FOTOmaj 2016

Kończący się miesiąc był bardzo intensywny. Jeśli interesuje Was jak spędziłam maj zapraszam na zdjęciowe podsumowanie miesiąca ;)

Dotleniająco-nawilżająca maseczka enzymatyczna Bielenda professional formula

Maseczki do twarzy inne niż glinkowe rzadko u mnie goszczą. Jestem fanką naturalnych glinek, które bardzo często lądują na mojej twarzy w przeróżnym towarzystwie. Jednak od czasu do czasu skuszę się na gotową - drogeryjną maseczkę o działaniu innym niż oczyszczenie i detoksykacja.
Na Meet Beauty w paczce od Bielendy każda z nas znalazła saszetkę maski enzymatycznej o działaniu dotleniająco-nawilżającym
Jest to nowość firmy, którą już możecie dostać w drogeriach. Zadaniem tej maseczki jest rewitalizacja skóry, jej dotlenienie, głębokie nawilżenie, poprawa elastyczności i jędrności oraz dodanie blasku

Według producenta maseczka jest alternatywą dla profesjonalnych zabiegów kosmetycznych, ale absolutnie nie mogę się z tym zgodzić. Kremowa maseczka owszem ładnie odświeża skórę, delikatnie ją nawilża oraz wygładza jednak nie jest ona w stanie zastąpić żadnego zabiegu przeprowadzanego w gabinecie kosmetycznym.
  Skład maseczki nie jest zły jednak zdecydowanie bardziej wolę naturalne glinki z dodatkiem hydrolatów i olejów.
Po zmyciu maseczki skóra jest wygładzona, przyjemnie nawilżona i delikatnie rozjaśniona. Niestety efekt nawilżenia i komfortu bardzo krótko się utrzymuje dlatego też maseczkę fajnie zaaplikować przed wielkim wyjściem.

Ja raczej nie kupię jej ponownie, ale że jej cena nie jest wysoka (ok 3 zł) warto sprawdzić jak zadziała u Was ;)

Perfecta SPA antycellulitowe masło do ciała Pina Colada

Pogoda typowo wakacyjna dlatego też dziś przedstawię Wam kosmetyk, którego nie powinno zabraknąć w wakacyjne kosmetyczce ;) Jeśli marzy Wam się pobyt w tropikach, ale na razie nie możecie się tam wybrać to przynajmniej zafundujcie skórze rajskie wakacje ;p Wakacyjne doznania zapewni puszyste masło i peeling do ciała  Perfecta SPA Pina colada

Puszyste masło do ciała szczególnie przypadło mi do gustu.
Według producenta jest to kosmetyk antycellulitowy, który dodatkowo intensywnie nawilża, łagodzi podrażnienia i zmiękcza. Producent chwali się 3 składnikami aktywnymi: olej kokosowy, kwas hialuronowy i olejek z ziaren zielonej kawy. Jednak w składzie wszystkie te i inne oleje (a dość trochę ich jest) znajdziemy za parafiną. Jak wiecie mnie parafina w kosmetykach do ciała nie przeszkadza dlatego też z przyjemnością używam tego kosmetyku.
Mimo, że skład jest przeciętny - drogeryjny, z początkiem parafinowym to masło bardzo dobrze się u mnie sprawdziło. Konsystencja jest bajeczna - lekka, puszysta, rewelacyjnie się to masło rozprowadza i błyskawicznie się wchłania
Zapach jest zniewalający! Bardzo naturalny.
Idealnie oddaje woń prawdziwej pina colady. Wąchają ten balsam czuję się jak na Karaibach. Piękny! ;) Z działania również jestem zadowolona ponieważ balsam zapewnia mi idealną pielęgnację. Doskonale nawilża, ujędrnia, uelastycznia i wygładza skórę. Ten produkt bardzo fajnie sprawdza się w pielęgnacji biustu ;) Mam wrażenie, że ujędrnia lepiej niż nie jeden produkt typowo przeznaczony do pielęgnacji biustu. Wiadomo, że cellulitu się nim nie pozbędziemy, ale na pewno świetnie ujędrnimy ciało ;)

