FOTOpaździernik 2016

Październik to długi  i bardzo kolorowy miesiąc. Jako,że kocham jesień, uwielbiam też październik. W ten ostatni październikowy dzień zapraszam Was na przegląd miesiąca, czyli na

Zepter Swisso Logical skincare dezodorant Fresh

Firma Zepter nadal większości kojarzy się z naczyniami. A oferta firmy jest o wiele bogatsza. Mało kto wie, że firma ma w swoim asortymencie kosmetyki. Ostatnio kosmetyczna rodzina Swiss Logical Zepter powiększyła się o dezodorant dla kobiet FRESH 
Jest to produkt hypoalergiczny, który ma zapewnić świeżość przez cały pracowity dzień. Producent zapewnia:
Zapach tego dezodorantu jest obłędny i jednocześnie niezapomniany. Znajdziemy tutaj nuty jabłka, róży i cynamonu. Szkoda, że nie możecie poczuć tego aromatu przez ekran monitora. Zapach jest delikatnie pudrowy, niesamowicie świeży i kobiecy. Zdecydowanie na pierwszym miejscu wyczuwam połączenie jabłka z różą. Zapach jednak nie jest mdły, ma w sobie to "coś", co sprawia, że wyróżnia się on na tle innych zapachów. Szczerze Wam powiem, że używając tego dezodorantu nie potrzeba użyć żadnych perfum ;)
Opakowanie jest poręczne, a aplikator działa bez zarzutu. Sprawia on, że produkt staje się suchą mgiełką, która nie brudzi ubrań i nie sprawia, że skóra pod pachami jest wilgotna. Jednocześnie zapewnia ochronę przy czym należy pamiętać, że jest do dezodorant, a nie antyperspirant. Moje prace są bardzo aktywna. Wbrew pozorom w laboratorium nie tylko się siedzi i spokojnie pracuje. Jako kosmetyczka mam bliski kontakt z ludźmi i tym bardziej nie mogę sobie pozwolić na niemiłe zapaszki. W sumie cały czas jestem w ruchu i ten dezodorant dobrze się sprawdził. Nie jakoś wybitnie, ale czułam się komfortowo przez cały dzień, a przepiękny zapach towarzyszył mi aż do kąpieli ;)
Nie wiem jak sprawdzi się u osób o nadmiernej potliwości, ale u mnie osoby bez tego problemu sprawdza się dobrze. Tak jak zapewnia producent jest to produkt łagodny, który nie podrażnia skóry i śmiało może być stosowany u osób o wrażliwej skórze oraz świeżo po depilacji. Jak dla mnie jest to produkt godny polecenia ! ;)

Zachęcam Was do odwiedzenia strony producenta i zapoznania się z ich ofertą kosmetyczną i nie tylko kosmetyczną ;) Znacie kosmetyki Zepter ? Miałyście okazję poznać przepiękny zapach opisanego dezodorantu ? ;>

Tradycyjny syberyjski szampon wzmacniający na cedrowym propolisie

Szampony wg receptury babuszki Agafii nigdy mnie nie interesowały. A to dlatego, że były to szampony o dobrych - naturalnych składach bez mocnych detergentów. I mimo, że dziewczyny czyt. blogerki były zachwycone ja wiedziałam, że nie są to szampony dla mnie, bo moje włosy bardzo lubię SLSy i SLESy
Jednak skusiłam się na wzmacniający szampon nr 1 na cedrowym propolisie ponieważ jak się okazał składy się nieco (nawet bardzo!) zmieniły i ten szampon już SLES posiada, co akurat dla mnie jest na plus ;p
Jest to szampon ziołowy, który ma włosy wzmacniać , przeciwdziałać wypadaniu i jednocześnie odżywiać.
Wg producenta jest to idealny szampon do włosów przetłuszczających  się, słabych i skłonnych do łupieżu
Szampon nie należy do gęstych, ma ciemny kolor, lekko żelową konsystencję i cudny ziołowy, ale delikatny zapach. Wydobywa się go przez poręczny i nie zacinający się aplikator ;)
Mimo, że szampon zawiera silniejszy detergent to wcale się mocno nie pieni przez co też nie grzeszy wydajnością. I mimo, że butelka zawiera 550 ml to nie nacieszycie się nim zbyt długo, zwłaszcza jeśli macie włosy długie i używacie go codziennie. Jeśli chodzi o działanie to bardzo ładnie włosy nabłyszcza, dodaje im objętości, ale jednoczenie nie puszą się. Faktycznie są wzmocnione i nie potrzebują odżywki. Sam szampon sprawia, że wyglądają zdrowo i przepięknie.

