Wodny krem do rąk Boom De Ah Dah water drop Gardenia

Kremy do rąk idą u mnie jak woda. Ale kremu, który po rozprowadzeniu zmienia się w wodę jeszcze nie miałam. 
Poznajcie wodny krem do rąk Boom De Ah Dah water drop Gardenia
Jest to kosmetyk koreański, który dostaniecie w sklepie JJ Korean Beauty. Ja z kosmetykami koreańskimi mam bardzo małe doświadczenie i przyznam szczerze, że co prawda ich kremy BB mnie kuszą, ale jakoś mam pewne obawy przed ich stosowaniem. Na opakowaniu zbyt wiele informacji o kremie nie ma
Na stronie sklepu znajdziemy więcej obietnic. Skład tego kremu nie zachwyca i wiem, że w rossmannie znajdę kremy z lepszym składem (i w niższej cenie)
Opakowanie kremu jest trochę inne i bardzo minimalne. Podoba mi się, ale wiadomo, że nie to jest w kremie najważniejsze ;)
 Bo najważniejsze jest działanie, a działanie tego kremu jest przeciętne i jak dla mnie pozorne. Jest to krem o niesamowicie lekkiej - faktycznie wodnej konsystencji. Po aplikacji krem rozprowadza się niczym woda i wchłania błyskawicznie nie pozostawiając żadnego klejące czy chociażby satynowego filmu. Do stosowania w ciągu dnia, w podróży czy pracy jest dobry, ale niestety jego działanie jest bardzo przeciętne
Krem moim zdaniem jedyne co robi to bardzo dobrze wygładza skórę i pozornie ją nawilża. Po zastosowaniu dłonie są niesamowicie miękkie (przez pewien czas) i gładkie, jaśniejsze oraz delikatnie, bardzo delikatnie nawilżone. Na pewno nie jest to krem do stosowania na noc czy przy bardzo wymagających dłoniach. Na narty też go nie polecam. Latem lepiej się sprawdzi ;) W sumie ten krem jeśli chodzi o pielęgnacje niewiele robi, a swoje kosztuje (ok 14 zł). 
Ma co prawda przyjemny -kwiatowy zapach i dobrze wygładza skórę jednak dla mnie to stanowczo za mało. Cieszę się, że dane mi było poznać ten krem, ale na pewno nie skuszę się na kolejną tubkę.

Co myślicie o koreańskich kosmetykach ? Znacie ten krem do rąk ?

Ulubieńcy 2017

Rok powoli się kończy ... I bardzo dobrze, bo 2017 był dla mnie ciężkim rokiem. Jednak blogowo nie mogę narzekać. Nadal piszę (może nie tak często jak kiedyś), nadal testuję i wiem, że są osoby które lubią mnie i mojego bloga ;p
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o moich kosmetycznych ulubieńcach mijającego roku. Zainteresowanych zapraszam na 

Mimo, że ten rok był  ciężkim i jednym z gorszych w moim życiu to ... właśnie w 2017 zaczęłam spełniać jedno z moich największych kosmetycznych marzeń jakim jest, a właściwie była depilacja laserowa

O mojej pierwszej wizycie w katowickim salonie depilacja.pl pisałam Wam kilka tygodni temu <relacja klik>. Obecnie jestem po 3 zabiegach i efekty zwłaszcza na łydkach zachwycają ;) Pod pachami jest trochę gorzej, ale liczę, że po każdym kolejnym zabiegu będzie lepiej. Jeśli marzycie o gładkiej skórze przez długi czas to zamiast kolejnej paletki cieni albo boxa z niepotrzebnymi kosmetykami zafundujcie sobie serię zabiegów laserowych. 

