Isana Mleczne Marzenie

Wszystko co ma umilać kąpiel jest u mnie mile widziane. O każdej porze roku uwielbiam moczyć dupkę w wannie i jedynie zapachy wybieram inne. 
Wiosną i latem stawiam na zapachy kwiatowe i owocowe zaś jesienią i zimą są to zapachy cieplejsze - otulające, korzenne, jedzeniowe, ale też lawendowe czy ziołowe. Zdecydowanie na sezon jesienno-zimowy mogę Wam polecić nowy puder do kąpieli Isana Mleczne Marzenie o zapachu kokosowo-waniliowym
W przeciwieństwie do innych saszetek do kąpieli Isana wersja mleczne marzenie to nie kryształki a bardzo drobno zmielony, biały puder. Podczas otwierania i wsypywania do wanny trzeba uważać, bo proszek jest jak mąka i może szybko wydostać się z saszetki ;p Producent wspomina, że puder ma nie tylko umilać kąpiel, ale także pielęgnować naszą skórę
W składzie znajdziemy sól morską, która jest bazą pudru, ale także skrobie kukurydzianą, sproszkowane mleko i wspomniany olej kokosowy na ostatnim miejscu w składzie. Skład może i nie jest zbyt zachęcający, ale biała - mleczna kąpiel niczym Kleopatra w dodatku w wodzie pachnącej wanilią i kokosem już bardziej kusi i wierzcie mi warto się skusić, bo doznania są bajeczne ;) 
Pełny relaks bez przesuszonej czy podrażnionej skóry!

Isana mleczne marzenie umiliła mi kąpiel i  wprowadziła w dobry - wieczorny nastrój. Na pewno jeszcze nie raz zagości w mojej wannie tej jesieni ;)

Uwaga Bubel!

Dzisiaj czas na kolejną dawkę bubli, czyli będzie o kosmetykach, które mnie rozczarowały, które u mnie się nie sprawdziły lub okazały się kompletnym nieporozumieniem. 
Największym nieporozumieniem wśród kosmetyków, które ostatnio zagościły w mojej kosmetyczce jest sodowa pianka do twarzy Evree Soda Clean.
Z tej serii mam też sodowy puder do mycia twarzy <recenzja klik>, który bardzo fajnie się sprawdza, ale ta pianka to kompletne nieporozumienie
Z zapewnień producenta nic się nie zgadza, a już na pewno nie to, że jest to produkt oczyszczający. Jest to przyjemnie pachnąca pasta, która nie oczyszcza, a obkleja skórę tworząc tłusty film. Trudno rozpuszcza się w wodzie i w ogóle nie daje uczucia odświeżenia i czystości. Bleee!

Kolejnym bardzo dużym rozczarowaniem jest farba Palette Intensive Color w przepięknym fioletowym kolorze nr V5
I owszem kolor wyszedł piękny, ale włosy po tej farbie były suche jak wiór. Jeszcze nigdy nie miałam włosów w tak złej kondycji i naprawdę miałam duży problem żeby doprowadzić je do takiego stanu jak kiedyś ;/ 
Mało tego kolor bardzo szybko się wypłukała i szczerze powiem, że już więcej nie zdradzę mojej ulubionej farby z Joanny ;p

Wodoodporny tusz do rzęs So CHic Wild Look to też nieporozumienie przez duże N ;/ Jest to tusz, który już po kilku minutach dawał efekt pandy i to nie tylko jak był świeży ;/
Co prawda efekt dawał bardzo ładny - rzęsy były długie, rozdzielone i delikatnie pogrubione, czyli takie jak lubię. 
Szczoteczka też ok, ale niestety trwałość zerowa -wręcz miałam wrażenie, że ten tusz ścieka z rzęs ;/ Zdecydowanie NIE POLECAM tego tuszu ;/

Maseczki z Oriflame również się u mnie nie sprawdziły
W sumie to kolejne produkty pielęgnacyjne Ori o słabych składach, które nic specjalnego nie robią, a lubią podrażniać i zapychać ;/ 