Oprócz masła z tej serii dostępny jest również cukrowy peeling antycellulitowy
Jednak ja miłośniczką peelingów nie jestem więc używam go tylko od czasu do czasu. Zapach podobnie jak w balsamie jest przecudowny i przyjemnie się tego produktu używa jednak parafinowy film, który pozostawia ten peeling nie do końca mi odpowiada ;/ Masło mnie zachwyciło, a peeling lubię tylko ze względu na zapach. Oba produkty dostępne są w drogeriach,a  także widziałam je w biedronce. Można je też kupić w internetowym sklepie producenta. Ich cena oscyluje w granicach 10 - 15 zł przy czym masło jest tańsze i mogę je Wam szczerze polecić ;)

Lubicie połączenie kokosa z ananasem ? ;>

Soraya Aqua Matt

W mojej kosmetyczce mam bardzo dużo podkładów. Podczas kwietniowej promocji w Rossmanie fluidowa kolekcja jeszcze się powiększyła. Skupiłam się głównie w nowych podkładach i jednym z nich jest nowość Soraya - jedwabisty podkład Aqua Matt, który matuje i nawilża
Do wyboru w zależności od potrzeb skóry mamy 3 rodzaje podkładów aqua: satin, cover i matt. Ja wybrałam matujący ponieważ producent obiecuje, że podkład nie tylko perfekcyjnie matuje skórę, ale również maskuje niedoskonałości, zapewnia doskonałe nawilżenie i poczucie komfortu, a do tego nie zapycha i nie tworzy efektu maski.
Efektu maski faktycznie nie tworzy ponieważ jego konsystencja jest dość lekka, lejąca i satynowa. Jednak mimo zapewnień producenta krycie jest bardzo przeciętne i czasami podkład ma problem z zatuszowaniem zaczerwienień nie mówiąc już o większych niespodziankach. Podkład mimo, że jest matujący nie pozostawia matowej skóry, efekt końcowy jest satynowy, co akurat dla mnie jest na plus. Twarz nie wygląda sztucznie. Jeśli jednak macie bardzo tłustą skórę nie będziecie zadowolone. Ten podkład nadaje się do cer normalnych i mieszanych.
Posiada pompkę co bardzo lubimy  ;)
Do wyboru są 4 kolory: 101 jasny beż, 102 naturalny, 103 ciepły beż i 104 opalony. Ja wybrałam najjaśniejszy, czyli 101, który do bardzo jasnych nie należy więc pewnie osoby z bardzo jasną karnacją nie znajdą koloru dla siebie ;/
Co ciekawe jasny beż na mojej skórze wypada trochę różowo, a czasami gdy dam go za dużo, albo dołożę 2 warstwę w celu uzyskania lepszego krycia  to kolor staje się siny ;/ Podkład miałam podczas konferencji Meet beauty <relacja> i przyznam, że przez cały dzień miałam wrażenie szarej skóry ;/ Choć gdy patrzę na na zdjęcia cera wygląda dobrze
Podkład Aqua Matt dostaje ode mnie ocenę dobrą - bo krycie ma przeciętne, efekt matu nie jest długotrwały i czasami wypada sino. Za to lubię satynowe wykończenie jakie się nim uzyskuje, przyjemną konsystencję, która daje poczucie komfortu oraz to, że zapewnia optymalne nawilżenie. Uważam, że warto ten podkład poznać zwłaszcza jeśli macie cerę normalną oraz mieszaną i nie lubicie efektu maski za to lubicie gdy podkładu nie czuć na twarzy. Regularna cena tego podkładu to ok 23 zł, ale warto skusić się na niego w promocji ;) Ja poluję na promocję wersji kryjącej, czyli Aqua Cover ;)