W tym roku regularnie wykonywałam manicure hybrydowy. Robię go sama w domu i po przetestowaniu wielu hybryd śmiem stwierdzić, że najlepsze są hybrydy NeoNail

A ich hybrydy termiczne to zdecydowanie moi faworyci. W tym roku najczęściej gościł u mnie odcień Cuba Libre oraz Twisted pink.
A więcej o hybrydach NeoNail przeczytacie w styczniu w osobnym wpisie, na który już dzisiaj serdecznie zapraszam ;)

W pielęgnacji nadal stawiam na kosmetyki naturalne i półprodukty. 
Oleje odgrywają bardzo ważną rolę w mojej wieczornej pielęgnacji. W tym roku moim ulubionym olejem był/ jest olej żurawinowy, o którym pisałam Wam ostatnio <recenzja klik>
Ale oprócz tego oleju zachwycił mnie żel aloesowy Holika Holika <recenzja klik>, który śmiało można nazwać pielęgnacyjnym cudem.
jest to cudowny produkt, który szczerze polecam. Ja już mam kolejną zieloną buteleczkę w zapasach ;)

Esencja z Bielendy <recenzja klik> to zarówno moje tegoroczne odkrycie jak i wielka miłość. To nie jest zwykły tonik. To coś znacznie lepszego!

To takie wodne serum, które faktycznie poprawia stan i wygląd skóry, a do tego jest proste w aplikacji i co najważniejsze nie kosztuje fortuny ;)

Od kilku lat jestem fanką mydła dziegciowego i w tym roku też zużyłam chyba z 3 kostki. Najbardziej lubię duże rosyjskie mydło dziegciowe Nevskaya Kosmetika <recenzja klik>, ale te z Vespera <recenzja klik> oraz Vis Plantis <klik> też bardzo dobrze się sprawdzają ;) 


Jeśli chodzi o włosy to moim najlepszym szamponem w 2017 był szampon oczyszczający Tea Tree special od Paul Mitchell <recenzja klik>
Świetny szampon do kapryśnych włosów i wymagającej skóry głowy. Kolejna buteleczka czeka w zapasach ;)

Co do odżywek do włosów to w tym roku najlepsza była bazyliowa Basil Element <recenzja klik> od Elfa Pharm. W sumie to chyba najlepsza odżywka jaką miałam w moim życiu. I co najważniejsze mogą używać codziennie ;)

Jeśli chodzi o pielęgnację ciała to balsamem nr 1 był kokosowy balsam Palmer's <recenzja klik>

a do mycia najlepsza była pianka głęboko odżywiająca Dove <recenzja klik>

W makijażu królował i nadal króluje podkład Catrice HD Liquid Coverage <recenzja klik>. Obecnie mam 3 buteleczkę i mimo, że poznałam kilka fajnych podkładów to Catrice jest tym najlepszym ;)

Jeśli chodzi o pomadki to mam wiele ulubionych i trudno mi wybrać tylko jedną. Chociaż kupiłam już 2 matową kredkę do ust Golden Rose Matte Lipstick Crayon nr 11 <recenzja klik>, a to chyba o czymś świadczy;p 


To tacy moi ulubieni ulubieńcy, do których na pewno będę wracać w nowym - lepszym roku ;)

A jacy są/byli Wasi ulubieńcy w tym roku ?;>


Olej z żurawiny wieloowocowej

Olej żurawinowy to zdecydowanie mój grudniowy ulubieniec pielęgnacyjny. 

Jest to olej, który sprawdzi się przy każdym typie cery. 
Za cudowne właściwości nawilżające pokochają go cery suche, za niesamowite łagodzenie podrażnień zachwyci osoby z AZS, łuszczycą i trądzikiem, za działanie antybakteryjne i zmniejszające wydzielanie sebum  wpisze się na stałe w pielęgnację cer tłustych, mieszanych i trądzikowych, a za wzmocnienie naczynek oraz silne działanie antyoksydacyjne będzie super sprawdzać się u osób z cerą naczyniową oraz u cer dojrzałych. 
Jest to fenomenalny olej, który jako jedyny ma zrównoważoną proporcję NNKT dzięki czemu niesamowicie regeneruje skórę, odbudowuje struktury cementu międzykomórkowego, łagodzi wszelkie uszkodzenia, podrażnienia, a także wymiata wolne rodniki i opóźnia procesy starzenia.
Ja miałam okazję poznać wiele olei, ale ten jest wyjątkowy, a jego działanie zachwyca od pierwszego użycia. Pomocny jest zwłaszcza teraz gdy pogoda nie sprzyja mojej cerze. Silny wiatr, przymrozki spowodowały, że przeziębiłam skórę i nic jej nie pomagało. Cera była przesuszona, łuszczyła się, pękała i była niesamowicie wrażliwa. Ten olej przyniósł natychmiastowe ukojenie i przywrócił cerze równowagę. Dzięki niemu nie mam już też problemów z odwodnieniem cery, a był to mój duży problem ponieważ w pracy mam niesamowicie sucho i cera na tym bardzo cierpiała. Olej żurawinowy pomaga również podczas kuracji z kwasami. Cera już po pierwszym użyciu staje się jaśniejsza, bardziej nawilżona, elastyczna, ukojona i wygląda na zdrową i wypoczętą. Przez to, że olej żurawinowy jest olejem lekkim i szybko się wchłania polubi go każdy - nawet osoby nie przekonane do naturalnych olei. Polecam go na każdy problem skóry zamiast kremu nocnego choć sprawdzi się też pod makijaż. Ja jestem nim oczarowana i zdecydowanie jest to moje odkrycie pielęgnacyjne nie tylko listopada i grudnia, ale i całego roku ;)