 Niestety używany codziennie sprawił, że pojawił się u mnie łupież, a przecież miał działać zupełnie odwrotnie ;/
Obecnie używam go co kilka dni, bo podobają mi się włosy po jego umyciu - są błyszczące, elastyczne, miękkie, sprężyste, uniesione ale jednoczenie ujarzmione ;) Jedynie ten powracający łupież sprawia, że nie mogę używać go codziennie. Szkoda! Wiem, że już na pewno nie kupię go ponownie i raczej inne szampony agafii też u mnie nie zagoszczą. Recenzowany szampon kupiłam w kosmetycznym outlecie za 6 zł (550ml!) Była to świetna cenowa okazja, ale z kolejnej nie skorzystam.

Znacie te szampony ?
czy Wasze włosy lubią się z naturalnymi kosmetykami ?



Mój demakijaż

Postanowiłam trochę urozmaicić blogowe treści o posty pielęgnacyjne. Zazwyczaj dzielę się z Wami opiniami o konkretnych kosmetykach czy to pielęgnacyjnych, czy kolorowych. W związku z tymi kosmetykami dostaję dużo pytań odnośnie mojej pielęgnacji czy makijażu. Dlatego raz na jakiś czas opowiem Wam o tym jak wygląda moja pielęgnacja. Dziś pierwszy takie post, czyli coś co w pielęgnacji jest najważniejsze... Mój demakijaż 
Mój demakijaż odkąd pamiętam zawsze był 2-etapowy. Najpierw za pomocą płynu micelarnego pozbywałam się pierwszej warstwy makijażu. Robiłam to za pomocą dłoni - bo szkoda mi było (i nadal jest) płatków kosmetycznych, których używam tylko do oczyszczania oczu. Rozprowadzałam micel, który następnie ściągałam używając chusteczki lub chusty kosmetycznej i następnie myłam buźkę żelem lub mydłem.

Obecnie mój demakijaż został troszkę zmodyfikowany, a stało się to za sprawą lipowego micela Sylveco <recenzja> który słabo radził sobie z oczyszczaniem ;/ 
W tej chwili demakijaż rozpoczynam od przetarcia twarzy chusteczką Make Up remover - robię to tylko dlatego, że w zapasach mam sporą ilość przeróżnych chusteczek i chcę je zużyć. Akurat te na zdjęciu są angielskie i są fatalne! podrażniają oczy, prawie nie ruszają podkładu, jedynie delikatnie zwilżają skórę.

Pierwszym krokiem mojego demakijażu jest nałożenie na twarz mojej autorskiej mieszanki olejowej, w skład której wchodzi  m.in trochę olejku Loton <recenzja>, olej z pestek arbuza <recenzja> i olej jojoba oraz kilka innych tajnych - olejowych składników. Odrobinę oleju rozcieram w dłoniach, a następnie rozprowadzam na  twarzy jest to niesamowicie przyjemne doznanie ;) Dzięki olejowi makijaż świetnie się rozpuszcza, a jednocześnie skóra się nie przesusza i nie jest podrażniona. Tym olejkiem nawet przecieram rzęsy dzięki czemu tusz znika błyskawicznie ;p 

Drugim krokiem jest nałożenie na ten olej płynu micelarnego (używam do tego również dłoni) i następnie za pomocą wacika lub chusteczki zmycie oleju i micelu wraz z makijażem z twarzy
Obecnie mam płyn micelarny Tołpa physio i mimo, że Tołpa nie jest wg mnie dobrą firmą (zbyt wiele ich kosmetyków nie rozczarowało) to muszę przyznać, że ten micel radzi sobie świetnie nawet solo bez olejków. Za pomocą micela oczyszczam również oczy i tutaj kolejny plus za szybki i bezbolesny demakijaż.

Ostatnim  - trzecim krokiem jest użycie żelu do mycia twarzy lub mydła.

