Pomadka Pierre Rene Royal Mat Lipstick nr 20 Soft Mulberry

Pomadek do ust nigdy za wiele. 
Moja kolekcja jest spora, ale że kolor ust dobieram do nastroju ( a jak wiecie jestem bardzo kapryśna i miewam humorki) to ilość szminek musi być spora ;) Jedną z nowszych jest Pomadka Royal Mat Lipstick z Pierre Rene
Spośród chyba 20 odcieni najbardziej do gustu przypadł mi kolor nr 20 soft Mulberr, który jest pięknym brudnym różem z domieszką fuksji.
Jest to wyraźny kolor, który na pewno nie skusi osoby lubiące usta w odcieniach nude. Jednak ja lubię siebie w mocniejszych kolorach dlatego dla mnie ten kolor jest bardzo dzienny - idealny do pracy, ale też na większe wyjścia ;)
Sami zobaczcie jaki to piękny kolor i jak cudownie prezentuje się na ustach
Tutaj warto też wspomnieć o opakowaniu, które jest bardzo eleganckie i zamykane na magnes. Tak!Tak! lubimy to ;)
I mimo, że za firmą Pierre Rene nie przepadam to ta pomadka nie ma wad. Poza przepięknym opakowaniem, cudownym kolorem to jeszcze są to pomadki trwałe o przyjemnej i komfortowej formule.

 Nie są to typowo matowe pomadki. Jak wspomina producent wykończenie jest matowo-satynowe i faktycznie tak jest. Bazę pomadki stanowi olej rycynowe więc pomadka fajnie nawilża usta, nie wysusza ich. Nie jest to też pomadka zastygająca także nie ściąga ust,ale mimo wszystko jest trwała. Wytrzyma nawet picie kawy. U mnie na ustach utrzymuje się ok 5 godzin i później delikatnie, ale równomiernie się zjada Nie zbiera się też w kącikach i nie migruje poza kontur ust! Jak dla mnie ma same pozytywy i szczerze Wam te pomadki polecam tym bardziej, że ich cena jakaś wygórowana nie jest. 
Jak Wam się podoba odcień soft mulberry ?
Kusi mnie jeszcze kilka odcieni i coś czuję, że gdy tylko będą w promocyjnej cenie to skuszę się na nr 05 - dusty cedar, 19 - full of cherry i 31 - fashion city ;)

Tlenowy Rozświetlający krem - żel pod oczy O2skin

Tlenowe kosmetyki to coś nowego na polskim rynku kosmetycznym i na pewno nie wszyscy jeszcze o nich słyszeli. Polska firma o2skin postanowiła wykorzystać w kosmetykach technologię tlenową dzięki czemu wszystkie substancje aktywne znajdujące się w kosmetyku działają jeszcze lepiej, bo jak twierdzi producent przenikają głębiej. Z produktami marki O2skin miałam okazję poznać się już na marcowym spotkaniu blogerek Meet Bloggers oraz na IV edycji Meet Beauty. Opowiem Wam dzisiaj o pierwszym kosmetyku, którym jest tlenowo-rozświetlający krem-żel pod oczy O2skin
Jest to kosmetyk dość kontrowersyjny i na blogach zdania na temat działania tego kremu są bardzo podzielone. W sumie albo konsumentki są zachwycone, albo rozczarowane. Producent obiecuje wiele:
Jeśli chodzi o zawartość tlenu to jest ona bardzo duża, bo mamy go tutaj aż 30% przy czym takie stężenie jest przez ok pierwsze 2 tygodnie później trochę spada do ok 20% co i tak jest sporą zawartością. Skład kremu jest bogaty, ale konsystencja mimo wszystko jest lekka i nietłusta.
Wizualnie kosmetyki O2skin prezentują się pięknie-elegancko i profesjonalnie. Szata graficzna jest minimalistyczna, ale jednocześnie bardzo kobieca. Krem pod oczy posiada pompkę, co wiadomo każda z nas lubi. 

Ale teraz najważniejsze działanie! 

