosmetyki gabinetowe. Z czystym sumieniem polecam je też swoim klientkom, a że można je bez problemu kupić przez internet czy małych sklepo-hurtowniach większość z nich z tej rady korzysta. Na blogu znajdziecie kilka recenzji kosmetyków z serii Bielenda Professional, a dziś opowiem Wam o produktach przeznaczonych do pielęgnacji cer tłustych, mieszanych i trądzikowych
Seria Bielenda Professional Anti-Acne & Shine Complex przeznaczona jest do pielęgnacji domowej skór problematycznych. W skład serii wchodzi 6 kosmetyków. O mikrozłuszczającym toniku z kwasami już Wam kiedyś wspominałam <tutaj> w ulubieńcach, a o punktowym kremie redukującym niedoskonałości pisałam w osobnej <recenzji> ;)

Dziś przybliżę Wam 3 kolejne kosmetyki z tej serii. Antybakteryjny żel do demakijażu twarzy to pierwszy kosmetyk, którego używam zarówno w porannej jak i wieczornej pielęgnacji
Jest to kosmetyk bardzo wydajny, z dobrym składem, a zapewnienia producenta mają pokrycie w rzeczywistości:
Żel bardzo dobrze oczyszcza skórę, ale jak dla mnie jest zbyt mocny na stosowanie go 2 razy dziennie. Jako, że moja cera obecnie jest mieszana, ale lekko przesuszona i odwodniona używam go raz dziennie zazwyczaj rano i jeszcze mocno go rozcieńczam. Niestety, ale ściąga moją skórę i mimo, że jest ona po umyciu czysta, miękka i nie podrażniona to mimo wszystko ściągnięta. 
skład moim zdaniem jest ok choć jak już wspomniałam jest trochę za mocny. Opakowanie z pompką powinno ułatwiać aplikację niestety mój egzemplarz ma coś nie tak i pompka bardzo ciężko działa ;/ 
To w sumie jedyny mały minusik tego produktu. 

Łagodząca maseczka do twarzy z cynkiem gości u mnie już kolejny raz i zapewne nie jest to ostatni ;)
Lubię ten kosmetyk dlatego, że faktycznie koi i łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie niedoskonałości, delikatnie oczyszcza, zwęża pory i skutecznie ogranicza wydzielanie sebum
Czyli robi dokładnie to co deklaruje producent. Jest to jeden z tych kosmetyków, który stosuję w pracy i wiem, że złagodzi każde zaczerwienie ;) Maseczka ze względu na zawartość kaolinu delikatnie zasycha, ale nie tworzy skorupy i nie ma problemu z jej zmyciem. A skóra po tej maseczce jest taka spokojna, gładka, miękka, że aż chce się ją miziać ;p 

I na koniec aktywny krem sebo-regulujący  2w1 o działaniu nawilżającym przeznaczonym dla osób 20+
Ja miałam bardzo dużo próbek tego drugiego kremu 40+ i uważam, że działanie obu jest bardzo dobre, bardzo zbliżone, z tym, że ten 40+ jest mocniejszy i bardziej rozjaśnia przebarwienia. Producent obiecuje:
I obietnic dotrzymuje ;)
 Krem ma bardzo przyjemny skład - zobaczcie jak wysoko jest glukonolakton, niacynamid, olej z czarnej porzeczki, olej ryżowy czy kwas laktobionowy.

 Jest też pompka, która działa bez zarzutu. Krem ma specyficzny zapach, ale bardzo dobre działanie. Uspokaja cerę, łagodzi podrażnienia, rozjaśnia, delikatnie nawilża, zapobiega przesuszeniu i jednoczesnym przetłuszczeniu skóry. Sprawia, że rano skóra wygląda jak po jakimś nocnym zabiegu ;) 
Można go używać rano i wieczorem. Dobrze sprawdza się pod makijaż jednak ja używam go na noc co 2/3 dni i dzięki niemu moja kapryśna cera nie szaleje i nie tonie w niedoskonałościach.