Zainteresował Was nowy podkład marki Soraya ? ;>

Celia winylowy lakier do paznokci On Top! nr 49

Firmy Celia chyba nie muszę nikomu przedstawiać. W końcu Celia to pokolenia pięknych Polek. Ja firmę znam od zawsze, ale przyznam, że ich kosmetyki pielęgnacyjne ze względu na bardzo przeciętne składy mnie nie zachęcają. Za to kolorówka prezentuje się bardzo przyzwoicie i w jakiś sposób kusi. Dziś opowiem Wam o mim pierwszym lakierze firmy
  Celia - On Top! nr 49
Nie mam pojęcia ile kolorów zawiera kolekcja ponieważ na stroni producenta lakierów o taki wyglądzie nie ma ;/  Ja mam nr 49, który jest delikatnym, lekko brzoskwiniowym beżem z złotym shimmerem 
Jednak na paznokciach tej złotej poświaty nie widać w ogóle
Mimo ładnego koloru (który trudno uchwycić na zdjęciach) lakier jest bardzo trudny w użyciu. Jego kremowa konsystencja utrudnia malowanie. Tworzy smugi, prześwity i na paznokciach wcale nie wygląda ładnie ;/
Wręcz przeciwnie ;/ 
Klasyczny pędzelek wcale nie ułatwia malowania wręcz mam wrażenie, że trudno się nim operuje przy skórkach ;/
Czas schnięcia jest standardowy, a końcowy efekt nie zachwyca. Trwałość również niczym szczególnym się nie wyróżnia - już następnego dnia pojawiają się starte końcówki co na szczęście przy jasnym lakierze aż tak nie rzuca się w oczy. Jak dla mnie jest to słabej jakości lakier o zbyt kremowej konsystencji o niezbyt udanym pędzelku. Osobiście nie polecam i na pewno drugi raz nie pomaluję tym lakierem paznokci ;(
Jestem bardzo ciekawa jakie jest Wasze zdanie na temat lakierów do paznokci Celia. Macie jakiś ich lakier w swojej kolekcji ? ;>

Bielenda serum odmładzająca karboksyterapia

Produkty Bielenda należą do jednych z moich ulubionych kosmetyków drogeryjnych. Gdy kilka miesięcy temu  zauważyłam na półkach nowe - kuleczkowe sera wiedziałam, że bardzo szybko stanę się właścicielką jednego z nich. Najbardziej zainteresowało mnie serum niebieskie, które ma dawać efekty podobne do zabiegu karboksyterapii.
Jednak nie oszukujmy się ... żaden kosmetyk nie zastąpi profesjonalnego zabiegu z dziedziny medycyny estetycznej. Karboksyterapia polega na wprowadzeniu pod skórę dwutlenku węgla. Dzięki temu zabiegowi poprawia się stan i wygląd skóry. 
Jest to zabieg odmładzający, dotleniający, poprawiający napięcie skóry.
Według producenta serum stymuluje syntezę kolagenu, rewitalizuje skórę, poprawia jej jędrność, nawilża, napina, wygładza i koryguje rysy twarzy.
Serum można stosować zarówno na dzień jak i na noc. Ja serum stosowałam głównie na noc pod olej. Zdarzyło mi się kilka razy użyć tego produktu zamiast kremu na dzień i bardzo dobrze sprawdza się przy cerze skłonnej do przetłuszczania ponieważ błyskawicznie się wchłania, dobrze nawilża skórę i stanowi dobrą bazę pod makijaż
Gdy w sklepie posmarowałam tym serum dłoń już w kilka minut była ona jaśniejsza, nawilżona, a cała dłoń wyglądała młodziej. Na twarzy aż takich efektów wow nie było. Owszem rano cera prezentowała się świeżo i promiennie, była gładka, nawilżona jednak spodziewałam się o wiele lepszych efektów. Po 2 tygodniach codziennego używania zauważyłam, że stan cery się pogarsza. Pojawiało się coraz więcej podskórnych krostek oraz kilka wulkanów. Przypuszczałam, że może to być wina serum ponieważ był to jedyny nowy kosmetyk w mojej pielęgnacji. Dlatego też zrobiłam sobie przerwę i gdy cera wróciła do równowagi znów włączyłam to serum do nocnej pielęgnacji. Niestety sytuacja się powtórzyła. 
Znów mnie wysypało ;( 
Skład serum mimo, że jest długi nie jest najgorszy choć kilku rzeczy można by się pozbyć jak np. PEG-40 czy DMDM
Ogólnie byłam zadowolona z tego serum ponieważ ładnie nawilżało i napinało skórę. Nakładane pod olej sprawiało, że cera nie była tłusta. Jednak przy dłuższym stosowaniu zapychało. Do tego wszystkiego nie jest to kosmetyk wydajny. Cena waha się w granicach 20-30 zł. Ja na pewno nie kupię kolejnej buteleczki i nie wiem czy chcę poznać wersję zieloną i czerwoną.