I tutaj w moim przypadku już tak pięknie nie jest. Po pierwsze krem podczas aplikacji niesamowicie piecze i szczypie. Jeśli stosujecie kwasy w gabinecie kosmetycznym to będziecie wiedzieć o czym mówię. Nałożenie kremu pod oczy wywołuje identyczne odczucia, co miłe i przyjemne nie jest. Moja skóra staje się delikatnie zaczerwieniona, co prawda oczy nie łzawią, ale dyskomfort jest i to nie przez minutę, a przez ponad 5 minut;/ Co ciekawe nakładałam ten krem też na całą twarz i calutka buzia piekła i szczypał ;/ Producent twierdzi, że z czasem te "niemiłe doznania" stają się mniej odczuwalne, a po ok tygodniu zanikają. No niestety u mnie przez ponad 2 miesiące cały czas odczucie było mocne ;/ I może jeszcze jakby ten krem działał cuda to bym to przeżyła, ale niestety u mnie nie zdziałał za wiele. Nie zauważyłam żadnego spektakularnego, a nawet przeciętnego nawilżenia czy odżywienia. Cienie jak były tak są i nic w tej kwestii się nie zmieniła (nawet delikatnego rozjaśnienia nie był). 

Moja mama też wypróbowała ten krem, ale przez to silne mrowienie nie była w stanie używać go dłużej niż tydzień ;(

A, że krem jest wydajny i w słoiczku jeszcze dość sporo go zostało (ok 1/2) postanowiłam zrobić z niego olejowe serum. Dodałam do niego żel aloesowy, trochę kw. hialuronowego, olej jojoba, olej marakuja oraz olej aloesowy i w tej formie nakładałam go na skórę. Co prawda twarz nadal mrowił, ale już nie tak jak przedtem. Co do działania to było lepiej - skóra była uspokojona, nawilżona, odżywiona i zregenerowana, ale to bardziej działanie dodanych składników niż tego kremu. Krem pod oczy o2skin skończyłam, ale na pewno do niego nie wrócę w przeciwieństwie do nawilżającego serum tej marki, które warto poznać, ale o tym opowiem Wam w osobnej recenzji ;)

Dajcie znać czy znacie tlenowe kosmetyki i co o nich sądzicie. 

Ekotyki - Targi kosmetyków Naturalnych Katowice 26.05.2018

Już w najbliższą sobotę - 26.05.2018 w Katowicach po raz pierwszy odbędą się Ekotyki, czyli Targi kosmetyków Naturalnych

Takie wydarzenie to prawdziwy raj dla fanek kosmetyków o dobrych, naturalnych składach. No przecież nie może mnie tam zabraknąć! Tym bardziej, że (i tutaj się pochwalę) mój blog jest jednym z patronów medialnych tego kosmetycznego wydarzenia. Tak! Tak! taki fejm ;p 
Impreza odbędzie się w katowickiej Galerii Szyb Wilson. To tam spotka się 70 wystawców i ponad 100 marek o dobrych, przyjaznych skórze składach. 
Sami zobaczcie kto tam będzie ;)
1. Achae
2. Aquafarina Fermenti
3. Asoa
4. Auna
5. Balja
7. Bioana
17. Derma & Ginger Organic
19. Earthnicity Minerals & BioAgadir
20. Ecolore
21. eFiore
29. Iossi
30. Kej
33. La-Le
36. Ma.Chon
51. Ozonfix
52. Piteraq
55. Ringana
56. Runo
58. Såpe
61. Senkara
65. Sylveco & Biolaven & Vianek


No RAJ! NATURALNY RAJ! KOSMETYCZNY RAJ ;) 

Jest tutaj wiele firm -malutkich rodzinnych manufaktur-, o których wcześniej nie słyszałam. Dlatego też już zapoznałam się z ich ofertą (co i wam radzę) i zrobiłam niemałą listę zakupów ;p
Więcej szczegółów odnoście targów organizator ujawnia na wydarzeniu Ekotyki na FB  zajrzyjcie tam koniecznie i zobaczcie co ciekawego będzie się działo w sobotę 26.05.2018 od 11:00 do 18:00