Kosmetyki z serii Bielenda Professional Anti-acne & Shine complex bardzo dobrze się u mnie sprawdzają. Do maseczki na pewno wrócę jeszcze nie raz, a i krem pewnie jeszcze kiedyś u mnie zagości. Dajcie znać czy znacie kosmetyki z tej serii i jak się one u Was sprawdzają ;)

Metaliczna pomadka Hean Metalic Glam nr 501 Blackstar Red

Metaliczne usta to jeden z tegorocznych makijażowych hitów. 
Moją pierwszą metaliczną pomadką była pomadka Hean Metalic Glam nr 505  Pinky Divine <recenzja klik> Niestety ta pomadka nie do końca była metaliczna a raczej perłowa i na ustach nie wyglądała dobrze ;/ 
Jednak wiele z Was twierdziło, że faktycznie jasne kolory bardziej przypominają perłę niż metal, za to ciemne mają już ładniejsze wykończenie. Dlatego też postanowiłam metalicznym pomadkom Hean Metalic Glam dać drugą szansę i skusiłam się na  odcień czerwieni, czyli nr 501 Blackstar Red
Jest to bardzo ładna, delikatnie ceglana czerwień o faktycznie metalicznym wykończeniu. 
Moim zdaniem na ustach wygląda ciekawie i nadaje się do noszenia na co dzień, a nie tylko wieczorami ;)
Pomadka ma standardowy aplikator, lekką konsystencję  i dobrze nosi się na ustach. Jest też dość trwała choć wiadomo z jedzeniem i piciem nie wygra, ale z 3/4 godziny możemy się nią cieszyć na ustach ;)
Dla zainteresowanych porównanie obu kolorów pomadek metalicznych Hean Metalic Glam nr 505 (róż) i 501 (czerwień)
Uważam, że nr 501 o wiele lepiej się prezentuje niż perłowy odcień 505, a Wy co myślicie ? Kusi mnie jeszcze najciemniejszy odcień 508 Rubin Fire
Jak w ogóle podobają się Wam metaliczne usta ?
Jesteście na tak czy na nie ?

Hybrydy Claresa

W mojej hybrydowej szufladzie mam produkty kilku firm. Dominują hybrydy Neonail (według mnie najlepsze), Semilac <recenzja klik> też lubię, Indigo <recenzja klik> ma fajne pyłki <klik> i bazę proteinową, ale same kolory choć piękne niespecjalnie przypadły mi do gustu. Za to z Neess <recenzja klik> bardzo lubię primer, bazę, top i cleaner, kolory niekoniecznie. Bella Cosmetisc <recenzja wkrótce> z lokalnej hurtowni też się dobrze u mnie sprawdza. Chiodo jest ok, ale to nie zwykłe hybrydy tylko lakierożele - przynajmniej pierwsze ich "hybrydy" takie były. Ostatnio poznałam się z hybrydami MylaQ <recenzja klik> i też się polubiliśmy. Mam też 4 kolory Claresa i jak dla mnie są to najgorsze hybrydy z jakimi miałam styczność
Kolory są ok, ale wydaje mi się, że w ofercie nie ma żadnego takiego, którego nie znalazłabym u konkurencji.
Najbardziej podoba mi się nr 308 Green giraffe - to taka butelkowa zieleń. Bardzo ładna i pasująca do każdej karnacji
Jest to kolor, który inaczej wygląda w sztucznym świetle, a inaczej w słońcu. Jednak zarówno w jednym jak i drugim bardzo mi się podoba
Pozostałe kolory też są ok, ale już ich formułą mi się nie podobają. 
Nr 105 Grey Horse to piękny antracyt, który zawsze się zapowietrza i nawet na wzorniku trudno jest uzyskać gładką taflę
Nr 511 Pink Monkey jest bardzo podobny do odcienia Neess 7548 <klik> i to jedyny kolor, który nie bąbelkuje, ale też potrzeba kilku warstw żeby nie było prześwitów. Ogólnie pigmentacja hybryd Claresa jest moim zdaniem słaba - prześwity są nawet po 4 warstwach, a że konsystencja jest niesamowicie gęsta to tyle warstw nie wygląda dobrze.
Nr 509 Pink lion to brudny róż podobny trochę do forever calm z Neonail, ale w aplikacji już nie jest tak przyjemny. Też tworzy prześwity i kolor nierównomiernie się rozkłada ;/ 

Hybrydy Claresa to zdecydowanie nie moja bajka. Bardzo źle mi się je nakłada, pędzelek też nie ułatwia aplikacji. Trwałość jest standardowa, a usuwanie klasyczne choć łatwiej się je ściąga niż hybrydy Semilac <recenzja klik>
Mimo dobrej ceny i lepszego usuwania na pewno więcej hybryd tej marki nie kupię i nie będę ich polecać choć na fb dość często pojawiają się w stylizacjach.
Jak dla mnie są to najgorsze hybrydy jakie poznałam
Znacie hybrydy Claresa ? Ciekawa jestem co o nich sądzicie