Znacie nowe sera Bielenda ?;>

Yankee Candle Egyptian Musk

Odkąd przekonałam się do wosków Yankee Canedle co jakiś czas stacjonarnie  kupuję zapachy, które polubił mój nos. Akurat w tej kwestii bogata oferta sklepów internetowych mnie nie przekonuje, bo bardzo często opis brzmi pięknie, a zapach okazuje się kompletnie z innej bajki. Najczęściej woski YC kupuję w Intermarche. Podczas ostatnich zakupów również w koszyku wylądowały dwa nowe aromaty.
Gdy czytałam na blogach o zapachu Egyptian Musk nie do końca byłam przekonana. Według producenta jest to zapach z rześkiej linii. Ale czy połączenie piżma, wanilii i drzewa cedrowego może być rześki ?
Opis jest bardzo mylący, bo jak dla mnie na pewno zapach ten nie należy do rześkich. Według mnie i mojego nosa jest to bardzo otulający zapach. Idealnie wpisuje się w jesienno-zimowy czas, ale i latem odda woń Afryki. Ja uwielbiam zapach piżma (zwłaszcza białego), a połączenie go z wanilią i drzewem cedrowym dodaje mu tajemniczości i idealnie pasuje do starożytności. Czy tak pachnie Egipt ? Trudno mi powiedzieć, ale starożytne zabytki Tunezji, Maroka i Grecji tak właśnie pachną ;)
Mimo, że jest to słodki zapach nie męczy, nie drażni i nie powoduje bólu głowy. Palę go od kilku dni i nie przeszkadza mi nawet w słoneczne popołudnie. 

Jest to bardzo wydajny wosk ponieważ wystarczy odrobina, a zapach czuć przez kilka godzin. Polubiłam się z nim i chętnie powącham i poznam inne zapachy z linii afrykańskiej. Mam nadzieję, że w moim intermarche pojawią się pozostałe zapachy z tej serii ponieważ ich cena jest wyjątkowo korzystna - 6,99 zł ;)

Znacie ten zapach ? jaki jest Wasz ulubiony ? ;>

Lirene Physio - micelarny żel z błękitną algą

Za kosmetykami Lirene nie przepadam i sporadycznie przeglądam ich ofertę w drogeriach. Jednak firma pojawiła się na Meet Beauty (relacja klik) i przedstawiła swoje nowości oraz podarowała nam 2 produkty do przetestowania. Jednym z otrzymanych produktów był micelarny żel oczyszczający z błękitną algą Lirene Dermoprogram
W poręcznej buteleczce z pompką znajduje się przezroczysty, dość płynny żel o przyjemnym, delikatnym i świeżym zapachu. Według producenta żel precyzyjnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia dodatkowo nawilża i łagodzi podrażnienia.
Żel micelarny można stosować na 2 sposoby. Tradycyjnie na wacik albo w formie żelu razem z wodą
 Ja wybrałam sposób 2, czyli nakładem ten żel za pomoc dłoni po czym zmywam wodą. Według mnie jest to bardzo delikatny produkt oczyszczający i raczej stosowany solo nie usunie mocnego makijażu. 
Dla mnie idealnie nadaje się do porannego oczyszczenia twarzy albo jako pierwszy etap wieczornego demakijażu. 
Poza tym, że słaby z niego oczyszczacz to ładnie nawilża skórę, łagodzi podrażnienia i odświeża skórę. 
Skład jak na produkt drogeryjny nie jest zły

Ogólnie jest to dobry kosmetyk i choć do demakijażu mocnego makijażu raczej się nie nadaje to do porannego odświeżania twarzy i przygotowania skóry pod makijaż jest dobry. Cena tego żelu to ok 15 zł i jak będzie kiedyś w promocji (tak za ok 7-8 zł) to skuście się ;)