I na koniec krem wzmacniający z witaminą C Ruby Wine Bartos
Jest to jedna z nowszych firm na rynku kosmetyków naturalnych. Firma niesamowicie mnie interesowała, bo składy mają bardzo dobre, a w ofercie jak na razie tylko 3 produkty. Niestety krem z wit. C u mnie okazał się bublem
Jedyne co zauważyłam stosując ten krem to przeciążenie skóry, jej zapchanie i nadmierne przetłuszczenie. Krem miałam wrażenie nie wchłania się i tworzy taką skorupę, która nie pozwala skórze oddychać ;/
 Jak dla mnie to kompletne kosmetyczne nieporozumienie
W dodatku sposób wydobywania kosmetyku też nie przypadł mi do gustu - po pierwsze otwór wypluwa i wyrzuca krem, a po drugie utlenione resztki kremu nie wyglądają zachęcająco ;/ 

Tych 5 kosmetyków nie polecam i na pewno nie zagoszczą one u mnie ponownie. Znacie któryś z nich ?

Nivea Hairmilk Natural Shine

Moja mama nie ma tak kapryśnych włosów jak moje, ale za to jej krótkie włosy są suche i matowe. Dlatego też nowa seria Nivea Hairmilka Natural Shine trafiła do mojej mamy gdyż jest idealną testerką tego duetu
Nivea Hairmilk Natural Shine to seria w skład której wchodzi mleczny szampon i odżywka przeznaczone do włosów suchych, matowych, zmęczonych i zniszczonych. Jak sprawdziły się te kosmetyki u mojej mamy ? 
Tego się dzisiaj dowiecie ;)
Szampon jest z rodzaju tych perlistych i mimo, że moja mama ma podobnie jak ja, że szampon perlisty wywołuje łupież to tutaj jak na razie nie ma takiego efektu. Szampon przepięknie pachnie i bardzo dobrze się pieni- przez to jest bardzo wydajny. Jeśli chodzi o działanie to producent ma sporo racji:
Włosy są oczyszczone, miękkie, sprężyste, nie obciążone, a błyszczą jakby wypryskane nabłyszczaczem ;p Normalnie jedwab ;)
W sumie sam szampon robi robotę i włosy nie potrzebują dodatkowej pielęgnacji. Po umyciu szybko się suszą i w sumie same się układają.
 U mojej mamy szampon nie przetłuszcza też włosów dlatego z tego co wiem mama może myć włosy co 3 dni ;)

Odżywka jest uzupełnieniem szamponu, ale jest już kosmetykiem cięższym, z którym trzeba uważać. Może przy włosach długich tak nie jest, ale moja mama ma bardzo krótkie włosy więc jak już stosuje minimalne ilości
Odżywka trochę dociąża włosy i jeśli jest użyta z szamponem to do włosów mojej mamy jest za dużo. Ta odżywka o wiele lepiej sprawdza się gdy włosy umyjemy albo mocno oczyszczającym szamponem, albo szamponem bez silikonów. Wtedy fantastycznie włosy zdyscyplinuje, nawilży i nabłyszczy
Seria Hairmilk Natural Shine ma przepiękną - bardzo dziewczęcą szatę graficzną, a kosmetyki przyjemnie pachną i umilają aplikację. Włosy są faktycznie jedwabiście gładkie, nawilżone i niesamowicie błyszczące. 
Dlatego szczerze polecamy (ja i moja mama) te produkty osobom z matowymi, zniszczonymi i pozbawionymi życia włosami!

Lubicie kosmetyki do włosów Nivea ?
Znacie nową - nabłyszczającą serię Nivea Hairmilk Natural Shine ?

Soraya #foodie maseczki do twarzy

Maseczki do twarzy to taki mały luksus na który każda z nas raz na jakiś czas może sobie pozwolić. Osobiście bardzo lubię się maseczkować i najczęściej sama tworzę maseczki z odpowiednich półproduktów lub produktów spożywczych. Maseczki #foodie od Soraya dostarczają skórze odżywczych, nawilżających i regenerujących składników, a do tego pysznie pachną ;)
Do wyboru mamy 3 wersje pielęgnacyjne i zapachowe: supernawilżającą melonową, odżywczą jagodową i regenerującą miód manuka.