Gwarantuję świetną zabawę, same dobre kosmetyki, liczne rabaty, próbki i prezenty, a także możliwość rozmowy z ekspertami fitokosmetyki oraz poznanie kilku fajnych blogerek ;)

Kto będzie ? ;>

Rimmel Lasting Finish Breathable SPF 20 nr 103 True Ivory

Z podkładami Rimmel nie znam się zbyt dobrze. Bardzo lubiłam wersję Wake Me Up <recenzja Rimmel Wake Me Up> za to z klasyczną wersją Lasting Finish się nie polubiłam. A jak sprawdził się u mnie nowy  podkład Rimmel Lasting Finish Breathable tego dzisiaj się dowiecie ;)
Gdy podkład pojawił się na polskim rynku blogosfera trochę oszalała. Początkowo spotkałam się z samymi pozytywnymi recenzjami (obecnie zdania odnośnie tego podkładu są bardzo podzielone).
Nie wiem na ile "te pierwsze" były prawdziwe i szczere ... niestety coraz częściej topowe blogerki za kilka stówek napiszą co zachce producent ;/ 
Ale jako podkładomaniaczka wiedziałam,że na pewno z tym podkładem się poznam. Z pomocą przyszła promocja w Rossmannie i tak oto stałam się posiadaczką oddychającego (jak to brzmi ;p) podkładu Rimmel Lasting Finish Breathable w kolorze 103 True Ivory
Co do kolorów to wybór jest słaby; 6 odcieni niekoniecznie dobrze dopasowanych do słowiańskiej urody ;/ Ja zdecydowałam się na nr 103, bo jest jednym z jaśniejszych i nie aż tak różowym. W porównaniu do Catrice wydaje się jednak ciemny i różowy, ale na skórze wygląda zupełnie inaczej. 

Na mojej twarzy wygląda jaśniej niż najjaśniejszy Catrice HD Liquid Coverage, bo bardzo fajnie się dopasowuje do naturalnego koloru skóry i co ważne nie ciemnieje w ciągu dnia! A niestety Catrice ostatnio u mnie ciemnieje (i to bardzo) i po kilku godzinach wpada w pomarańcz ;/ Producent na opakowaniu obiecuje niewiele. Wspomina tylko, że podkład ma ultralekką formułę, zapewnia długotrwałe krycie, efekt naturalnej i nieskazitelnej cery.
A! i, że przed użyciem należy buteleczkę wstrząsnąć! ;p
Czym się wyróżnia ten podkład ? Na pewno aplikatorem
Wygląda jak z korektora i w sumie poza rozmiarem niczym się nie różni ;p  Nie powiem - takie mizianie jest bardzo przyjemne choć może nie do końca higieniczne. Tak jak wspomina producent podkład ma bardzo lekką konsystencję, jest wodnisty, ale przyjemnie się go aplikuje. Krycie ma średnie - jak dla mnie wystarczające. Można je budować, ale 2 lub 3 warstwy nie wyglądają już tak naturalnie i świeżo jak jedna. Podkład po kilku minutach delikatnie zastyga i daje lekko satynowe wykończenie. 

Moim zdaniem na twarzy wygląda bardzo dobrze - świeżo i naturalnie. U mnie delikatnie się wyświeca po ok 5 godzinach, ale nie jest to taki mocny, tłusty błysk tylko taki mocniejszy glow, który mi nie przeszkadza.
 Co ważne nie ciemnieje w ciągu dnia i mimo wodnistej - lekkiej konsystencji jest dość trwały. Dużym plusem jest także SPF 20, a także fakt, że podkład nie zapycha i nie pogarsza stanu cery.