Obecnie najczęściej do wieczornego oczyszczania używam naturalnych mydeł. Królują u mnie mydła Vespera, które są fantastyczne. O dziegciowym i mydle z czarnuszki pisałam  kilka dni temu <recenzja klik>

Dzięki tym 3 krokom (kiedyś 2) wiem, że moja skóra jest idealnie czysta, oddycha i jest przygotowana na kolejne kroki pielęgnacyjne (o których też Wam na pewno napiszę) ;) Tak kończę dzień, ale kolejny rozpoczynam również od oczyszczania ;p  Jednak moje poranne oczyszczanie już nie jest wieloetapowe. Ograniczam się do umycia twarzy żelem.
Moim najnowszym produktem do porannego oczyszczania jest siarkowy,  antybakteryjny żel BARWA (bardzo lubię tę serię i znów wróciłam do ich matującego kremu <recenzja>). Kto mnie zna albo czyta bloga regularnie wie, że bardzo lubię myć twarz płynami do higieny intymnej, akurat ten z LaciBios wcale nie przypadł mi do gustu, ale ogólnie takie płyny fajnie się u mnie sprawdzają. A gdy potrzebuję pobudzenia to rano buźkę myję wielozadaniowym żelem Oma Gertrude z eukaliptusem <recenzja klik> jest to kosmetyk, który sprawdzi się zarówno do mycia twarzy, ciała jak i włosów, a do tego ma bardzo przyjazny - naturalny skład ;)

Ale się napisałam. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i że ktoś z tych moich "rad" skorzysta. A jak wygląda Wasz demakijaż ? ;>

Eveline Cover Sensation

Podkłady w moim kosmetycznym życiu odgrywają bardzo ważną rolę. Mam ich dużo, bardzo dużo i na pewno w tej dziedzinie nie będę się ograniczać ;p Jednym z ostatnich zakupów (i to wcale nie z promocji rossmana) jest podkład kryjący Eveline Cover Sensation
Nie mam dobrych wspomnień jeśli chodzi o podkłady Eveline, ale ten był w wyjątkowo korzystnej cenie, w dodatku z opisu wynikało, że powinien być dla mnie idealny więc się skusiłam ;p
Według producenta jest to podkład długotrwały, który zapewnia mocne krycie, ale bez efektu maski. Idealnie dopasowuje się do cery, nie jest ciężki, daje kaszmirowe wykończenie. Dodatkowo wygładza, uelastycznia skórę oraz chroni ją przed czynnikami zewnętrznymi. 
Prawda, że opis kusi ? A jaka jest rzeczywistość ? 
Jest dobrze, ale bez efektu wow! 
Podkład znajduje się w szklanej buteleczce z pompką - duży plus.
Wybór kolorystyczny jest duży (chyba z 10 odcieni, ale pewności nie mam). Ja wybrałam nr 102 pastel, który jest jasnym beżem bez różowych tonów. Jak się okazało obecnie jest to dla mnie trochę za jasny kolor, ale powiem Wam, że w dziennym świetle ta różnica naprawdę jest subtelna.
Wydaje mi się, że bladziochy albo dziewczyny, które robią z siebie trupki na pewno będą zadowolone, bo naprawdę są dostępne bardzo jasne kolory.
Jest to bardzo kremowy podkład o gęstej i suchej konsystencji. Trochę tępy więc podczas aplikacji możemy się denerwować. Uważam, że najlepiej nakładać go palcami. Osobiście mieszam go z trochę lejącym satynowym podkładem AA Satin i ten duet na mojej twarzy wygląda zdecydowanie lepiej. Sam podkład Eveline dobrze kryje (choć niekoniecznie powiedziałabym, że jest to mocne krycie) daje nie do końca pełen mat, ale ładnie wygląda na mieszanej cerze jednak jak dla mnie wygląda za sucho ;/ Dlatego też wolę go pomieszać z bardziej płynnym fluidem (AA satin), który znów ma dość słabe krycie, ale fajne satynowe wykończenie. W ten sposób twarz wygląda bardzo dobrze przez cały dzień - niedoskonałości i zaczerwienienia są zatuszowane, twarz wygląda promiennie, ale nie jest przetłuszczona (nawet bez pudru). Podkład nie ciemnieje i jest tak jak zapewnia producent długotrwały. Jestem zadowolona, ale tak jak napisałam efektu wow nie ma i na pewno kolejnej buteleczki nie kupię (zarówno podkładu Eveline jak i AA). W promocji zapłaciłam za ten podkład 11 zł i uważam, że tyle jest wart. Na pewno nie polecam go w normalnej cenie ok 25 zł.