Jeśli lubicie oleje albo macie duże problemy z cerą koniecznie poznajcie się z olejem żurawinowym. Gwarantuję 100% zadowolenie ;)

Spokojnych Świąt ...

Zbliża się ten czas w roku kiedy zwalniamy, pragniemy spokoju, chcemy pobyć z najbliższymi. Czas kiedy króluje życzliwość, radość i uśmiech. Oczywiście każdego dopada lekka nostalgia, tęsknota za nieobecnymi, a także delikatna niepewność co przyniesie nowy rok ...

Tegoroczne Święta mimo, że wyczekiwane nie mają już tej magii co kiedyś. Ten rok był ciężkim, nawet bardzo ciężkim rokiem i szczerze przyznam, że czekam na jego koniec. Nie wiem dlaczego, ale w tym roku nie porwała mnie atmosfera świąt. Owszem mieszkanko mam przystrojone, pyszności upieczone, najbliższe dni spędzę w spokoju, w rodzinnym gronie jednak ... to już nie jest to co kiedyś.

Jednak chcę Wam i sobie życzyć, aby te grudniowe święta były spokojne, radosne, żeby wszystkie nieporozumienia się wyjaśniły, żeby nic nie zaprzątało Waszej główki. Wypocznijcie! nie myślcie o pracy, kredytach! Niech to będzie czas dla Was,dla Waszych najbliższych. 

Niech to będzie dobry czas...

Blogmas2017 #4 kosmetyki Avon edycja świąteczna

Zimowe wersje kosmetyków kuszą mnie zawsze najbardziej. A świąteczne  zapachy zwłaszcza produktów kąpielowych co roku lądują w mojej łazience. W tym roku skusiłam się na 3 żele (płyny) pod prysznic i do kąpieli Avon
Dla mnie zima, a zwłaszcza czas świąt pachnie aromatem jabłka z cynamonem. Nic więc dziwnego, że uroczy pingwinek o tym zapachu trafił na moją wannę ;)
Opakowanie jest urocze i chyba to jedyna zaleta tego płynu/ żelu pod prysznic i do kąpieli ;/ W opakowaniu zapach jeszcze jest w miarę ok choć bardziej tutaj czuję jabłko. Zdecydowanie brakuje mi cynamonu. Konsystencja tego żelu jest bardzo gęsta, a otwór dość mały i jeszcze z zabezpieczeniem, a że plastik twardy to wydobycie tego żelu z opakowania jest prawie niemożliwe. Ja pozbyłam się zabezpieczenia, a i tak produkt wylewa się bardzo, bardzo wolno i wręcz muszę nim wstrząsać żeby cokolwiek trafiło do wanny pod strumień wody ;/
Żel daje sporo piany i lekko barwi wodę na różowo. Niestety zapachu nie daje w ogóle ;( W kontakcie z wodą niknie całkowicie ;/ Jest to moje bardzo duże rozczarowanie ponieważ liczyłam na bosko pachnące kąpiele, a dostałam jedynie ładne opakowanie i przeciętną pianę ;/