Jak dla mnie jest to bardzo przyjemny podkład, który stosuję z przyjemnością codziennie rano. Sprawdza się!!! daje efekt naturalnej - lepszej skóry i sprawia, że z przyjemnością zerkam w lustro w ciągu dnia ;)

Miałyście okazję poznać ten podkład ?
Bardzo jestem ciekawa co o nim sądzicie ;)

Termissa woda termalna z Podhala

O kosmetykach Termissa dowiedziałam się stosunkowo niedawno. Wcześniej nawet nie miałam pojęcia, że mamy naszą Polską wodę termalną z Podhala
Woda termalna to jak dla mnie idealny produkt na lato. Jednak w tym roku kwiecień był, a maj jest na tyle ciepłym miesiącem, że woda termalna z Podhala w użyciu była już wiosną i niestety powoli się kończy. Woda termalna z Podhala wg producenta  posiada wyjątkowe właściwości pielęgnacyjne i antyoksydacyjne. Koi, nawilża, łagodzi podrażnienia
Ja używałam jej w celu odświeżenia twarzy w ciągu dnia - zwłaszcza po pracy,a  także spryskiwałam nią twarz wieczorem przed aplikacją serum olejowego.
Największym zaskoczeniem dla mnie jest zapach tej wody - pachnie mi ona trochę plastikiem, trochę apteką. Nie wiem, czy ma ona mieć taki zapach, czy to tylko mój egzemplarz tak ma. Czy zauważyłam w działaniu coś wyjątkowego ? Szczerze przyznam, że nie. Owszem woda termalna przynosi odświeżenie i chwilowe nawilżenie. Ładnie koi podrażnienia i świetnie sprawdza się pod oleje (bo jak wiemy oleje nakłada się na wilgotną skórę).

 Mimo dziwnego zapachu lubiłam ją używać, ale niczego spektakularnego nie zauważyłam - szczerze przyznam, że nawet na takie działanie nie liczyłam. Wody termalne w mojej pielęgnacji służą głównie do odświeżenia cery w ciepłe dni, pomagają podczas noszenia maseczek glinkowych, przynoszą ukojenie po kąpielach słonecznych (nie zawsze planowanych), a także ściągają nadmierną pudrowość tzw. maskę z podkładów. I do tego woda termalna z Pohala Termissa sprawdza się świetnie. Nie wiem gdzie kosmetyki Termissa dostępne są stacjonarnie. Ja się z nimi nie spotkałam, ale w internecie znajdziecie je na pewno. Cena takiej wody termalnej to niecałe 20 zł. Mam jeszcze w zapasach krem do rąk tej marki (o którym na pewno przeczytacie), a ciekawi mnie żel do mycia twarzy, krem antytrądzikowy i balsam antycellulitowy ;p 

Dajcie znać czy miałyście jakiś kosmetyk Termissa, a jeśli tak to jak się u Was sprawdził ?;>

Bell Peach Nail Serum

Na moich paznokciach najczęściej goszczą hybrydy. Jednak co jakiś czas robię sobie przerwę od manicure hybrydowego i regeneruję pazurki za pomocą przeróżnych odżywek. Ostatnio bardzo polubiłam produkty do paznokci marki Bell dostępne w szafie w Biedronce.

Po zdjęciu hybryd płytka paznokcia jest trochę nierówna i haczy dlatego peeling do paznokci i skórek Nail Scrub sprawdza się wyjątkowo dobrze ;)
Zazwyczaj używałam do tego peelingów do ciała, ale taki z pędzelkiem jest równie przyjemny i łatwy w stosowaniu ;)
Jako, że hybrydy najczęściej ściągam wieczorem to po peelingu aplikuję olejek. Oliwka 2-fazowa o zapachu mango nie tylko ładnie wygląda i pięknie pachnie, ale też bardzo fajnie odżywia pazurki. Na następny dzień aplikuję odżywkę albo serum. To brzoskwiniowe serum Bell na pazurkach wygląda przepięknie
Wystarczą 2 warstwy żeby pazurki wyglądały elegancko. Bo tak wyglądają, prawda? Serum ładnie regeneruje płytkę, odżywia ją, delikatnie rozjaśnia i jedyny jego minus, że szybko się ściera zwłaszcza jeśli pracujemy w rękawiczkach i mamy do czynienia z przeróżnymi płynami do dezynfekcji ;/