Znacie podkłady Eveline ? macie wśród nich swój ulubiony ?
Ja teraz poluję na nowy podkład catrice ;p 

Bielenda Carbo detox

Węgiel w mojej pielęgnacji nie jest nowością. Już dawno poznałam jego dobroczynny wpływ na cerę z niedoskonałościami. Bardzo lubię dodawać węgiel do maseczek glinkowych, albo solo nakładać go na twarz w formie maseczki. W końcu jestem dziewczyna ze śląska i mam tatusia górnika ;p Gdy Bielenda wypuściła na rynek nowe - węglowe maseczki Carbo Detox blogosfera oszalała
Mimo, że wolę sama sobie tworzyć maseczki to czasami skuszę się na gotowca. Maseczki Carbo detox to maseczki oczyszczające przeznaczone do  rodzajów cer: zielona do cery tłustej i mieszanej, niebieska - suchej i wrażliwej, a fioletowa do dojrzałej. Jak na razie przetestowałam 2 z nich (niebieską i zieloną) i moim zdaniem zbytnio się nie różnią ;/ 
Zielona ma nie tylko oczyszczać, ale także detoksykować, odświeżać i zwężać pory, a także zadziałać przeciwtrądzikowo. Cera po takiej maseczce ma być promienna, czysta, matowa, a pory zwężone.
Skład nie jest zły, ale zdecydowanie wolę sama wymieszać glinkę z węglem dodać hydrolat i ewentualnie jakiś olej
Nie są to złe maseczki i dla osób, które nie znają działania czystej glinki na pewno będą ok. Jednak dla mnie są bardzo przeciętne ;/
Cera owszem jest wygładzona, delikatnie oczyszczona, ale bez szału. Pory mają się tak jak miały, wydzielanie sebum też takie jak było. Zdecydowanie lepiej na mnie działa sama glinka wymieszana z węglem.
Zdecydowanie nie kupię tej maseczki ponownie, ale wydaje mi się, że każda z Was choć raz powinna się z nimi poznać. Cena nie jest zbyt wysoka - max zapłacicie za nią 3 zł,a  może u Was działanie będzie zadowalające. Jedynie przygotujcie się na szorowanie wanny, prysznica czy umywalki po zmyciu tej maseczki, bo wiadomo węgiel lubi być wszędzie ;p 

Używałyście już tych czarnych maseczek ?

Home Sweet Home

Jestem domatorką. Uwielbiam spędzać czas w swoim mieszkanku i z przyjemnością do niego wracam nawet po krótkich zakupach. W domku nigdy mi się nie nudzi i wolę tutaj spędzać czas niż gdzieś wyjść. Lubię też otaczać się pięknymi - przytulnymi zapachami. Dlatego też gdy w Intermarche zobaczyłam wosk Yankee Candle Home Sweet Home  bez zastanowienia wrzuciłam go do koszyka.
I nie żałuję, bo zapach jest taki jak lubię - ciepły, otulający, korzenny. Idealny na jesienno-zimowy czas. 
wyczuwam w nim cynamon, który przełamany jest delikatną kwaskowatą nutą jakby cytryny ? Świetnie wpisuje się w nasz wieczorny klimat:
Świeżo zaparzona herbatka (najlepiej cynamonowa Dilmah), domowe ciasto - szarlotka, świeczki i lampa solna dająca piękne, ciepłe światło, a do tego ulubiony serial lub film i ... nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba ;)
Zapach absolutnie nie jest drażniący czy duszący. Jest intensywny i długotrwały. Dla wielbicieli cynamonu i świątecznych zapachów idealny ;) Na pewno wosk ten zostanie ze mną na długo ;)

Home Sweet Home idealnie opisuje mój domek ;)

Vespera naturalne mydło dziegciowe

Mój demakijaż (o którym postaram się napisać więcej w przyszłym tygodniu) obecnie jest 3 etapowy i tym trzecim -ostatnim krokiem w oczyszczaniu cery jest umycie jej mydłem. Tak! dobrze czytacie. Do wieczornego oczyszczania cery poza micelem, olejami używam mydła. 