Nivea Body Oil Rich Nourishing 24h+

Kosmetyki Nivea w zeszłym roku bardzo często gościły na moim blogu. 
Firma wypuściła wiele nowych serii kosmetycznych, które mniej lub bardziej wpisały się w moją pielęgnację ciała, włosów i twarzy. Przedostatnią nowością marki Nivea jest intensywnie odżywiający suchy olejek do ciała Nivea Body Oil Rich Nourishing 24h+
Olejki do ciała to nie jest moja ulubiona formułą pielęgnacyjna. Jednak ostatnio mam szczęście i trafiam na fajne olejkowe formuły. Olejek Nivea polubiłam od pierwszego użycia. Tak jak zapewnia producent jest to suchy olejek, który nie pozostawia tłustej - parafinowej warstwy za to skóra jest niesamowicie miękka(niczym jedwab), elastyczna, odżywiona i aż chce się ją miziać ;)
Zapach jest delikatny, charakterystyczny dla kosmetyków Nivea. Jak dla mnie niesamowicie przyjemny, otulający. Skład  nie jest naturalny, ale producent nigdzie też nie wspomina o tym, że jego kosmetyki są bio, eko czy naturalne. 
Moim zdaniem jest to bardzo fajny kosmetyk, który poprawi stan i komfort skóry od pierwszego użycia. Przez to, że jest to suchy olejek śmiało można stosować go na dłonie (ja również nakładam go czasami na stopy) i cieszyć się gładką, miękką i odżywioną skórą. Używam go kilka razy w tygodniu z wielką przyjemnością, a przez to że jest to bardzo wydajny kosmetyk będę się nim cieszyć jeszcze przez długi czas.

Poznałyście już odżywczy olejek do ciała od Nivea ? 

Micelarna emulsja do demakijażu Bishojo

W produktach do demakijażu możemy przebierać.
 Mamy do wyboru przeróżne kosmetyki, formuły i opakowania. Jak wiecie (albo i nie) mój demakijaż -recenzja klik- jest wieloetapowy (najczęściej 2, ale czasami 3-etapowy). Obecnie pierwszą warstwę makijażu zmywam za pomocą micelarnej emulsji do demakijażu BISHOJO 
Jest to mój drugi kosmetyk Bishojo, ale pierwszy, który sprawdził się świetnie i sprawił, że mam ochotę poznać kolejne produkty tej marki. Emulsję nakładam jak żel na twarz za pomocą dłoni, delikatnie masuję, a następnie dużym mokrym wacikiem zmywam makijaż i inne zanieczyszczenia. Ten sposób jest dla mnie najskuteczniejszy i najprzyjemniejszy. Szata graficzna kosmetyków Bishojo jest prosta,minimalistyczna, ale urocza. Typowo kobieca. 
Emulsja znajduje się w wąskiej buteleczce z pompką. Pompka do dobra rzecz zwłaszcza w kosmetykach myjących ;)
Zapewnienia producenta mają pokrycie w rzeczywistości. 

Jak się okazało ta emulsja to takie lekkie, ale jednocześnie dobrze oczyszczające mleczko. Bardzo dobrze zmywa makijaż przy czym nie polecam używać jej do demakijażu okolic oczu - mnie bardzo piekły po niej oczy. Ale twarz domywa świetnie- nie przesusza, nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienienia, nie pogarsza stanu skóry, a do tego przyjemnie pachnie. Skład jest przyjemny
Jest to kosmetyk, który używałam w pracy na różnych klientkach i żadna Pani się nie skarżyła ;) Nikogo nie podrażnił, nie uczulił i nie spowodował pieczenia czy jakiegokolwiek nieprzyjemnego doznania. Ja sama bardzo polubiłam tę emulsję i żałuję, że się skończył mimo, że wydajna bardzo była ;) Jako, że cena tego czyścika nie jest wygórowana - 200ml kosztuje ok 22 zł to kiedyś jeszcze do niej wrócę. Z chęcią poznam też płyn micelarny, a jeszcze bardziej oliwkę do demakijażu ;)

Znacie kosmetyki Bishojo ? 
Jak Wam się podoba ich minimalistyczna szata graficzna ?