Indigo Flamenco nail polish set red - zestaw lakierów do paznokci

Ognista czerwień na paznokciach nigdy nie wychodzi z mody. W ogóle czerwień to uniwersalny kolor, który pasuje każdej kobiecie choć nie każda się w niej dobrze czuje. Ja jestem fanką czerwonych paznokci (i ust;p) dlatego zestaw 5 czerwieni Indigo, które otrzymałam na Meet Beauty <relacja> niesamowicie mnie ucieszył
 W RED nail polisk SET znajdziemy 5 soczystych odcieni czerwieni: 
- neonowy odcień Baywatch
- klasyczna czerwień Classy
- truskawkę Hot Strawberry
- krwisto-czerwoną Bloody Mary oraz
- ogniste Flamenco
Ogniste Flamenco faktycznie jest ogniste. Kolor typowo wiśniowy jest intensywny, żywy, piękny, a mała buteleczka sprawia, że jest szansa zużycia lakieru do końca ;)
Wizualnie lakier prezentuje się super, a jak jest z jakością ?
Kolor mimo, że wydaje się intensywny potrzebuje co najmniej 2 warstw, a najlepiej 3 żeby był taki jak w buteleczce. Konsystencja lakieru jest dość płynna, a pędzelek dobrze wyprofilowany, ale szeroki przez co ja mam problem podczas aplikacji ponieważ lakier spływa na skórki
Czas schnięcia jest standardowy - na pewno nie błyskawiczny. A jak z trwałością?  niestety znam trwalsze lakiery. W przypadku Indigo flamenco starte końcówki pojawiają się już następnego dnia, a po 3 lakier należy zmyć ponieważ nie wygląda dobrze ;(
Kolor mnie zachwycił, ale jakość rozczarowała ;(
Cały set, czyli 5 lakierów o pojemności chyba 5 ml (piszę chyba ponieważ na opakowaniu nie znalazłam informacji), które wg producenta przeznaczone są tylko do użytku profesjonalnego kosztuje 49 zł. Wychodzi z tego, że jeden lakier kosztuje niecałe 10 zł. Moim zdaniem jak na lakier za 10 zł jakość jest kiepska. Znam lakiery o tej samej pojemności, a o wiele lepszej jakości i trwałości za 1/3 tej ceny (stałe czytelniczki na pewno wiedzą jakie lakiery mam na myśli).
Ciekawa jestem czy pozostałe kolory są tej samej jakości...
Taki set na pewno jest dobrym pomysłem na prezent - zwłaszcza dla lakieromaniaczek jednak cena mogłaby śmiało być niższa.

Macie w swojej kolekcji lakiery Indigo ?

Perfecta Sleep mask - maska na dobranoc

Maseczki stosowane na noc zamiast kremu nocnego to dobry pomysł dla kobiet, które nie mają czasu lub ochoty na wieczorny mały zabieg SPA. Niedawno oferta marki Perfecta poszerzyła się o kilka nowych produktów. Między innymi do wyboru są 3 rodzaje maseczek na dobranoc: nawilżająca - Super aqua booster, kwasowa dermabrazja skóry z kwasem migdałowym (tutaj polecam producentowi zapoznać się z definicją dermabrazji) oraz Elixir na krótkie noce
Elixir na krótkie noce ma zapewnić skórze pełną regenerację oraz sprawić, że cera nawet po kilku godzinach snu będzie wypoczęta, zregenerowana, nawilżona, dotleniona i  pełna blasku
Producent wspomina również, że kofeina zawarta w preparacie zmniejsza cienie pod oczami. Maseczkę - elixir nakładam na oczyszczoną twarz i pod oczy zamiast kremu nocnego. Nie jest to produkt do codziennego użytku. Według producenta możemy ją używać 2-3 razy w tygodniu gdy nasz sen trwa mniej niż 8 godzin. Maseczka ma kremową konsystencję i delikatny - bardzo przyjemny zapach. Szybko się wchłania i nie musimy nakładać grubej warstwy. Nałożona pod oczy nie spowodowała łzawienia czy jakiegokolwiek  dyskomfortu.
Rano cera wyglądała fantastycznie. Była rozjaśniona, promienna, wypoczęta. Prezentowała się rewelacyjnie ;)
Niestety w składzie dość wysoko jest parafina, która spowodowała pojawienie się kilku nieprzyjaciół ;/ 
Jednak cienie pod oczami były wyraźnie mniejsze co mnie pozytywnie zaskoczyło. Dlatego też teraz nie nakładam jej na całą twarz, bo  niestety składowo nie jest to produkt do mojej cery, ale jako krem pod oczy ten elixir sprawdza się rewelacyjnie. Codziennie wieczorem zamiast kremu czy oleju nakładam niewielką ilość pod oczy - wykonuję delikatny masaż i .... rano budzę się z jaśniejszym, promiennym spojrzeniem ;)