Po wakacjach mojej przesuszonej i odwodnionej skórze pomogła maseczka supernawilżająca Soraya #foodie Melon
Pachnącą melonem maseczkę nakładałam na oczyszczoną twarz zamiast kremu na noc. Maseczka jest lekka i wystarcza na max 2 aplikacje. Dość szybko się wchłania pozostawiając delikatny film. Przynosiła ulgę, nawilżała i koiła podrażnioną skórę. Rano moja cera była miękka i przyjemna w dotyku jednak uczucie nawilżenia dość szybko mijało

Maseczka odżywcza Soraya #foodie Jagoda  spisała się lepiej niż poprzedniczka chociaż rano miałam wrażenie, ze skóra (przynajmniej moja) jest trochę zapchana i szybciej się przetłuszcza 
Owszem cera była odżywiona, jędrna i nawilżona jednak efekt nie był aż tak widoczny i odczuwalny jak po następnej maseczce.

Soraya #foodie maseczka regenerująca Miód Manuka to zdecydowany hit!
Po pierwsze przecudny i zarazem dość specyficzny zapach manuka! Po drugie działanie! Maseczka fantastycznie odżywiała, nawilżała i ujędrniała skórę. Do tego jest bardzo wydajna, bo jedna saszetka wystarczyła mi na 3 aplikacje. Używałam jej na noc zamiast kremu i w tej roli spisała się super. Żadnego zapchania, przetłuszczenia czy przeciążenia skóry. Jak dla mnie najlepsza maseczka z serii #foodie ;) I to do niej będę wracać i dbać o to, żeby zawsze mieć jej zapas w kosmetyczce.

Znacie maseczki Soraya #foodie ?
Na którą macie największą ochotę ?;>

Herbavet Slim

Bardzo lubię suplementy diety zawierające zieloną herbatę. 
Jak mam być szczera to decydowanie bardziej wolę zieloną herbatę w kapsułkach niż jako napar do picia. Suplementy z zieloną herbatą dobrze na mnie działają , a ich pozytywny wpływ widzę również na skórze ;)
W sierpniu moją dietę uzupełniałam preparatem Herbavet Slim
Według producenta jest to produkt, z kategorii odchudzanie, który wspomaga metabolizm, reguluje procesy trawienne, a dodatek chromu normalizuje poziom cukru we krwi i zapobiega napadam ochoty na słodycze i zjedzenie czegokolwiek tu i teraz ;p 
W składzie poza ekstraktem z zielonej herbaty znajdziemy jeszcze ekstrakt z owoców gorzkiej pomarańczy, ekstrakt z kłącza ostryżu i wspomniany już chrom. Zalecane jest przyjmowanie max 2 tabl. dziennie podczas głównego posiłku. Ja początkowo przyjmowałam 2 tabletki, ale pod koniec brałam już 1 po to, żeby trochę przedłużyć kurację. Jeśli chodzi o tabletki to nie należą one do najmniejszych jednak nie ma problemu z połykaniem.
Jeśli chodzi o działanie to mam bardzie mieszane odczucia. Co prawda nie miałam napadów wilczego apetytu, ani zbytniej ochoty na słodycze jednak  pojawiały się zaparcia i nie czułam tej lekkości jaką dawały mi inne preparaty z zieloną herbatą. Nie jest to zły suplement jednak czegoś mi w nim brakowało... może dla mnie jest za słaby ... ? 

Tak więc raczej do tego suplementu nie wrócę, ale ze względu na to, że nie są to drogie produkty chętnie skuszę się na inne ;)


Delia Stylist Brow pomada do brwi

Podkreślone brwi dodają twarzy wyrazistości. 
Lubię siebie w mocniejszych brwiach i dlatego codziennie je podkreślam. Najczęściej, najszybciej i najbardziej lubię cienie lub pudry do brwi. Jednak kilka miesięcy temu skusiłam się na pomadę do brwi Delia Stylist Brow  i dzisiaj opowiem czy się polubiliśmy
Najprawdopodobniej kosmetyk ten kupiłam w drogerii natura gdzie akurat była dość dobra promocja - zapłaciłam coś ok 7 zł. Wcześniej nie używałam tego typu produktów tzn. miałam cienie w kremie z Bell czy Maybelline, ale nie były to produkty, z którymi się polubiłam i które u mnie się sprawdziły.