Kolejnym żelem stojącym na mojej wannie jest zimowy żel z edycji limitowanej Avon Senses Winter treasure
Żel, który pachnie maliną i wanilią gości u mnie pierwszy raz.
Przyznam szczerze, że malina nigdy nie kojarzyła mi się ze świętami, ale połączenie jej z otulającą, ciepłą wanilią mogło zmienić moje nastawienie.
Jak dla mnie ten żel pachnie jak malinowy Reed's.... 
Czy to dobrze, czy źle to już musicie sami określić. Przecież nie każdy preferuje kąpiele o zapachu piwa smakowego .. 
Producent za wiele nie obiecuje jedynie wspomina, że ten żel jest nawilżający. No jak dla mnie nie jest zwłaszcza patrząc na skład ...
Ale krzywdy nie robi, bo dobrze oczyszcza, ale trochę przesusza skórę. Zapach niestety też jest bardzo subtelny choć wypada trochę lepiej niż pingwinek.
Jednak liczyłam na intensywniejszy i mimo wszystko bardziej świąteczny zapach. Znam żele Avon i wiem, że co niektóre mają piękne, intensywne zapachy. No niestety ten do nich nie należy ;(

I ostatni zimowy żel marki Avon jaki posiadam jest z serii Naturals Body Care i jest to wersja żurawionowo - cynamonowa
Cynamon kocham, żurawinę bardzo lubię więc to połączenie wydawało się interesujące. I takie też jest chociaż zapach nie przypomina ani żurawiny,ani cynamonu ;p  Ten żel pachnie słodko, ale ma lekko ostrą nutę. Jest przyjemny. Dobrze się pieni, ładnie oczyszcza, zapach ma delikatny, ale wyczuwalny. Jednak mimo wszystko też liczyłam na coś lepszego ...

Niestety wersje świątecznych zapachów Avon w kosmetykach do kąpieli mocno mnie rozczarowały i już raczej nie skuszę się na nie ponownie, a i w przyszłym roku nie planuję (jak na razie) ich zakupu tym bardziej, że ceny wcale jakieś atrakcyjne nie są: pingwinek o poj. 250 ml kosztuje 7 zł, duży żel 10 zł i z tego co pamiętam żurawina z cynamonem, też coś ok 7 zł kosztowała ;/

Dajcie znać czy znacie te kosmetyki i jakie zapachy królują w waszych wannach (czy pod prysznicem) w tym świątecznym czasie ;)

Hybrydy MylaQ

O hybrydach MylaQ pierwszy raz usłyszałam na targach kosmetycznych w Katowicach <relacja klik>. A dzięki spotkaniu blogerek, które odbyło się podczas tych targów mam możliwość poznać te nowe hybrydy osobiście

Każda uczestniczka spotkaniu otrzymała bazę, kolor i top. Ja otrzymałam kolor nr 062 My Kylie Thing, który okazał się klasycznym nudziakiem
Buteleczki hybryd MylaQ prezentują się bardzo dziewczęco. Mają fajną czarną buteleczkę z różową, metaliczną zakrętką (metaliczne kolory są obecnie bardzo na czasie), a ich pojemność to 5 ml
 Baza MylaQ jest żelowa i bardzo dobrze się ją rozprowadza. Bardzo ładnie można nią stworzyć kształt paznokcia (coś na kształt krzywej C), a nie rozlewa się na skórki i nie spływa. Konsystencja jest idealna, a zapach owszem charakterystyczny, ale nie drażniący jak chociażby w hybrydach Semilac
Do tego smukły, dobrze wyprofilowany pędzelek za pomocą którego aplikacja nie stwarza żadnych problemów nawet przy wąskich (jak moje) paznokciach ;)