Tisane Świetlik żel do powiek, relaks dla oczu Herba studio Farmapol

Świetlik to chyba najbardziej popularna roślinka stosowana w kosmetykach pod oczy. Od lat żel świetlikowy jest w mojej łazience i zazwyczaj jako jeden z nielicznych kosmetyków przynosił ulgę.
Relaks dla oczu, czyli żel do powiek świetlik Tisane to kolejny produkt przynoszący ulgę zmęczonym oczom. Nie jest to nowy produkt, bo Herba studio już dawno ten żel ma w swojej ofercie jednak widzę, że opakowanie trochę się zmieniło - zwłaszcza kolorystycznie. Obietnice producenta są przekonujące:
Skład również jest  na plus chociaż i tak kilka rzeczy mogłoby tu nie być.
 Żel znajduje się w małym, białym słoiczku
Szata graficzna jest prosta i bez zbędnych detali. Wizualnie bardzo przypomina wszystkim znaną Tisane do ust jedynie kolory są inne. Sam żel jest ciemny i pozbawiony zapachu - przynajmniej ja nic nie czuję. 
Co do działania to jestem zadowolona. Aplikowany pod oczy przynosi ulgę, delikatnie zmniejsza opuchliznę, ładnie nawilża i wygładza skórę. Minimalnie rozjaśnia okolice przy czym przy dużym zasinieniu tego nie zauważycie. Niestety okazało się, że nie mogę go stosować na powieki (jak zaleca producent) ponieważ odczuwam pieczenie i to wcale nie małe ;/ Pierwszy raz tak mam, że żel ze świetlikiem wywołuje takie nieprzyjemne odczucia. Pod oczami absolutnie tego nie ma. Żel też nie powoduje łzawienia czy jakiegokolwiek podrażnienia pod okiem jedynie na powiece.

 Mimo, że pojemność niewielka to jest to wydajny produkt. Jego cena też jest w granicach rozsądku. Jedynym minusem jak dla mnie jest dostępność - prawie żadna apteka nie ma go obecnie w ofercie ;/ 

Dajcie znać czy znacie Tisane świetlik żel do powiek i czy w ogóle lubicie kosmetyki ze świetlikiem.

Kochani jest to wyjątkowy wpis ponieważ dzisiaj Poradnik Bezradnik już nie jest z końcówką blogspot.com tylko .pl .... poradnikbezradnik.pl ...
Tak jestem dumna ;)

Bio-C.L.A. z zieloną herbatą suplement Pharma Nord

Nowy rok, nowe wyzwania, nowe cele, nowe plany. Pewnie nie jedna z nas ma wpisane na swoją listę przejście na dietę, schudnięcie, poprawę kondycji czy zadbanie o siebie. Dzisiaj opowiem Wam o preparacie, który pomoże Wam w walce o lepsze samopoczucie, lepszą skórę i lepszą sylwetkę

Bio-C.L.A z zieloną herbatą od Pharma Nord to mój ulubieniec niekosmetyczny ostatniego kwartału 2017 roku. Oczywiście nie jest to produkt, który zrobi coś za nas. Niestety nie wymyślono jeszcze pigułki, która w czarodziejski sposób nas odchudzi. Odchudzanie to wyrzeczenia, pot, łzy i cierpliwość. Dużo cierpliwości. Bio-C.L.A to suplement, który nam pomoże zapanować na apetytem, sprawi że więcej będzie nam się chciało, poprawi metabolizm tłuszczy, zadba o naszą skórę i doda nam powera do działania!
Tak właśnie u mnie działał ten suplement. To dzięki niemu nie miałam napadów głodu w ciągu dnia (zwłaszcza wieczorami), skończyły się zaparcia, chęć na słodycze była mniejsza, czułam się lekka, moja skóra była promienna, jędrna, elastyczna i miałam więcej ochoty i siły. Chciało mi się wyjść z Messim na spacer - długi spacer ;) Czułam się po tym suplemencie więcej niż dobrze i co najlepsze dzięki niemu i lekkiej diecie bez specjalnego wysiłku udało mi się trochę zrzucić kg i obecnie kupuję spodnie o 2 numery mniejsze ;)
 Kapsułki są miękkie i małe, nie miałam żadnego problemu z połykaniem. Moje kuracja trwała 4 miesiące. Przez pierwsze 2 tygodnie przyjmowałam 6 kapsułek dziennie (3x po 2 tab.) Potem 4 razy, a przez ostatni miesiąc 2 razy dziennie. 
Teraz mam 3 miesiące przerwy i zobaczę jak będzie. 
Jednak na pewno powrócę do Bio-C.L.A bo to dobre samopoczucie i ogólnie poprawa metabolizmu to coś co chcę żeby trwało ;)