W ofercie firmy jest jeszcze wysuszacz do lakieru Express nail dry i nabłyszczający Top coat, który sprawia, że zwykły lakier mieni się jak hybryda!
Shiny Top coat nakładałam nawet na hybrydy gdy po kilkunastu dniach traciły intensywny blask lub gdy ratowałam hybrydy przed Meet Beauty  brokatowymi lakierami Bell w celu ukrycia odrostu ;p
Uważam, że Bell ma fajne te biedronkowe produkty do paznokci i szczerze je Wam polecam tym bardziej, że ceny są bardzo znośne

TRESemme Biotin+Repair 7 profesjonalne kosmetyki do włosów

W kwietniu w Rossmannie pojawiły się nowe - profesjonalne produkty do włosów TRESemme. Ja miałam okazję poznać się z serią Biotin Repair 7
Są to amerykańskie kosmetyki do profesjonalnej pielęgnacji włosów w domowym zaciszu. Seria Biotin Repair ma chronić włosy przed uszkodzeniami i zapewniać im odbudowę oraz dobry wygląd. Do testów otrzymałam szampon, odżywkę i maskę - kosmetyki z biotyną .

Z całej trójki moje włosy najbardziej polubiły się z szamponem 
Szampon poza tym, że ma włosy oczyszczać, ma także chronić je przed suszeniem, czesaniem, prostowaniem i innymi uszkadzającymi zabiegami. Mimo, że szampon jest perlisty nie wywołał u mnie łupieżu, co jak wiecie niestety bardzo często się zdarza ;/
Szampon bardzo dobrze się pieni, pięknie pachnie. Zapach ma ekskluzywny, charakterystyczny do profesjonalnych kosmetyków. Włosy po umyciu są miękkie, elastyczne, wygładzone i  niesamowicie błyszczące. Moje nie potrzebują już odżywki. Sam szampon bardzo dobrze dyscyplinuje włosy jednak nie mogę go używać codziennie, bo jest to szampon z tych dociążających i jako, że włosy myję codziennie to po 3 razie nie wyglądają już tak dobrze.

Mimo wszystko lubię się z nim i co kilka myć chętnie po niego sięgam.

Odbudowująca odżywka przy włosach suchych i bardzo zniszczonych na pewno lepiej się sprawdza niż przy moich chyba nie najgorszych kosmykach
U mnie ona za bardzo obciąża włosy ;/ w ogóle z ilością trzeba uważać i to bardzo! I co mnie zaskoczyło po jej zmyciu moje włosy tracą blask - są matowe, oklapnięte i takie bez życia. Zdecydowanie kosmetyk nie dla mnie.

Maska TRESemme Biotin + Repair 7 moim zdaniem jest lżejsza niż odżywka z tej serii. Naprawdę! ;)
Jej zadaniem jest odbudowa zniszczonych kosmyków i zapobieganie rozdwajaniu końcówek. Jak dla mnie maska lepiej się sprawdza niż odżywka, bo po zmyciu włosy są odżywione, nawilżone, ale przy tym lekkie, elastyczne i błyszczące. Jednak maski do włosów to nie są moje ulubione kosmetyki, bo nie mam na nie czasu. Niestety. Włosy myję rano i używam kosmetyków, które sprawią, że moje włosy będą pięknie wyglądać w max 5 minut.

Dlatego odżywkę i maskę oddałam Kasi glowliestyle oraz odlałam jej połowę szamponu, bo otrzymałam dużą- 400ml butlę i wiem, że sama jej nie zużyję tym bardziej, że w zapasach mam jeszcze z 13 szamponów ;p

Mam nadzieję, że u Kasi odżywka wypadnie lepiej niż u mnie, bo jej włosy są po większych przejściach i na pewno bardziej zniszczone niż moje ;p 
Prawda Kasiu ?;>

Zmysłowy pachnący duet dla dwojga od Le Petit Marseillais : Granat oraz czerwona pomarańcza z szafranem