Bardzo chętnie poznam pozostałe 2 warianty tej maseczki nocnej. Jedna saszetka wg producenta wystarcza na 10 aplikacji (jak pod oczy to co najmniej na 100),  a cena to ok 10 złotych więc jak najbardziej można się skusić ;)  

Stosujecie takie nocne maseczki ? 

Mineralny Konkurs - wyniki

Mineralny Konkurs zakończył się już kilka dni temu. Zgłoszeń było ok 30, ale niestety tylko 19 zgłoszonych było lub zostało obserwatorami bloga, a to był jedyny warunek uczestnictwa w konkursie. Tak więc po dokładnym sprawdzeniu każdego zgłoszenia ogłaszam, że 2 pełnowymiarowe kosmetyki mineralne Annabelle Minerals 
trafiają do .....


PUDERNICZKAM 

Serdecznie gratuluję i czekam 24 godziny (czyli do jutra, do 15:15) na dane adresowe ;)

Miłej niedzieli kochani ;*

Zepter Serce ogrodu krem matujący w żelu

Firma Zepter jest w naszym kraju znana choć niekoniecznie kojarzymy ją z kosmetykami. A w ofercie firmy jest ich sporo. Ja już miałam okazję poznać co niektóre produkty i co prawda nie były to złe produkty jednak stosunek ceny do składu wypadał słabo. Pod koniec zeszłego roku w moje ręce przez czysty przypadek wpadł krem matujący w żelu Garden Heart active SPA Zepter Swisso Logical
Jak zapewnia producent krem ten idealny jest dla skóry tłustej i mieszanej, a zadaniem jego jest ochrona, nawilżenie i regeneracja skóry. Krem ma również chronić przed promieniowaniem UV, stresem oksydacyjnym oraz zanieczyszczeniami środowiska, a naturalne składniki aktywne, brak parabenów i lekka struktura ma zapewnić doskonałą pielęgnację.
Niestety skład tego kremu nie należy do naturalnych ;/
Sam krem w niczym nie przypomina żelu. Za to tak jak obiecuje producent ma lekką konsystencję, błyskawicznie się wchłania i pozostawia skórę matową, ale promienną. Produkt ma ciekawy - botaniczny zapach, który kojarzy mi się z laboratorium botanicznym na studiach. Jak mam być szczera nie zauważyłam żeby ten krem dał mojej skórze coś specjalnego. Odczuwalnie i zauważalnie moim skromnym zdaniem ten krem nie zrobił nic ;/ Lekko wygładza skórę, zmiękcza ją, matuje choć nie za każdym podkładem się dogaduje.Regeneracji nie zauważyłam, a nawilżenie jest przeciętne - bez rewelacji. I w sumie tyle ;/
Jak na krem, który kosztuje 108 zł jest to niewiele, prawda ? ;>
I właśnie cena tego kremu jest jak dla mnie nie do przyjęcia. Bo 108 zł, za średniej jakości krem o składzie bez rewelacji to raczej nie jest dobry interes. Ja na pewno tego kremu nie kupię ponownie, a i Was zachęcać nie będę, za wierzcie mi, że za 108 zł możecie mieć 4 lepsze kremy ;)

Znacie kosmetyki Zepter ? ;>

Systane Lid Wipes chusteczki oczyszczające do powiek

Od lat moje ulubione krople do oczu to Systane Ultra. Przynoszą one natychmiastową ulgę, skutecznie i długotrwale nawilżają oczy i można je stosować podczas używania soczewek kontaktowych, a także zakraplać soczewki przed aplikacją. Gdy w aptece zobaczyłam chusteczki do oczyszczania powiek Systane Lid Wipes o identycznej szacie graficznej z ciekawości postanowiłam je zakupić i wypróbować.
W tekturowym opakowaniu znajduje się 30 jednorazowych, osobno pakowanych, sterylnych chusteczek do oczyszczania powiek. 