Moja cera jest kapryśna, wymagająca i podobnie jak ja wymaga specjalnego traktowania. Jednak mydła bardzo lubi i dlatego bardzo często w moich denka widzicie różnego rodzaju mydła naturalne. Obecnie używam Mydła Vespera i mam w sumie 4 różne rodzaje. Dziś opowiem Wam o zielonym mydle dziegciowym i niebieskim - czarnuszkowym. Oba bardzo lubię i dziegciowe zagościło u mnie już drugi raz.
Oba mydła przeznaczone są do pielęgnacji skóry całego ciała oraz cery z niedoskonałościami. Z mydłem dziegciowym znam się już dawno i uwielbiam jego zapach. Wręcz mogę napisać, że jestem od tego ciężkiego, dymnego, a jednoczenie niesamowicie leśnego i naturalnego zapachu uzależniona. Ubóstwiam!
Dla mnie mycie twarzy tym mydłem to sama przyjemność. I to nie tylko zapachowa. Działanie również oceniam na 5+ ponieważ mydło doskonale oczyszcza skórę, a jej nie przesusza. Radzi sobie z stanami zapalnymi i znacząco poprawia stan skóry. Pory są zredukowane, zaskórników jest mniej. Aż się czuje, że skóra jest czysta i gotowa na kolejne etapy pielęgnacji ;)
Mydło z czarnuszką jest już subtelniejsze w działaniu, ale nadal sprawdza się super przy cerze problematycznej.
Mydło ma również przyjemniejszy zapach  - bardziej mydlany, lekko kwiatowy. Ten zapach również mi się podoba, ale i tak dziegciowe jest dla mnie nr 1 ;) Działanie mydła z czarnuszką również oceniam wysoko. Skóra jest oczyszczona, zero podrażnień, wysuszenia, a wręcz przeciwnie mam wrażenie, że po umyciu jest delikatnie nawilżona ,gładka i miła w dotyku ;)

Oba warianty mydła Vespera przypadły mi do gusty i szczerze mogę je Wam polecić. Do dziegciowego będę regularnie wracać tym bardziej, że cena nie jest zbyt wygórowana. Za kostkę bardzo wydajnego mydła zapłaciłam 10 zł. W zapasach mam jeszcze wersję rokitnikową i propolisową ;) Na pewno w przyszłości o nich przeczytacie ;)

Znacie mydła Vespera ? Lubicie myć ciało i twarz mydłem w kostce, czy wolicie różnego rodzaju żele ? ;>

Oma Gertrude relaksujący żel z eukaliptusem i czarną borówką

Kosmetyki Agafii kojarzy chyba każda blogerka, a czy znacie kosmetyki wg receptury babci Gertrudy ? ;> Babcia Gertruda mieszka na południu Niemiec i tworzy naturalne kosmetyki ;) Przez czysty przypadek w maleńkim sklepiku (w Polsce) dojrzałam 3 żele pod prysznic oma Gertrude. Dzisiaj opowiem wam o relaksującym żelu pod prysznic z organicznym ekstraktem z czarnej borówki i eukaliptusem ;)
Bezbarwny, gęsty żel mieści się w dużej, ciemnej buteleczce z pompką. Wizualnie bardzo przypomina kosmetyki Insight ;p 
Pompka ? No kto nie lubi kosmetyków z pompką ? ;> 
Ta działa bez zarzutu!
Niby jest to żel pod prysznic jednak u mnie sprawdza się nie tylko do mycia ciała. Skład jest super dlatego bez obaw używam tego żelu zarówno do mycia ciała jak i twarzy, a także do włosów.
Tutaj opis producenta co prawda nie zgadza się ze względu na składniki. Coś się musiało pomylić i na kosmetyku eukaliptusowym jest opis żelu malinowego (o którym też na tym blogu usłyszycie albo raczej przeczytacie ;p).
Zapach jest niesamowicie naturalny, nie drażni nosa i oczu jest subtelny, ale taki świeży i ... relaksujący. Podczas choroby idealny! Żel ten zapewnia bardzo dobrą inhalację ;) Swoje zadanie jako kosmetyk myjący spełnia na 6 ;) fantastycznie oczyszcza i odświeża skórę, ale jej nie przesusza. Idealnie sprawdza się do porannego mycia twarzy ponieważ skórę myje i jednocześnie pobudza
Jako szampon również sprawdza się genialnie. Wiadomo, że ekstrakt z eukaliptusa działa przeciwzapalnie i przeciwgrzybiczo więc idealnie sprawdza się do włosów z tendencją do łupieżu i przetłuszczania. Zaś ekstrakt z czarnej borówki odżywia, detoksykuje i działa antyoksydacyjnie. Włosy po umyciu są uniesione, elastyczne, gładkie, miękkie  i niesamowicie błyszczące. Naprawdę żel ten sprawia, że zarówno moje włosy jak i cera są zadowolone, zdrowe i promienne. Szok! Tyle dobroci w dużej ilości (500ml), z dobrym składem, w rewelacyjnej cenie. Możecie nie wierzyć, ale ten żel kosztował mnie niecałe 8 zł. Okazja roku, prawda ? Mam jeszcze 2 inne żele i na pewno będę polować na kolejne kosmetyki babci Gertrudy, a wiem, że oma  ma ich sporo ;)