Kolor 062 MylaQ to jak już wspominałam klasyczny, beżowy nudziak. Szkoda, że na 68 kolorów trafił mi się akurat kolor cielisty, który owszem prezentuje się bardzo elegancko i wielu osobom się podoba jednak ja wolę pazurki w mocniejszych odcieniach.
Konsystencja koloru 062 - My Kylie Thing  jest dość kremowa i gęsta. Trochę przypomina mi konsystencję hybryd Indigo, która nie do końca mi odpowiada. Jednak MylaQ o wiele lepiej się rozprowadza, ma idealną pigmentację przez co nie tworzy prześwitów, nie smuży i nie bąbelkuje. Jak dla mnie bardzo na plus. Mając ten kolor na pazurkach usłyszałam wiele komplementów. Mimo, że ja sama nie jestem przekonana do kawy z mlekiem na pazurkach to widać, że ogólnie kolor bardzo się podoba. Moja mama zażyczyła go sobie na święta, ale chyba tak się nie stanie bo dla mniej w tym roku wybrałam inny - bordowy kolor. Jednak na pewno znajdą się dziewczyny dla których ten kolor będzie iście świąteczny ;)

Top MylaQ również ma bardzo fajną żelową konsystencję, ale bardziej płynną niż baza. Jednak nakłada się go również bez problemu i fajnie, bo trudno nim zalać skórki ;) No chyba że się nie uważa i robi mani na szybko ;p 
Podczas utwardzania jedynie top lekko piekł, ale było to chwilowe i mniej odczuwalne niż w przypadku topów Semilac czy Indigo ;)

Przez prawie 20 dni cieszyłam się idealnym manicure. Zero odprysków, zadarć czy czegokolwiek. Jedynie co było widoczne to odrost ;p 

Zdejmowanie hybryd MylaQ  jest standardowe. Ja usunęłam je tak jak zazwyczaj ściągam hybrydy <recenzja klik> czyli najpierw spiłowałam top, a potem zrobiłam sobie kosmiczne pazurki z acetonem. Po 10 minutach resztki hybrydy usunęłam kopytkiem. Pazurki nie były zniszczone, przepiłowane, przesuszone czy z defektami.

Uważam, że hybrydy MylaQ są godne poznania i warte polecenia. Do wyboru jest ponad 60 przeróżnych odcieni więc na pewno nie jedna buteleczka Was zauroczy. Cenowo hybrydy te wypadają dobrze, bo zarówno kolor jak i top z bazą kosztuje 19,99 zł. Obecnie można kupić zestaw startowy wraz z lampą za 149 zł. A szczegóły znajdziecie na stronie producenta na którą Was zapraszam ;)
 Dajcie znać czy znacie hybrydy MylaQ i który kolor jest Waszym ulubionym ;)

Naturalny olejek do masażu Sezmar professional Snow Flowers

O tym, że każda pora roku pachnie inaczej już Wam kiedyś pisałam. Wyznaję zasadę, że każdy dzień ma swój aromat. Święta Bożego Narodzenia mają zapach cynamonu, grudzień pachnie mi jabłkiem z cynamonem, a zapach gaszonej świecy nawet w sierpniu kojarzy mi się z Wigilią ... A jak pachnie zima ? Bardzo dobrze ten zapach wg mnie oddaje woń wosku Yankee Candle Icicles, który kojarzy mi się z mroźną styczniową wycieczką do lasu ;)

Zapach zimy to również zapach naturalnego olejku do masażu Snow Flowers
 Zapach jest delikatny, czysty, mroźny ale kwiatowy. Bardzo oryginalny i niespotykany. Trudno mi go przyrównać do czegokolwiek. Kojarzy mi się z zimą - mroźnym, słonecznym dniem z czasów dzieciństwa. Jest to cudowna woń, która co najlepsze utrzymuje się na skórze bardzo długo!

Ogromna - 500ml biała butla z szarymi opisami posiada pompkę dzięki której dozowanie olejku jest bezproblemowe.

A działanie tego kosmetyku jest bardzo, bardzo dobre. Niby jest to olej do masażu i wierzcie mi fantastycznie się do tego nadaje, ale sprawdza się też jako balsam po kąpieli ponieważ jest to lekki olejek, który bardzo dobrze i stosunkowo szybko się wchłania pozostawiając satynowe wykończenie i niesamowicie nawilżoną, odżywioną i elastyczną skórę. W składzie znajdziemy same oleje oraz ekstrakty. Skład jest bajeczny!
Jednak na stronie producenta jest on trochę inny. Bazę stanowi olej z pestek winogron, następnie mamy olej migdałowy, ekstrakt z imbira, ekstrakt z irysa florenckiego oraz masło kakaowe.