Producent wspomina, że pomada ułatwia stylizację brwi i zapewnia długotrwały efekt, a aplikator bez problemu wystylizuje nasze brwi
Powiem szczerze, że miałam wiele podejść do tego produktu i dopiero niedawno -  po przetestowaniu przeróżnych pędzelków dogadałam się z tą pomadą. Niestety pędzelek dołączony do pomady mimo, że wygląda dobrze nie sprawdził się u mnie kompletnie wręcz zniechęcił mnie do używania tego kosmetyku
Według mnie najlepszy do aplikacji pomady jest pędzelek twardy, który nabierze i nałoży produkt na brwi. Ten jest delikatny i miękki, i po zarysowaniu brwi efekt był ledwo widoczny i nie był precyzyjny ;/ W sumie przetestowałam 5 różnych pędzelków, ale najlepszy okazał się pędzelek do brwi z W7 ;)

Kolor, który wybrałam to grafit - ciemny, ale nie czarny, chłodny - bez ciepłych tonów, idealnie wpisuje się w moją jasną cerę i ciemne - czarne włosy ;)

Na pewno nie jest to produkt idealny. Po pierwsze aplikacja jest trudniejsza i dłuższa niż nałożenie cienia. Trzeba się nauczyć pracować z pomadą i bardzo ważne trzeba mieć na to czas i duże pokłady cierpliwości.

Co do trwałości to nie uważam, że jest to produkt długotrwały, a latem lubi się rozmazywać i trochę rozmywa się kontur brwi ;/ Nie jest też wodoodporny więc trzeba uważać gdy spoci się nam czółko.
Co prawda na brwiach wygląda dobrze i może nawet bardziej naturalnie niż cień jednak mimo wszystko fanką pomad do brwi nie zostanę. Jako, że jest to kosmetyk niesamowicie wydajny to chyba wystarczy mi do końca życia (no chyba, że prędzej zrobi się z tego kamień ;p) Podoba mi się efekt jaki daje ta pomada, ale czasami brak mi do niej cierpliwości. 
Na pewno już żadna inna pomada mnie nie skusi ;/ 

A czego Wy używacie do podkreślania brwi ?

Annabelle Minerals Stay Essential Naturalny olejek wielofunkcyjny

Oleje naturalne są bardzo ważnym elementem mojej wieczornej pielęgnacji. Dzięki tegorocznej konferencji Meet Beauty IV poznałam fenomenalny olejek wielofunkcyjny Annabelle Minerals Stay Essential
Jest to jeden z 3 olejków stworzonych przez markę kosmetyków mineralnych Annabelle Minerals. Stay Essential to mieszanina olei takich jak: olej arganowy, olej z pestek winogron, olej jojoba, olej macadamia, olej abisyński, olej z pestek malin, olejek ze skórki cytrynowej, a także witamina E i olej z nasion słonecznika. Teoretycznie olej ten przeznaczony jest do cer dojrzałych, zmęczonych, pozbawionych blasku jednak jak wiecie moja cera jest raczej mieszana, z tendencją do trądziku. 

Więc jak ten olej się u mnie sprawdził ?
O tym dowiecie się za chwilkę ;)
Jest to olej z rodzaju tych suchych. Pięknie pachnie cytryną, szybko się wchłania pozostawiając delikatny satynowy blask. Kompletnie nie obciąża cery i co ciekawe mimo, że są tutaj oleje niekoniecznie wskazane do mojego typu cery to sprawdził się u mnie fenomenalnie. 

Nakładałam go zawsze na noc zamiast kremu i rano już po pierwszej aplikacji obudziłam się z ukojoną, doskonale nawilżoną i pięknie rozjaśnioną skóra. Nie mogłam się napatrzeć na swoją twarz pełną blasku i w sumie niepotrzebującą makijażu ;p Trochę olejku odlałam mamie, która również już po pierwszym zastosowaniu zakochała się w tym produkcie. Tego co Stay Essential robi z cerą nawet nie da się opisać, to trzeba zobaczyć i poczuć. To ukojenie, nawilżenie, regenerację i wydobycie naturalnego blasku! Fenomenalne działanie! I tak jak zapewnia producent olejek nie zapycha! ;)

Teoretycznie do mojej cery powinnam wybrać olejek Stay Pure jednak przerażał mnie na drugim miejscu w składzie olej kokosowy, który z tego co wiem jest dużym zapychaczem i np.moja skóra po nim podobnie jak włosy wygląda tragicznie ;/ Jest jeszcze wersja Stay Calm, ale tam również kokos jest na 2 miejscu, a olej rycynowy na 3 ;/ Tak więc składowo najbardziej podoba mi się Stay essential i chętnie do niego wrócę w przyszłości ;)