Zmysłowy duet ... dla niej i dla niego... 
Czyż to nie brzmi kusząco ? ;> Le Petit Marseillais stworzyło 2 nowe zapachy.
Dla niej śródziemnomorski granat, dla niego połączenie czerwonej pomarańczy z szafranem.  Dzięki dwóm nowym zapachom LPM wieczorne kąpiele mogą być jeszcze przyjemniejsze ;)

Wersja dla kobiet, czyli słodki, kuszący granat znajduje się w łososiowej (tak! jest taki kolor), prostokątnej buteleczce. Bardzo podobają mi się opakowania żeli Le Petit Marseillais są proste, ale niebanalne.
Opis producenta jak chyba na każdym żelu LPM przywołuje piękny obraz Prowansji. Co do zapachu to mam mieszane uczucia, bo owszem zapach jest ciekawy - niespotykany - ma w sobie coś zaskakującego, ale czy pachnie on granatem ? Dla mnie nie. Akurat na granatach się znam (i to nie dlatego, że jestem wybuchowa) i jak dla mnie są one owszem słodkie, ale lekko kwaskowate. W tym żelu tej nuty nie ma. 
Zapach jest lekko egzotyczny, na pewno wakacyjny i słoneczny, ale brakuje mi w nim charakteru. Skład  typowo drogeryjny, ale ja się nie czepiam wspomniany ekstrakt z grantu jest ;)
Żel sprawdza się i pod prysznic i do kąpieli. Daje kremową pianę, która otula ciało, dobrze oczyszcza, a nie wysusza, podrażnia czy ściąga skórę. 
Jestem na tak.

I choć lubię ten  żel to wersję męską z czerwoną pomarańczą i szafranem lubię bardziej ;) Z czego niekoniecznie zadowolony jest "ten ktoś" ;p 
Zapach wersji męskiej jest jak dla mnie wyraźniejszy i ma to "coś". 
Połączenie czerwonej pomarańczy z szafranem dodaje kąpieli pikanterii i przywołuje piękne wspomnienia ...
Jest to ciepły, lekko pikantny i orientalny zapach, ale jednocześni delikatny i otulający. Magiczny! 
Składowo żel wypada ok podobnie jak wersja dla niej daje dużo piany, fajnie oczyszcza, nie podrażnia, ale włosów i twarzy nim nie myłam to się nie wypowiem. Lubię go i to bardzo, i na pewno poznam inne męskie wersje zapachowe ;) Bo dlaczego nie ;p 

Jeśli podobnie jak ja (tzn.my) lubicie pięknie pachnące i dające dużo piany żele pod prysznic koniecznie wypróbujcie nowe produkty Le Petit Marseillais ... nie pożałujecie zwłaszcza we wspólnej kąpieli ;p 

Na koniec pokażę Wam ślubowanie ambasadorki, które moim zdaniem powinna sobie złożyć każda kobieta ;)
Cieszcie się drobnymi, miłymi rzeczami, czerpcie z życia co najlepsze, dbajcie o zdrowie, ciało, duszę, uśmiechajcie się choćby same do siebie i zawsze miejcie czas dla siebie i swoich bliskich ;) A dobre samopoczucie i dobry humor nigdy Was nie opuszczą ;)

Lekki mus do ciała Nivea Mousse

Fajnie jest być przyjaciółką Nivea. Dzięki temu mam okazję nie tylko poznać nowości marki, ale także przetestować je zanim pojawią się w drogeriach ;)
Tak było z nowymi musami do pielęgnacji ciała Nivea Mousse
Do wyboru są 2 wersje zapachowe: ogórek i herbata matcha oraz dzika malina i biała herbata. Oba musy przeznaczone są do skór suchych i mają  błyskawicznie się wchłaniać oraz zapewnić intensywne nawilżenie.