Jestem bardzo ciekawa, czy kiedyś spotkaliście się z tymi w 98% naturalnymi, niemieckimi kosmetykami ?

Olej Kalahari, czyli olej z pestek arbuza Your Natural Side

Moja olejowa przygoda trwa już chyba z 3 lata. Cały czas poznaję nowe oleje i chyba życia mi nie starczy żeby poznać wszystkie. Co prawda mam swoje sprawdzone oleje takie jak jojoba <recenzja>,  z uczepu trójlistkowego <recenzja>, olej z czarnuszki <klik>, olej z nasion ogórka <recenzja> czy sacha inchi <recenzja> do których wracam co jakiś czas jednak ciągle kuszą mnie nowe. Obecnie moim nowo poznanym olejem jest olej z pestek arbuza Your Natural Side
Olej ten nadaje się w sumie do każdej cery. Zarówno cery dojrzałe jak i łojotokowe mogą ten olej stosować. Jest to olej z rodzaju tych lżejszych, który ładnie się wchłania i nie pozostawia bardzo tłustego filmu. Owszem delikatna, satynowa powłoczka zostaje, ale nie jest ona drażniąca. Olej z pestek arbuza jest bezzapachowy więc jego używanie nie drażni wrażliwego nosa. Arbuzowy olej ma za zadanie nawilżyć skórę, odżywić ją i zapobiec starzeniu
I faktycznie wszystkie te rzeczy robi. Bardzo ładnie nawilża choć cery suche mogą nie być do końca zadowolone. Olej ten jest świetny do cer mieszanych, tłustych i trądzikowych. Rewelacyjnie radzi sobie z niedoskonałościami, koi skórę, łagodzi podrażnienia. Olej ten używam na noc zamiast kremu nocnego. Dodałam go również do mojego olejowego mazidełka, które stosuję podczas demakijażu. Sprawdza się świetnie. Zmywa makijaż nie podrażniając skóry, a także sprawia, że jest ona niesamowicie gładka, ujędrniona i elastyczna. Do tego nie zapycha, a radzi sobie z podrażnieniami i niedoskonałościami.
Jest to bardzo dobry olej, kolejny który mogę polecić ;) Jego cena patrząc na właściwości i wydajność wcale nie jest wygórowana. W sklepie zielarskim zapłaciłam za niego ok 35 zł.
 Z ciekawostek mogę Wam napisać, że olej z pestek arbuza znany jest także jako olej Ootanga albo olej kalahari (cudna nazwa).

Ten olej sprawił, że z przyjemnością poznam inne oleje jak i glinki czy hydrolaty firmy Your Natural Side ;) Znacie ich produkty ?
Lubicie się z olejami ? ;>