Co jest dziwne ja tutaj w ogóle nie czuję imbiru, irys może i tak, ale imbir absolutnie nie jest wyczuwalny. Olejek ten bardzo fajnie ujędrnia skórę dlatego z przyjemnością masuję nim brzuszek, uda i biust. Nadaje się też do rąk, bo rewelacyjnie odżywia i regeneruję. Osoby lubiące olejować włosy pewnie też go docenią ;) Ja jestem zachwycona nie tylko boskim zapachem, ale także rewelacyjnym działaniem pielęgnującym. A masaż przy użyciu tego olejku to czysta rozkosz .. ;) Zapewnienia producenta mają pokrycie w rzeczywistości

Nie wiem czy znacie naturalne kosmetyki hristina, które pochodzą z Czech ? Dla mnie to była nowa marka, ale jak się okazało ich kosmetyki mają cudowne składy, a ceny wcale nie są wygórowane. Zachęcam Was do zajrzenia na stronę producenta gdzie znajdziecie masę kosmetyków o bardzo dobrych składach i mało spotykanych zapachach ;)

Bazyliowa odżywka wzmacniająca do włosów Basil Element

Bardzo, bardzo rzadko (a jak mam być szczera to jeszcze nigdy) zdarza się żeby jakaś odżywka spodobała się moim włosom na tyle, że mogłabym stosować ją codziennie. Ale stał się cud! Znalazła się jedna taka odżywka, którą moje włosy pokochały na tyle, że chcą i mogą ją mieć codziennie. A tą odżywką jest bazyliowa odżywka wzmacniająca Basil Element Vis Planstis
Proste opakowanie z pompką (za to duży plus) mieści się w kartonowym opakowaniu, które niestety gdzieś mi się zapodziało. Z tego co pamiętam na kartoniku znajdowały się wszelkie zapewnienia producenta, skład i rozpisane substancje czynne. Co obiecuje producent ? 
 W sumie głównie wzmocnienie. Jednak dla mnie ta odżywka to idealny kosmetyk pielęgnacyjny do wybrednych włosów, które myje się codziennie. Tak codziennie! Bo ja włosy myję codziennie, ale do tej pory odżywki używałam  sporadycznie. Z tej serii miałam już szampon Basi Element <recenzja klik> i byłam z niego zadowolona. Odżywka też bardzo przypadła moi włosom do gustu. Bardzo! Po pierwsze nie obciąża włosów, a sprawia, że są sypkie, podniesione, elastyczne. Po drugie nie puszą się i nie elektryzują, a ja zimą mam z tym duży problem. Po trzecie są lśniące, pięknie pachną i są dłużej świeże. A po czwarte najważniejsze  - ta odżywka sprawia, że włosy szybciej suszy się suszarką! ja dzięki niej mam 10 minut dodatkowego spania. Tak! Włosy suszą się w mig i wyglądają pięknie calutki dzień. Jednym słowem odżywka ideał ;)
Skład też jest ok. Nawet bardzo ok ;)

Ogólnie odżywka fantastycznie się sprawdza na moich kapryśnych włosach mimo, że nie trzymam jej tak jak zaleca producent na skórze głowy przez 5 minut. Nakładam ją od ucha i w sumie po minucie spłukuję. Co do wzmocnienia włosów to u mnie tego nie będzie, ale jeśli chodzi o optymalne nawilżenie i ogólnie o wygląd włosów to jestem jak najbardziej na tak ;) A za to, że przyspiesza suszenie włosów dostaje 6 z gwiazdką ;)

Odżywkę kupicie on-line np. w sklepie producenta lub w drogeriach typu rossmann czy natura. Cena to ok 20/30 zł (w zależności od promocji) za 300 ml dobrego kosmetyku do włosów nawet kapryśnych i krnąbrnych ;)

Szczerze polecam ;)

Blogmas2017 #3 Grudniowe przyjemności...