Jest to już kolejny suplementy Pharma Nord, który świetnie się mnie sprawdził i do którego z przyjemnością wracam. Jako, że w wielu krajach produkty tej duńskiej firmy są lekami, a nie suplementami mam pewność, że są przebadane (a badania nad ich skutecznością trwają latami), wykonane wg najwyższych standardów farmaceutycznych i są dla mnie bezpieczne, a każda tabletka zawiera taką samą dawkę substancji aktywnej. Polecam Wam produkty tej marki. Dostaniecie je w prawie każdej aptece ;)

Joanna MultiLASHES

Ostatnio oferta firmy Joanna sukcesywnie się powiększa. 
Najnowsze produkty z serii Joanna MultiLASHES przeznaczone są do stylizacji brwi i rzęs przy jednoczesnej ich pielęgnacji.
Brzmi ciekawie ? ;> Jeśli tak zapraszam na recenzję ;)

Seria MultiLASHES składa się z 8 produktów. Znajdziemy tutaj 2 tusze do rzęs z czynnikiem wzrostu (jeden z klasyczną szczoteczką, a drugi z silikonową), 4 odcienie korektorów do brwi oraz serum zagęszczające brwi i serum stymulujące wzrost rzęs. Z tych nowości 2 produkty znalazły się u mnie ;)

Korektor do brwi Joanna Multilashes w odcieniu dark brown sprawdzi się u każdej dziewczyny, która lubi lekkie podkreślenie naturalnych brwi.
Niestety jeśli macie bardzo rzadkie brwi to sam korektor się nie sprawdzi.
Mimo zapewnień producenta sam korektor nie poradzi sobie z wyrysowaniem i wypełnieniem brwi.
Owszem do przeczesania i lekkiego utrwalenia się nada, ale jest to bardzo delikatny kosmetyk koloryzujący, który krzywdy nie zrobi, ale też solo się nie sprawdzi. No chyba, że macie bardzo gęste, bujne i ciemne brwi.
Sam kolor jest ok, bo nie ma ciepłych - rudych tnów jednak jest on bardzo delikatny. Uważam, że szczoteczka jest za długa (chociaż producent uważa, że jest ona specjalnie dobrana i ułatwia aplikację). Krótsza i smuklejsza lepiej by się sprawdziła. Skład dla zainteresowanych
Ja nie zwracam uwagi na skład jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe, ale nie podoba mi się, że alcohol denat jest tak wysoko w składzie. Wiem, że moim ( i na pewno nie tylko moim) brwiom to nie służy ;/
Efekt na brwiach jest bardzo subtelny i naturalny chociaż ja używam tego korektora na wyrysowane już brwi ( przy użyciu setu do brwi wet&wild).

Tusz do rzęs z czynnikiem wzrostu Joanna Multilashes prezentuje się na moich rzęsach tak jak widzicie na zdjęciu powyżej ;)
Mam wersję z silikonową szczoteczką, bo takie lubię najbardziej.
Szczoteczka w tej maskarze jest świetna. Dla mnie idealna!
Dobrze wyprofilowana, lekko zaokrąglona sprawia, że można podkreślić każdą rzęsę. Aplikacja jest bezproblemowa, a konsystencja sprawia, że mascara nie skleja rzęs, nie zostawia grudek i nie tworzy pajęczych nóżek ;)
Producent obiecuje wiele, a jak jest naprawdę ?
W sumie większość rzeczy, które zapewnia producent ta mascara robi. Rzęsy są delikatnie pogrubione, zdecydowanie wydłużone i ładnie rozdzielone. Efekt jest dzienny-naturalny chociaż przy 2-3 warstwach możemy uzyskać efekt teatralny. Niestety u mnie ta mascara dość szybko się odbija i na pewno nie wytrzymuje deklarowanych 12 godzin. Delikatna panda widoczna jest już po 3 godzinach, a po 8 mam wrażenie, że cały tusz jest nie na rzęsach, a pod okiem. Gdyby nie to byłaby to mascara, do której chętnie bym wracała, ale tak niestety nasza znajomość skończy się na jednym opakowaniu.

Dla zainteresowanych skład tuszu Joanna Multilashes

Nowe produkty Joanny widziałam w lokalnej małej drogerii, a ich cena to ok 15 zł. Jeśli lubicie nowości rozejrzyjcie się po osiedlowych drogeriach.
Ja jednak nie skuszę się na te kosmetyki kolejny raz.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...