Zapachy są dość delikatne i powiem szczerze, że nie czuję ani maliny, ani ogórka. Jednak są to przyjemne wonie, które co prawda na skórze długo się nie utrzymują, ale umilają aplikację. Jak dla mnie wersja z zielonym ogórkiem jest świeższa i bardziej wiosenna

Za to wersja malinowa jest słodsza i jak dla mnie bardziej wakacyjna. Bardzo podoba mi się opakowanie i szata graficzna tych musów. Na pewno wyróżniają się na sklepowej półce i kuszą do zabrania do domu ;)
Jeśli chodzi o konsystencję to jest ona typowo musowa - lekka i delikatna niczym chmurka. Bardzo fajnie się rozprowadza i już chwilkę po aplikacji się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Co prawda skład jest bardzo przeciętny, ale skóra jest przyjemnie wygładzona, uelastyczniona i napięta.
Uważam, że na lato są to bardzo dobre, lekkie kosmetyki choć przy skórach bardzo suchych lub podrażnionych mogą być niewystarczające

Jednak dla takich normalnych skór będą idealne i na pewno polubią się z tymi musami nawet osoby, które nie lubią balsamowania. Zapewniam, że rozprowadzanie delikatnego musu przynosi więcej radości niż tradycyjne balsamowanie ;)

Nivea mousse dostaniecie w większości drogerii, w Rossmannie są na pewno, a zapach możecie poznać po opakowaniu tzn. po potarciu opakowania 

Dajcie znać czy miałyście okazję już poznać te nowości od Nivea i jeśli tak to co o nich myślicie ? ;)

Bell Let's talk about trend perfect powder i anti-dark eye concealer

Puder i korektor to chyba obowiązkowe wyposażenie każdej kobiecej kosmetyczki. Dzisiaj opowiem Wam o takim duecie - idealnym duecie od Bell
Te dwa kosmetyki Bell z limitowanej edycji Let's talk about trend dostępnej w biedronce najbardziej mnie interesowały. 
Czym zachwyciły mnie oba produkty ? przede wszystkim kolorem. Są to piękne, jasne żółtki, których niestety tak mało w drogeriach!
Matujący puder do twarzy w odcieniu nr 1 banana story to jeden z lepszych pudrów jakie miałam
Nie dość, że kolor  jasny to jeszcze na twarzy wygląda bardzo dobrze. Świetnie matuje na wiele godzin, nie ciastkuje, nie zbiera się w załamaniach i co najlepsze przepięknie wygładza twarz. A! i jeszcze pachnie! tak ten puder pachnie;)
Jest jasny i może trochę rozjaśniać podkład, co dla mnie akurat jest dużym plusem ;) Z przyjemnością używam go każdego dnia, choć najbardziej lubię nakładać go po ok 5 godzinach od nałożenia makijażu - wtedy nadaje takiego świeższego wyglądu ;) Jak dla mnie jest to puder na 5+

Podobnie zresztą ja korektor na cienie pod oczami ;)
Z korektorami pod oczy to ja mam duży problem, bo zazwyczaj nie kryją, a tylko zbierają się i bardziej podkreślają podkówki ;/ 
Początkowo wydawało mi się, że korektor jest za żółty i za suchy i, że niekoniecznie będę się w nim dobrze czuć, ale o dziwo bardzo ładnie się wtapia  w cienką skórę i dobrze radzi sobie z moimi cieniami, a nie podkreśla doliny łez. Nie zbiera się też w kącikach i nie wchodzi w załamania powieki. Nakładam go też na górną powiekę w celu wyrównania koloru i bardzo ładnie zastyga nie tworząc smug ;)  Jednym słowem świetny jest ;) I szczerze Wam oba produkty polecam, bo jeszcze w szafach Bell, w biedronkach są.

A tak wygląda mój makijaż wykonany kosmetykami Bell z serii Let's talk about trend. Na ustach metaliczna pomadka nr 03, o której wspominałam Wam niedawno - Bell pomadki metaliczne - na rzęsach tusz, o którym też napiszę za kilka dni, a na twarzy nowy - oddychający podkład Rimmel o którym też na pewno przeczytacie na blogu, bo warto się z nim poznać ;)

Skusicie się na ten puder i korektor od Bell ?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...