Grudzień to dla mnie magiczny czas... 
Uwielbiam okres przedświąteczny i już od kilku lat mój grudzień jest spokojny, nostalgiczny, bardzo domowy, wypełniony zapachami i przygotowaniami do świąt. Jednak przygotowania do świąt z każdym rokiem są inne. Już nie szaleję tak jak kiedyś z porządkami. Już wiem, że święta odbędą się nawet jeśli nie mam szafek wypucowanych na błysk. Owszem umyję okna, posprzątam i udekoruję mieszkanko - bo uwielbiam wszelkie dekoracje świąteczne. 

A także upiekę kilka ciast oraz moje ulubione ciasteczka czekoladowe <klik>

ale nie będę szaleć i zarywać nocy. Stawiam na świąteczny minimalizm <klik> ;p Za to nie ograniczam sobie Grudniowych przyjemności

I to o nich dzisiaj Wam opowiem. 

Moją największą grudniową przyjemnością są wieczory w blasku świec.  
 Najlepiej zapachowych ;)

A jakie zapachy najbardziej lubię w grudniu ? o tym już Wam pisałam tutaj klik;)
Wieczór bez herbaty to wieczór stracony. Obowiązkowo każdy wieczór spędzam z herbatą - najlepiej korzenną lub czarną aromatyzowaną. Winem, rumem czy likierem nie pogardzę, ale że mi nie wolno to sama herbata wystarczy

A jak świece i herbata to musi też być film najlepiej o tematyce świątecznej ;) Moje ulubione filmy świąteczne znajdziecie tutaj - klik ;)

Jednak zanim rozgoszczę się w łóżeczku z herbatką, świeczkami i puszczę film biorę długą, gorącą kąpiel z pianką. Najlepiej z wykorzystaniem zimowych lub świątecznych kosmetyków

A w tle słucham świąteczne piosenki z RMFświęta ;) A jakie są moje ulubione, świąteczne piosenki ? O tym też już Wam pisałam tutaj ;)

Do grudniowych przyjemności zaliczam również spotkania z fajnymi osobami. I mimo, że uwielbiam spędzać czas w domu - jak przystało na prawdziwego raczka jestem typowym domatorem, to jednak od czasu do czasu lubię wyjść z ludźmi do ludzi i przyjemnie spędzić wieczór w miłej knajpce ;)

Zazwyczaj zakupy też są przyjemne choć mój portfel ma inne zdanie na ten temat ;p Za to oczy są zachwycone blaskiem światełek oraz sklepowych dekoracji ;) 

Po wizycie w centrum handlowym lub hipermarkecie jestem zmęczona, biedna, ale jednak zadowolona ;p  A na zmęczenie najlepsze jest dobre jedzenie ;p
Gotowane jabłka z cynamonem i cukrem pudrem, a  czasami z dodatkiem syropu klonowego to chyba moja ulubiona zimowa kolacja ;p

A w ciągu dnia też sobie sprawiam małe przyjemności. 

Pyszna kawa jak z kawiarni w ulubionym kubku to mój poranny rytuał ;) A to wszystko dzięki ekspresowi Cafissimo mini i kawie Tchibo, której smak i aromat docenią nawet najbardziej wybredni kawosze ;)

A do popołudniowej kawy musi być coś słodkiego ;p
Słodycze BartFan mają obniżoną kaloryczność, bo są na bazie fruktozy, ksylitolu i stewi. Ich marcepan, michałki z amarantusem a także orzechy laskowe z cynamonem to poezja smaku ;)

Koniecznie poszukajcie tych smakołyków w sklepach ze zdrową żywnością albo w aptekach ;) Ale żeby nie było, że ja tak tylko siedzę i jem to zimowy spacer z Messim to dla mnie też duża przyjemność, ale pod warunkiem, że jest śnieg.

A najlepiej dużo śniegu ;)

Tak więc moje grudniowe przyjemności to:
1. spokojne wieczory ze świecami, herbatką i lekkim oraz przyjemnym filmem.
2. gorąca, pachnąca kąpiel z pianką, podczas której słucham zimowych piosenek
3. Zakupy
4. Spotkania ze znajomymi w przytulnej knajpce
5. Pyszna kawa
6. Maszkety, czyli słodycze ;p
7. Zimowy spacer z Messim pod warunkiem, że jest śnieg ;p

Chętnie dowiem się jak Wy sobie urozmaicacie ten ostatni miesiąc w roku ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...