Dove tonik oczyszczający

W  Polsce kosmetyki Dove kojarzą się głównie z mydłami, antyperspirantami, szamponami, żelami pod prysznic i balsamami. Jednak na zachodzie oferta firmy jest znacznie bogatsza. Na przykład  w niemieckiej drogerii można kupić tonik oczyszczający Dove
Cena nie jest zbyt wygórowana (zapłaciłam za ten tonik coś ok 5 zł) więc z ciekawości kupiłam i .... szału nie ma ;/ a wręcz przeciwnie. Tonik niesamowicie mnie rozczarował. Po pierwsze zapach. No nie mogę go znieść. Jest tak specyficzny i niepodobny do niczego co zna mój nos, że używanie go jest dla mnie torturą. Po drugie tonik ten pozostawia lepki film, który bardzo mi przeszkadza. Po trzecie ten płyn mam wrażenie, że nic nie robi. Zero odświeżenia, ukojenia, on nawet nie nadaje się do porannego oczyszczenia ;/  Skład co prawda wcale ciekawy nie jest i mogłam się spodziewać porażki, ale wiecie jak jest zawsze człowiek ma nadzieję ...
Tak więc jeśli kiedyś ta urocza, błękitna buteleczka stanie na waszej kosmetycznej drodze to nie dajcie się zauroczyć. 
Produkt nie wart zakupu ;/
Niestety ;/ 

Wet n Wild megalength waterproof mascara

Polubiłam kosmetyki Wet n Wild. Ich paleta do brwi <recenzja klik> jest cudna jednak moja przygoda z produktami WNW rozpoczęła się od wydłużającego tuszu do rzęs MegaLength waterproof mascara 
Producent obiecuje, że jedno pociągnięcie sprawi, że rzęsy staną się o 80% dłuższe. I ponoć to nie obietnica tylko  sama prawda ;)
Jak dla mnie jest to bardzo fajny tusz do codziennego użytku, niestety niekoniecznie jest wodoodporny. Szczoteczka wg mnie jest idealna. Silikonowa, smukła, nie za duża, dobrze wyprofilowana

Właśnie takie szczoteczki są idealne do długich rzęs, a moje rzęsy akurat nie należą do najkrótszych. Szczoteczka bardzo ładnie rzęsy rozdziela co dla mnie jest sprawą najważniejszą. 
Niestety na zdjęciach tego aż tak nie widać ;(
Rzęsy są rozdzielone, delikatnie pogrubione, lekko wydłużone. Do codziennego makijażu idealne. Jeśli chodzi o trwałość to nie jest źle, ale na pewno nie jest to mascara wodoodporna. Czasami zdarzyło się, że pod koniec dnia miałam delikatną pandę ;/ Z demakijażem też nie było zbyt dużego problemu. Lubię ten tusz i z chęcią poznam inne ich mascary. Produkty wet n wild dostępne są w drogeriach natura, a ich ceny są bardzo korzystne. Mascara kosztuje ok 13 zł, a ja kupiłam ją w promocyjnej cenie i zapłaciłam niecałe 10 zł ;) Jeśli lubicie dobrze rozczesane rzęsy to ta mascara sprawdzi się do tego idealnie ;)

La Rive Cute

Dla mnie każdy miesiąc ma swój niepowtarzalny aromat. Jestem z tych osób, które perfumy dobierają do pory roku i pogody. Wiosną i latem lubię otaczać się aromatami świeżymi, orzeźwiającymi jak np. Elizabeth Arden Green tea <recenzja>, zimą zaś wybieram zapachy otulające, nie za ciężkie, nie duszące. Dla mnie w okresie jesienno zimowy najlepszym zapachem jest woń białego piżma Tesori D'oriente white musk <klik> Jednak jest zapach, który dla mojego nosa jest odpowiedni zarówno latem jak i zimą. Zapachem tym jest klasyczna chloe chloe. Uwielbiam ten dziewczęcy, lekki ale delikatnie pudrowy, klasyczny aromat. Dziś jednak opowiem Wam o bardzo, bardzo tanim, polskim odpowiedniku 
Jak to się stało, że woda perfumowana La Rive Cute do mnie trafiła ?
Był to czysty przypadek. Dokładnie w dzień moich urodzin wcześnie rano musiałam iść na badania krwi. Niedaleko przychodni jest nowa biedronka więc po krwawych doznaniach postanowiłam kupić sobie świeże bułeczki na śniadanie. Przechadzając się alejkami biedronki (jakkolwiek dziwnie to brzmi) do moich nozdrzy dotarł znajomy, błogi zapach. Chwila zastanowienia i już wiedziałam, że któraś z klientek pachnie moim ukochanym zapachem. Jednak zapach co jakiś czas docierał do mojego noska mimo, że nie mijała mnie żadna klientka. Rozejrzałam się po sklepie i zauważyłam, że przy regale z artykułami tygodnia stoi pewna pani i wącha jakieś testery. Oczywiście musiałam sprawdzić co pachnie identycznie jak chloe i okazało się, że w koszyku są 2 zapachy La Rive. Najpierw powąchałam  niebieskie opakowanie, ale to nie były to (też ładne, coś jak morska bryza), następnie użyłam różowego testera i .... tak! to był ten zapach! ;)
Identyczny jak chloe! Wiem, że dla niektórych zapach ten jest mydlasty i bez wyrazu, jednak dla mnie jest to niesamowicie przyjemny aromat pudrowo-owocowy. Jest świeży, ale lekko pudrowy, ma w sobie "coś" co zostaje w zapachowej pamięci. Nawet się nie zastanawiałam i od razu kupiłam 2 opakowania. Tym bardziej, że cena była atrakcyjna. Buteleczka za 14,99 ;) Po 4 miesiącach mogę stwierdzić, że zapach jest naprawdę identyczny jak klasyczna chloe przy czym lepiej utrzymuje się na ubraniach (nawet kilka dni) niż na skórze. Nie ma też w sobie tej głębi, ale wiadomo, że woda za 15 zł nie może zastąpić perfum, które kosztują 300 zł
Mimo wszystko uważam, że La Rive Cute to piękny, dziewczęcy ale elegancki zapach, który jest niesamowicie podobny do kultowego chloe. Wyczuwam tutaj nuty frezji i jeszcze jakieś ogrodowe kwiaty (trudno mi określić jakie), ale jest też coś mocniejszego (ale nie duszącego), co sprawia, że zapach nie jest mdły i bez wyrazu. Nie drażni, po kilku godzinach nie zmienia się w śmierdziela, do tego jest trwały. Opakowanie jest urocze, a szklana buteleczka pięknie się prezentuje.