Jest to rewelacyjny produkt na wyjazd, ponieważ zajmuje minimum miejsca, a jak zapewnia producent skutecznie usunie makijaż, a przy tym nie podrażni oczu
Przed demakijażem należy potrzeć zamkniętą chusteczkę w celu wytworzenia piany. Faktycznie po otwarci chusteczka jest mokra i delikatnie spieniona. Co do składu to niczym szczególnym się nie wyróżnia. Zawiera detergent z tej samej grupy co SLS choć trochę delikatniejszy. Dlatego też przez pocieranie chusteczka się pieni. Jednak produkt nie szczypie i nie podrażnia oczu. Chusteczka jest wielkości dłoni i delikatnie pachnie marcepanem.
Dobrze radzi sobie z makijażem. Nawet wodoodporny tusz jest w stanie domyć. Po użyciu należy oczy opłukać czystą, ciepłą, ale nie gorącą wodą i osuszyć. Tak jak wcześniej pisałam nie podrażnia moich bardzo wrażliwych oczu, za to pozostawia okolice oczu czyste, zmiękczone i jakby delikatnie rozjaśnione. Polubiłam się z tymi chusteczkami i czasami używam ich również do pierwszego etapu demakijażu twarzy, Dobrze się sprawdzają i na wyjazdy na pewno je będę zabierać. Używam ich także w pracy i jeszcze żadnej klientce nie zrobiły krzywdy. Dość ciekawa jest cena tego produktu. Ja za opakowanie zapłaciłam 2,49, a regularna cena w mojej aptece to 4,99 zł za to w aptekach internetowych np. DOZ paczka tych chusteczek kosztuje ponad 30 zł. Szok!!! 

Ja się z tymi chusteczkamii polubiłam i na pewno kupię kolejne opakowanie. 
Znacie krople lub chusteczki Systane ?

Eveline Waterproof Big Volume Lash Professional Mascara

Jak trudno znaleźć dobry tusz o formule wodoodpornej! Przetestowałam ich wiele i niestety nadal nie znalazłam prawdziwej mascary wodoodpornej ;( Dziś o kolejnym rozczarowaniu ;(
Tusze Eveline bardzooo lubię. Długo polowałam na ten niebieski egzemplarz. Zazwyczaj w drogeriach był on wyprzedany. Tym samym byłam przekonana, że jest to dobra wodoodporna mascara. 
W końcu udało mi się go dostać. Niestety tusz ten wodoodporny jest tylko z nazwy i podczas demakijażu ;(
Waterproof Big Volume Lash Professional mascara Eveline ma świetną - silikonową szczotkę. Do moich rzęs takie szczoty są najlepsze!
Duża, dobrze wyprofilowana szczoteczka z licznymi wypustkami idealnie rozdziela i podkreśla rzęsy. Na początku jest trochę wodnista jednak już po tygodniu gęstnieje. Niestety po 3 tygodniach tworzy się glutek, który pozostawia na rzęsach grudki i może je sklejać
Zarówno szczotka jak i efekt jaki daje ten tusz bardzo mi się podoba. Niestety po kilku godzinach tworzy się efekt pandy ;/ Kontakt z wodą również nie wchodzi w grę, bo tusz się rozmazuje i tworzy smugi. Za to podczas demakijażu płynem micelarnym jest bardzo oporny na zmywanie. Trudno mi to zrozumieć ;(
Tusz mam niecały miesiąc i coś czuję, że pojawi się w majowym denku. Poza tym, że szybko gęstnieje i daje efekt pandy nie mogę mu nic zarzucić. Dobrze się nim maluje, ładnie wygląda na rzęsach - ładnie rozdziela, delikatnie pogrubia i wydłuża jednak nadal szukam prawdziwie wodoodpornej mascary. 
Szafy Eveline dostępne są w prawie każdej drogerii jednak nie zawsze akurat ten tusz można kupić. Ja kupiłam go za 14,99 zł, ale niestety nie jest to tusz do którego będę wracać ;(

A Wy macie swój ulubiony tusz wodoodporny ?

To już ostatnie godziny Mineralnego konkursu
Na zgłoszenia czekam do 23:59 ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...