Cena buteleczki o poj. 50 ml to koszt 50 zł nie jest to mało jednak z działania jestem tak zadowolona, że śmiało mogę ten wielofunkcyjny olejek polecić ;)

Profesjonalny płyn micelarny Nivea MicellAIR

Demakijaż powinien być szybki, skuteczny i bezbolesny. Dobry płyn micelarny to podstawa. Nivea ma dobre micele i lubię je poznawać oraz do nich wracać. Zwłaszcza lubię micel Nivea sensitive (ale nie ten 3w1). 
Gdy na sklepowych półkach pojawiła się nowość - czarny, profesjonalny płyn micelarny Nivea MicellAIR skorzystałam z pierwszej, lepszej promocji żeby poznać się z tym micelem ;)
Szata graficzna jak na produkty Nivea jest dość specyficzna. Duża, czarna butelka zawiera 400 ml produktu, który jak obiecuje producent ma zapewnić skuteczny demakijaż nawet jeśli makijaż jest długotrwały. Płyn micelarny Nivea MicellAIR nadaje się do twarzy, oczu i ust i może być używany do każdego rodzaju cery, nawet wrażliwej!
Skład jest prosty i jak na płyn micelarny z drogerii dość dobry. Ekstrakt z czarnej herbaty jest na 3 miejscu w składzie ;)

Co do działania to nie mam zastrzeżeń! Jest to świetny płyn micelarny, który w mig rozpuszcza makijaż i usuwa go. Nie podrażnia skóry, nie pieni się, nie pozostawia lepkiego filmu i co najważniejsze nie szczypie w oczy. Wystarczy przyłożyć płatek do zamkniętej powieki i już po kilku sekundach cały tusz i co tam na powiece mamy zostaje na płatku ;) Jeśli chodzi o usuwanie podkładu to świetnie radzi sobie nawet z produktami wodoodpornymi.
Do tego jest bezzapachowy, wydajny i jak na tak dużą pojemność to w dobrej cenie. Ja w promocji za 400 ml zapłaciłam oj 15 zł, a normalna cena to ok 20/22 zł więc jak na działanie i wydajność jest spoko ;)

Płyn micelarny Nivea MicellAIR to kolejny micel Nivea, który świetnie się u mnie sprawdził, i który mogę szczerze polecić ;)

Wakacyjni ulubieńcy - lato 2018

Wakacje się skończyły, lato się kończy. Bardzo się z tego cieszę. 
Wypatruję jesieni (moja ulubiona pora roku) i tęsknie za zimą. Owszem lato ma swój urok jak np. moje urodziny czy urlop jednak zdecydowanie nie jest to moja pora roku i niesamowicie się cieszę, że już się kończy ;)
Korzystając z okazji końca lata przedstawię wam dzisiaj moich wakacyjnych ulubieńców, czyli kosmetyki, które miałam na urlopie i które pozwoliły mi przetrwać tegoroczne upały ;/ 
Zdecydowanie nr 1 jeśli chodzi o wakacyjnych ulubieńców jest ochronny balsam do opalania Nivea Sun Protect & Bronze SPF 30, który zapewnia wysoką ochronę, jest wodoodporny, nie brudzi ubrań i zapewnia naturalny efekt opalania bez użycia samoopalacza 
To dzięki niemu w tym roku nie byłam raczkiem (jedynie zodiakalnym), czyli moja skóra nie była czerwona - tak jak zawsze, a delikatnie brązowa. Do tego uniknęłam poparzenia słonecznego (za wyjątkiem pleców, ale to przez to, że ich nie posmarowałam;/) rąk, nóg i dekoltu.
Dzięki temu balsamowi do opalania miałam zapewnioną ochronę zarówno na plaży jak i na basenie, a także na spacerach ;)

Jak już jesteśmy przy ochronie przeciwsłonecznej to przed poparzeniem słonecznym moją cerę chronił krem Bielenda Bikini Matt Look zapewniający matowe wykończenie oraz ochronę 30 SPF
Krem bardzo mi podpasował, bo miał lekką konsystencję,która szybko się wchłaniała, faktycznie pozostawiał cerę matową na długi czas, doskonale chronił oraz zapewniał nawilżenie, a do tego świetnie współpracował z minerałami. Świetny krem z filtrami dla cer tłustych i mieszanych!