Bardzo się z tym zapachem polubiłam i coś czuję, że na 2 opakowaniach się nie skończy choć klasyczna chloe pewnie i tak pojawi się u mnie ponownie ;)




Wet N Wild paleta do brwi E 963 ash brown

Brwi to istotny element makijażu. Niekoniecznie muszą być perfekcyjnie wyrysowane, ważne żeby było je choć trochę widać. Wtedy cała twarz prezentuje się lepiej. Moje brwi z natury są jasne i niestety krótkie. 
Dlatego też bardzo lubię poznawać nowe produkty do stylizacji brwi. Od kilku miesięcy jestem oczarowana paletką do brwi nowej dla mnie firmy Wet N Wild
Moja paletka ma nr E963 ash brown, ale nie wiem czy dostępne są inne warianty kolorystyczne. Produkt kupiłam w drogerii Natura i wydaje mi się, że tylko te odcienie były dostępne. 
Jednak paluszka sobie uciąć nie dam ;p
Paletka składa się z dwóch cieni do brwi w chłodnej tonacji, wosku, który ujarzmia niesforne włoski i przedłuża trwałość oraz malutkiego, skośnego pędzelka i mini pęsetki.
W użyciu ten set jest bardzo łatwy. użycie cienia zdecydowanie jest dla mnie łatwiejsze niż malowanie brwi przy użyciu kredki. Nie potrafię posługiwać się kredką do brwi ;/  Jasnego cienia prawie w ogóle nie używam za to ciemny aplikuję codziennie od kilu miesięcy. Cień nakładam ściętym pędzlem do brwi w7 albo z Golden Rose. Cień jest bardzo dobry jakościowo. Nie osypuje się, ma rewelacyjną pigmentację więc uzupełni wszystkie ubytki. Jest też trwały nawet bez użycia wosku.
Moje brwi choć nie idealne bardzo ładnie ten set podkreśla, a kolor wg mnie będzie odpowiedni dla większości dziewczyn. Zestaw ten kupiłam w bardzo dobrej cenie - niecałe 11 zł w promocji (drogeria Natura) i polecam go każdej dziewczynie, która lubi szybko, ale skutecznie podkreślać swoje brwi. Jestem na tak i jutro wybieram się do Natury skorzystać z ich promocji, bo marka Wet N Wild zdecydowanie jest warta poznania. Mam od nich jeszcze tusz do rzęs, który bardzo ładnie podkreśla rzęsy (recenzja wkrótce), a kusi mnie ich podkład oraz coś do ust ;p 
Znacie kosmetyki kolorowe wet n wild ? Może mi coś polecicie ? ;> 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...