Jeśli chodzi o makijaż to tego lata miałam kolejne podejście do minerałów i w końcu znalazłam swój mineralny ideał, czyli kosmetyki Lily Lolo
W końcu wiem dlaczego tak wiele dziewczyn nie wyobraża sobie makijażu innego niż minerały.  Nie dość, że pięknie matują skórę, mają bardzo dobre krycie to jeszcze wyglądają naturalnie, nie wyświecają się i nawet upał im nie szkodzi bo są wodoodporne. 
A mały pędzel kabuki nie tylko wygląda uroczo, ale także rewelacyjnie aplikuje minerały. Mój ideał nie tylko na wakacyjny wyjazd, ale na resztę roku. Jak tylko wykończę wszystkie podkłady, które mam zamawiam pełnowymiarowe opakowanie podkładu mineralnego Blondie - kolor idealny dla mnie ;)

Jeśli chodzi o makijaż to usta tego lata były w kolorze magenta, czyli Debby Lip chubby mat nr 06 
Zaś najlepszym pudrem i to nie tylko na lato był i jest puder transparentny Debby experience


O usta w czasie upałów należy szczególnie dbać. Niestety bardzo często o tym zapominamy i później cierpimy i narzekamy na popękane i spierzchnięte  usta.
A wystarczy zaopatrzyć się w Tisane sport z filtrem SPF30
Ja tego produktu używałam nie tylko na usta, ale także na nosek i uszka (które u mnie bardzo często są poparzone). 
Dobrze chroni, przyjemnie pachnie, sprawdzi się zarówno latem jak i zimą. 

Jak dla mnie Tisane sport i Tisane suntime -recenzja- są to te same produkty, bo oba mają trochę świeczkową konsystencję i  bielą usta, ale bardzo dobrze je chronią. Kolejny produkt Tisane warty polecenia ;)

W czasie urlopu w kąpieli towarzyszył mi krem pod prysznic Roge Cavailles o cudownym zapachu masła migdałowego i róży
 Jest to bardzo kremowy żel, który oczyszczał, ale nie przesuszał za to delikatnie koi rozgrzaną słońcem skórę. Jego zapach unosił się w łazience przez kilka godzin - niesamowicie przyjemny. Gdyby nie cena tych zeli chętnie poznałabym wszystkie warianty zapachowe ;)

O odświeżenie w ciągu dnia dbały hydrolaty i woda termalna. Zwłaszcza hydrolat jaśminowy Your Natural Side będzie mi się kojarzyć z latem 2018 ;)
Świetnie odświeżał, zapewniał delikatny zapach oraz niesamowicie koił podrażnienia. I mimo, ze zapach jaśminu kojarzy mi się z Tunezją to w Grecji i Hiszpanii też się sprawdzi ;p Chyba skuszę się na większą buteleczkę ;)

Jeśli chodzi o pielęgnację to świetnie spisał się u mnie krem, a właściwie próbki kremu Atenecur firmy BartFan
Z działania kremu byłam tak zadowolona, że w mojej kosmetyczce już jest pełnowymiarowe opakowanie i na pewno pojawi się na jego temat osobna recenzja, bo warto powiedzieć o nim więcej ;)

W tym poście muszę wspomnieć o złuszczającej masce do stóp L'biotica, która sprawiła, że moje stopy na urlopie były bezproblemowe i pięknie prezentowały się w sandałkach, japonkach a także solo na plaży i basenie ;)
Są to najlepsze skarpetki złuszczające jakie miałam. Co prawda efekt pojawił się u mnie dopiero po ok 8 dniach, a największe złuszczenie było ok 10 dnia, ale za to później przez ponad 2 tygodnie cieszyłam się stópkami jak od noworodka ;)

I tak prezentują się moi wakacyjni ulubieńcy ?
Znacie któryś z wymienionych produktów ?
A jakie kosmetyki u Was sprawdzają się najlepiej latem ? ;>

Depilacja laserowa - moje wrażenia po ostatnim zabiegu z serii

20 sierpnia 2018 spełniłam jedno ze swoich kosmetycznych marzeń - tego dnia odbył się ostatni zabieg depilacji laserowej. W sumie w ciągu ostatnich 13 miesięcy miałam 9 zabiegów depilacji laserowej. Wrażenia z pierwszego zabiegu, jak się do niego przygotować oraz jakie są przeciwwskazania do depilacji laserowej opisałam rok temu w relacji z pierwszej wizyty <klik>
Zabiegi odbywały się w salonie depilacja.pl w Katowicach.  
Częstość zabiegów wynosiła ok 5/6 tygodni, tylko raz musiałam przenieść zabieg z powodu choroby i przyjmowania antybiotyków.

Zdecydowałam się na depilację laserową pach oraz depilację laserową łydek. Dzisiaj opowiem Wam jakie są efekty 9 zabiegów oraz jak dokładnie wygląda zabieg depilacji laserowej na tych obszarach.
Do dyspozycji są 2 głowice: duża i mała. Początkowo używa się jedynie dużej, a małą dopracowuje się obszary gdzie duża głowica ze względu na wielkość nie daje rady np. okolice kostek czy paluch u stóp.
Początkowo depilacja laserowa w ogóle mnie nie bolała. Ba! śmiało mogę powiedzieć, że zabieg dużą głowicą był przyjemny - delikatne ciepło, zasysanie i wibracja mnie relaksowały. Z każdym zabiegiem moc była większa więc i doznania mocniejsze. Odczuwać zabieg zaczęłam dopiero ok 6 zabiegu. Cztery ostatnie były dość mocne i ze względu na moje oporne włoski przeprowadzone małą głowicą co sprawiało, że zabieg był już bardziej odczuwalny, a momentami nawet bolesny. Swoje robiła też temperatura, bo im cieplej tym mocniej odczuwamy strzały lasera. Dlatego też moim zdaniem najlepiej kończyć zabieg nie latem, ale zimą!
Jakie są efekty po 13 miesiącach regularnych wizyt w salonie depilacja.pl ? Dobre, ale spodziewałam się lepszych. 

Jeśli chodzi o depilację laserową pach to jestem zadowolona tak w 60%. Niestety nadal mam miejsca gdzie włoski odrastają, co prawda są jaśniejsze, cieńsze i mniej widoczne, ale są. Ja je widzę i co jakiś czas muszę użyć golarki.
 Owszem na urlopie nie musiałam się tym martwić, bo włoski bardziej widoczne są po ok 2 /3 tygodniach jednak sam fakt, że są powoduje u mnie dyskomfort. Od ostatniego zabiegu mija dzisiaj 8 dni i już włoski są na tyle dla mnie widoczne, że muszę się ich pozbyć ;/

Depilacja laserowa łydek wypadła lepiej. Już po ok 5 zabiegu miałam spokój z goleniem. Skóra jest pozornie gładka, bez widocznych - czarnych kropek jednak pojawia się delikatny meszek w niektórych miejscach (zwłaszcza przy kości), który owszem nie rzuca się w oczy, ale jest wyczuwalny pod palcami.

Mimo wszystko i tak jest zdecydowanie lepiej niż przed rozpoczęciem serii, a zabieg depilacji laserowej mogę uznać za jednego z ulubieńców tegorocznych wakacji i nie tylko ( o innych przeczytacie w piątek;)). Widocznie moje włoski tak mnie lubią, że nie chcą się ze mną rozstać ;p Co prawda efekt nie jest u mnie w 100% zadowalający, ale mimo wszystko cieszę się, że miałam okazję z niego skorzystać i mogę go Wam polecić zwłaszcza jeśli macie mocne, ciemne i grube włoski - wtedy na pewno będziecie bardziej zadowolone niż ja ;)

Co myślicie o depilacji laserowej ? Miałyście okazję skorzystać z takich zabiegów ? Jak efekty ?

I na koniec niespodzianka dla Was ;)
Na hasło KAPRYSEK możecie skorzystać z 20% zniżki na wszystkie pakiety i/lub 50% zniżki na pierwszy zabieg (w cenie 89 zł)!
Świetna oferta, prawda ?

Żeby skorzystać z kodu promocyjnego należy go podać konsultantce podczas telefonicznej rezerwacji ( nr infolinii 22 699 96 00) wizyty, która odbędzie się w dowolnym salonie w Polsce. Podczas tej rozmowy dowiecie się wszystkich najważniejszych informacji oraz ustalony zostanie dokładny termin zabiegu.

Serdecznie Was zachęcam do skorzystania z promocji i pozbycia się lub zredukowania owłosienia na ciele ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...